04.08.2023, 10:08 ✶
- Nie widzę typowych śladów, jakie zostają po zastosowaniu czarnomagicznych zaklęć. Nie mogę być tego pewna, nie mając dostępu do całego ciała, ale powiedziałabym, że jego śmierć nie była rezultatem czaru – powiedziała Florence rzeczowym tonem. Odsunęła się nieco, nie chcąc przeszkadzać Samuelowi w próbach z konarem i odruchowo wygładziła spódnicę. Niestety, ubranie wciąż nie wyglądało tak, jak powinno.
To nie był czas na takie zmartwienia, a jednak Bulstrode wciąż z tyłu głowy miała, że nosiła je przez cały dzień, całą noc i kolejny dzień. To było odrobinę irytujące.
– Rozpętała się wichura, ale żaden wiatr i żadne uderzenie nie powinno zostawić takich obrażeń. Powiedziałabym, że coś albo ktoś rozerwało go na strzępy. Większość zwykłych zwierząt nie postępuje w ten sposób. Nawet pośród magicznych – dodała.
Kiedy wspomniał, że lepiej spróbować na czymś martwym, zwróciła na niego chłodne spojrzenie jasnych oczu. Trudno było powiedzieć, co chodzi jej po głowie, bo wyraz twarzy niewiele zdradzał.
– Rozumiem – odparła jedynie beznamiętnie, a potem poczekała czy magia zadziała bez problemów. Tego dnia w namiocie uzdrowicieli parę razy przekonała się, że niestety, czary lubiły dziś robić drobne figle. Miała wielką nadzieję, że nie będzie to stałym procesem, bo jeżeli tak, Voldemorta należałoby rozerwać na strzępy. Chciał walczyć w imię czystej, magicznej krwi… niszcząc samą magię?
Otworzyła worek, kiedy do środka wpadły kończyny. Wcale nie podobało się jej, że muszą transportować je w taki sposób. To nie było właściwe. Normalnie na miejsce należałoby wezwać Brygadzistów oraz uzdrowiciela specjalizującego się w takich przypadkach. Problem polegał niestety na tym, że i Brygadziści, i uzdrowiciele, sami biegali teraz po Kniei. A jeżeli grasowałyby tutaj jakieś potwory, pozostawienie ich „na później” mogło sprawić, że coś te kończyny pożre.
Florence bardzo ostrożnie odłożyła worek na miejsce, a potem podeszła do pobliskiego drzewa, by zawiesić na nim czerwoną wstęgę, wskazującą na to, że ten obszar został przeszukany.
– Ściemnia się, a dalej na prawo widzę wstążkę. Sądzę, że możemy wracać i zabrać tego nieszczęśnika do namiotu, gdzie gromadzą ciała – powiedziała, odwracając się do Samuela. Ktoś poza nią musiał ocenić te obrażenia. I może podjąć próbę identyfikacji, chociaż o bogini – Florence nie miała żadnego pomysłu, w jaki sposób tej dokonać.
To nie był czas na takie zmartwienia, a jednak Bulstrode wciąż z tyłu głowy miała, że nosiła je przez cały dzień, całą noc i kolejny dzień. To było odrobinę irytujące.
– Rozpętała się wichura, ale żaden wiatr i żadne uderzenie nie powinno zostawić takich obrażeń. Powiedziałabym, że coś albo ktoś rozerwało go na strzępy. Większość zwykłych zwierząt nie postępuje w ten sposób. Nawet pośród magicznych – dodała.
Kiedy wspomniał, że lepiej spróbować na czymś martwym, zwróciła na niego chłodne spojrzenie jasnych oczu. Trudno było powiedzieć, co chodzi jej po głowie, bo wyraz twarzy niewiele zdradzał.
– Rozumiem – odparła jedynie beznamiętnie, a potem poczekała czy magia zadziała bez problemów. Tego dnia w namiocie uzdrowicieli parę razy przekonała się, że niestety, czary lubiły dziś robić drobne figle. Miała wielką nadzieję, że nie będzie to stałym procesem, bo jeżeli tak, Voldemorta należałoby rozerwać na strzępy. Chciał walczyć w imię czystej, magicznej krwi… niszcząc samą magię?
Otworzyła worek, kiedy do środka wpadły kończyny. Wcale nie podobało się jej, że muszą transportować je w taki sposób. To nie było właściwe. Normalnie na miejsce należałoby wezwać Brygadzistów oraz uzdrowiciela specjalizującego się w takich przypadkach. Problem polegał niestety na tym, że i Brygadziści, i uzdrowiciele, sami biegali teraz po Kniei. A jeżeli grasowałyby tutaj jakieś potwory, pozostawienie ich „na później” mogło sprawić, że coś te kończyny pożre.
Florence bardzo ostrożnie odłożyła worek na miejsce, a potem podeszła do pobliskiego drzewa, by zawiesić na nim czerwoną wstęgę, wskazującą na to, że ten obszar został przeszukany.
– Ściemnia się, a dalej na prawo widzę wstążkę. Sądzę, że możemy wracać i zabrać tego nieszczęśnika do namiotu, gdzie gromadzą ciała – powiedziała, odwracając się do Samuela. Ktoś poza nią musiał ocenić te obrażenia. I może podjąć próbę identyfikacji, chociaż o bogini – Florence nie miała żadnego pomysłu, w jaki sposób tej dokonać.