Spoglądała na przyjaciółkę uważnie i pokiwała głową. - Może i nie pamiętasz, ale wiesz, że robisz się coraz starsza? Wiadomo, że młodość rządzi się swoimi prawami, ale musisz o siebie dbać, mówię to z troski, nie, żeby cię karcić. - Dodała jeszcze, bo naprawdę się martwiła. Wolałaby, żeby Longbottom unikała zbędnych choróbsk, jeśli były do tego metody, bo zdecydowanie lepiej zapobiegać niż leczyć. - Taka obietnica wystarczy, jeśli ci zabraknie eliksiru, to daj znać, zrobimy kolejne zapasy. - Norka zaopatrzała większość swoich przyjaciół w różne eliksiry, więc nie było to dla niej nic dziwnego, wszyscy wiedzieli, że poza cukiernictwem wyjątkowo dobrze radzi sobie mieszając wszystko w kociołku, bo właściwie jaka to była różnica, czy mieszasz coś w garze, czy w kotle? No żadna.
- Bardzo ważną część. - Poprawiła Brennę, bo starała się zrobić wszystko, aby tak właśnie było. Miała świadomość, że nie samymi pączkami żyją ludzie, jednak jej produkty były wyjątkowe - przynajmniej tak się pannie Figg wydawało. - Tak szczerze mówiąc, to nie jestem głodna. Rozczarowały mnie nieco twoje słowa, bo kawy bym się chętnie napiła, a w takim wypadku jednak postawię na herbatę. Daj mi chwilkę. - Podniosła się od stołu, aby udać się do lady, gdzie znajdywała się przysypiająca kelnerka. Norka z uśmiechem na twarzy poprosiła ją o filiżankę herbaty, po czym wróciła do przyjaciółki.
- Oczywiście nie sama, bo co Ty jedna możesz zrobić Brenn, nie chce zrzucać na ciebie tej odpowiedzialności, jeśli mogę się na coś przydać, to wiesz, że jestem, zawsze gotowa pomóc. - Może nie w walce, bo do tego nie nadawała się wcale, chyba, że możnaby do niej używać tortów, bo jej torty na pewno wspaniale by latały, gdyby przyszła taka potrzeba, jednak jeśli chodzi o walkę na zaklęcia, to Norka Figg nigdy się jakoś specjalnie do tego nie nadawała. Mogła za to tworzyć eliksiry, przyjąć pod swój dach kilka osób, nakarmić głodnych, nawet dla niej można było znaleźć zajęcie w tym trudnym czasie.
Mina jej nieco zrzedła, kiedy usłyszała kolejne słowa Longbottom.Nie, żeby się tego nie spodziewała, przecież Danielle straciła ojca, zupełnie niespodziewanie, gdy ktoś chorował, to można było się oswoić z myślą, że odejdzie, w tym przypadku nie miała tego czasu. Jakże by chciała, żeby było jak dawniej. Mogłyby z Dani zniknąć zupełnie beztrosko do lasu z butelką wiśniowej nalewki, zaszyć się tam na cały dzień i leżeć w trawie, bez zmartwień, że też wszystko musiało się spierdolić. - Ogromna tragedia ją spotkała, spróbuję wyciągnąć ją na jakiś spacer, chociaż moim zdaniem potrzebuje czasu, żeby to przetrawić. Szkoda, że nie bardzo go teraz ma. - Bo wszystko działo się szybko, musieli poradzić sobie z tym, z czym przyszło im walczyć, przygotować na przyszłość, gdyby miało dojść do powtórki z rozrywki.
Zmrużyła oczy, gdy Longbottom wypowiadała kolejne słowa. Skupiła się na nich uważnie. Faktycznie Norka od zawsze interesowała się roślinami i zwierzętami. Miała sporą wiedzę na ten temat. - Czyli zabił go śmierciożerca, ale coś jeszcze poprawiło? - Mówiła szeptem, żeby nikt ich nie usłyszał. - Czy wujek był cały, czy te stworzenia żywiły się jego truchłem? - Może nie było to zbyt delikatne pytanie, ale musiało zostać zadane.