Miał sie zresetować. Chciał się zresetować. Zapomnieć, przestać myśleć. To zawsze działało. Dreszcze, dotyk. Oddał tej trajkoczącej pani, która wcale nie potrzebowała go do udziału w jej monologu, kontrolę. Niech steruje. On chciał tylko jechać. Bez żadnej kontroli i bez opamiętania. Tylko coś nie wychodziło - bo donikąd nie docierał. Donikąd nawet się nie zabrał. Nie potrafił się rozluźnić i nie potrafił zapomnieć. I coraz tęskniej patrzył na ten bar, myśląc sobie, że to jest rozwiązanie. I upominając samego siebie, bo aż za dobrze pamiętał, w jaki cug wpadł, kiedy raz zaczął. Nie mógł potem przestać, bo niepamięć była lepsza od pamiętania. Porażki, wstyd życia, poczucie tej lepkiej czerni w czarnych czasach - wszystko znikało. Wystarczyło wlać w siebie odrobinę trucizny. Czuł, jak kobieta przesuwa dłoń po jego karku, jak się przysuwa i jak kładzie delikatny pocałunek na jego szyi. Odchylił na moment głowę, przymknął oczy. Tak. Tak. Znów skradła kilka chwil jego uwagi dla samej siebie.
- Nie słuchasz mnie. - Nie powiedziała tego z pretensją. I całe szczęście, bo do reszty zabiłoby to jego nastrój, który i tak był uporczywie parszywy. Tylko dlatego uśmiechnął się do niej kolejny raz, patrząc na jej błyszczące oczy, które ewidentnie poszukiwały atencji, ale nie mówiła. Wpatrywała się w niego, jakby oczekiwała czegoś. Jakby na coś czekała. Sięgnął do jej krótko przyciętych włosów, które nie sięgały nawet ramion. Miała je ładnie przylizane, wijące się w lokach, złapane z tyłu głowy. Wyglądała jak królowa tych salonów - przynajmniej dla niego. Nachyliła się w jego stronę, żeby musnąć jego policzek, nim zsunęła się z kanapy, ujmując dłoń, którą on trzymał na jej policzku.
Wstał za nią i podeszli do baru, gdzie kobieta zaraz naprowadziła jego dłoń na swoje biodro, a sama oparła się o blat i uśmiechnęła czarująco do samego barmana, zamawiając dwa razy jakiegoś drinka. Cokolwiek to było, bo na drinkach Laurent znał się tak, jak... jak prawdopodobnie ona na tym, czym się zajmował. Wystawiała go na pokusę, której nie powinien mieć. Aaach, jego "silna wola" topniała jak ten lód w szklance po whiskey, która stała na drewnie i patrzyła mizernie, błagając o uzupełnienie. Bo na pewno nie o uprzątnięcie.
- Nie mogę pić, mówiłem ci. - Odetchnąłeś, układając podbródek na jej barku.
- Jeden drink ci nie zaszkodzi! Naprawdę! - Zaśmiała się. A on nie zamierzał tłumaczyć, dlaczego mógł zaszkodzić. Więc już nic nie mówił. Bo nawet nie chciał się dalej opierać, oponować. Przecież nie przyszedł tu po to, by mieć kontrolę nad swoim życiem. Barman położył drinki i kobieta się odsunęła, łapiąc je, a on zrobił jej przestrzeń. Chyba chciała go zaprowadzić do stolika, przy którym siedzieli, ale akurat ktoś go zajął i... i Laurent się zatrzymał, kiedy jego oczy wychwyciły znajomą sylwetkę człowieka, którego spotkał tylko raz. Człowieka, który ewidentnie nie wylewał za kołnierz i którego przeszywające oczy czarowały właśnie jakąś blondynkę. Anabelle, bo tak miała na imię jego towarzyszka, obróciła się za nim i z zaskoczeniem lekkim prześledziła jego wzrok... Po czym jakby nigdy nic, z uśmiechem, ruszyła w kierunku stolika dwóch panów.
- Jasmine! Jakie urocze towarzystwo! - Brunetka poszerzyła swój uśmiech do koleżanki, patrząc swoimi piwnymi oczami następnie na obu panów. - Można się dosiąść, panowie? W towarzystwie zawsze wódka, whiskey i burbon lepiej smakują. - Nie zamierzała się oczywiście nadmiernie narzucać... Tymczasem Laurent stał za jej plecami i nie wiedział, czy się cieszyć, czy może raczej już zawijać manatki widząc, że tutaj również się piło i nikt nie jest na pewno trzeźwy.
- Heeej. - Odezwał się na mizerne powitanie.