Wywrócił teatralnie oczami. Może i był obibokiem i niezbyt aktywnie uczestniczył w życiu towarzyskim śmietanki magicznego społeczeństwa, ale nie był też jakimś wieśniakiem. Wiedział, jak się zachowywać z klasą, gdy mu na tym zależało i sytuacja tego wymagała. I gdy miał odpowiednie towarzystwo. Dzisiejsze spotkanie z Trixie spełniało wszystkie te trzy kryteria. Ogromne szczęście.
— Dobre imię. Lepsze to niż jakaś Eulalia — stwierdził.
Nazwisko wprawdzie zakrawało na bardzo pospolite, ale pośród Potterów, Lupinów czy Crouchów, zdecydowanie pozwoli na wtopienie się w tłum. Kto zwróciłby uwagę na kogoś, kto przedstawiałby się jako Mary Sue? No właśnie! Nikt! Genialne.
— Liczyłem, że masz kogoś na oku lub słyszałaś o kimś — przyznał z rozbrajającą szczerością.
Wprawdzie znajomości, jakimi mogli się pochwalić członkowie rodu Lestrange, były dosyć pokaźne i rozległe, tak nierozerwalnie łączyły się z wyższymi sferami lub środowiskami medycznymi, gdzie sporo czarodziejów i czarownic z rodu znalazło swoją niszę. Wyrabianie fałszywych dokumentów nie należało do ich specjalności.
Rabastan wiązał nadzieje z listą kontaktów Bellatriks głównie dlatego, że obracała się w pewnych kręgach dłużej od niego. Pokątne znajomości wynikające raczej z przymusu niż wewnętrznych chęci mogłyby w tym przypadku okazać się zbawienne. Zwłaszcza jeśli chcieli ograniczyć kolejne osoby włączone w proces zdobycia trefnych dowodów tożsamości do minimum. Poza tym Lestrange na razie dał z siebie najwięcej: zapewnił im aparycję. A tego nie mógł załatwić każdy.
— Ktoś w pracy nie wisi Ci przysługi? — Zerknął na dziewczynę kątem oka. Naiwnie sądził, że Amnezjatorzy mogli mieć wtyki na poziomie Brygady Uderzeniowej lub Biura Aurorów.
W ostateczności można popytać na Nokturnie, pomyślał przelotnie, chociaż nie wiedział, czy był to najlepszy pomysł. Raczej trafiliby na pośrednika, a przedtem na kogoś, kto by ich do niego skierował. Poza tym dobrze by było mieć kogoś sprawdzonego, kto faktycznie będzie w stanie wyprodukować wiarygodne dokumenty, które przejdą kontrolę nie tylko w barze przy Pokątnej, ale i innych instytucjach.
— Zapraszam — wypalił, gdy znaleźli się pod wejściem do studia fotograficznego. Chłopak pchnął drzwi, wpuszczając najpierw do środka swoją towarzyszkę.