Wieczór w Noir równał się zwykle z dobrą muzyką i dobrze wydanymi pieniędzmi... bo na rozrywkę. Kobiety nie miały na sobie łachmanów, tylko piękne, choć nęcące suknie. Mężczyźni też zwykle ubrani dostojnie, bo w eleganckie koszule, które dopiero po którejś szklaneczce były nieco wymiętolone przez zgrabne dłonie. Tańce w rytm muzyki zarezerwowane dla par, które jeszcze trzymały się na nogach, a w lokalu nie było stolika, przy którym ktoś siedziałby samotnie. Bo jeśli siedział, to Sukkuby zaraz się przysiadały, zaraz zajmowały rozmową, zaraz wyciągały monety z portfela. A były przy tym takie zwinne i wdzięczne, że ciężko było się oprzeć. Kaydenowi też ciężko się było oprzeć, ale nie w takich miejscach. Tutaj było za dużo bogaczy, za dużo znajomych oczu, za dużo plotek. To było miejsce jedynie na zajęcie czymś ust, ale na pewno nie na to, co naprawdę pozwalało zapomnieć. Na to czas był za dodatkową opłatą i pod innym cieniem, nieoświetlonym przez latarnie i brylanty na łabędzich szyjach. Tak więc chcąc nie chcąc, nawet na tą przyjemność musiał pozostać trzeźwym. Nie przeszkadzało mu to. Mógł się skupić na muzyce.
- Tak, mieliśmy tą przyjemność się spotkać. - Rzekł krótko Kayden, ale rozwijać tematu nie zamierzał. Cholera wie, czy blondyn nie był tu przypadkiem anonimowo, czy coś w tym guście. W końcu reakcję na spotkanie miał dość nietęgą, jakby może jednak wolał się nie rzucać w oczy. Nie zamierzał wplątywać tu życia prywatnego. Cienie Noir odbierały ten przywilej... czy może raczej kulę u nogi. W każdym razie Kayden język miał za zębami, które błysnęły lekko, kiedy uśmiechnął się czarująco do damy, wstając i całując jej dłoń, przedstawiając się. Isaac oczywiście zrobił to samo. Towarzysz Kaya również był przystojny, ale... wiadomo, jak to jest, jak się idzie gdzieś na imprezę. Bierzesz tą brzydszą koleżankę, żeby lepiej się prezentować. - Annabelle? - Zapytał Kayden z nieco zmienionym akcentem. - Z wzajemnością... Piękne imię. - Przyznał, bo dosłownie z francuskiego "belle" znaczyło tyle, co "piękna". Coś jeszcze tam było o beztrosce i marzeniach, ale Kayden nie pamiętał już pełnego znaczenia. - To moja towarzyszka, Jasmine. - Przedstawił damę, choć tu bardziej skierował swe słowa do Laurenta. Jasmine uśmiechnęła się wesoło, z zadowoleniem zakładając nóżkę na nóżkę. - A to Eveline... - Milcząca przy Isaacu kobieta o upiętych w kok, czarnych włosach i nieco skośnych oczach również się uśmiechnęła, choć wydawała się nieco mniej gadatliwa od Jasmine. Stolik nagle wydał się jakiś tłoczny. Delacour napił się jeszcze łyk whisky i odłożył szklankę na blat.
Wcale mu ten złośliwy komentarz nie przeleciał koło ucha. Kącik ust zadrgał, kiedy przeniósł uwagę z powrotem na Laurenta. - Jedno komplementuje drugie. - Odparł spokojnie ani nie zaprzeczając, ani nie potwierdzając jednogłośnie. - Oba zasługują na fascynację. - Można było powiedzieć, że wybrał neutralny grunt, ale jaka była prawda? Taka, że z zamkniętymi oczami też by się zachwycał. Wygląd po prostu był słodką wiśnią w kieliszku. - Utwór to też instrumenty. - Odparła Jasmine i zachichotała na kolejne słowa koleżanki. - A czemuż to? To grzech się nie napić w takim towarzystwie! Zdrowie! - Przytaknęła ochoczo, poprawiając ramiączko czarnej sukienki. Reszta ferajny także chwyciła za szklanki i wypiła toast. Kay zerknął z ciekawością na reakcję Lautrenta, chociaż nie zastanawiał się głębiej nad słowami Anabelle. Mógł mieć jakiś powód. To nie była jego sprawa... aleeee... - Może nie drinkami był zainteresowany, a rękami, które je roznoszą? - Zamruczał z krzywym uśmiechem, kładąc rękę trzymającą szklankę na drugim ramieniu i wbijając srebrne odłamki w morskie głębiny.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)