04.08.2023, 20:48 ✶
- Bardzo ważną część – zgodziła się Brenna posłusznie. W końcu naprawdę lubiła słodkości, a poza tym pączki oznaczały wizyty u Nory. A ona i Mabel na pewno stanowiły bardzo ważną część jej życia. – Niestety. Następnym razem wybiorę miejsce z lepszą kawą – obiecała jeszcze, nim Nora ruszyła do lady, by poprosić o herbatę.
- Bez obaw, Nora, nie to miałam na myśli. Doskonale wiem, że nie pokonam ich sama – zapewniła. Szczerze. Brenna była świadoma swoich ograniczeń. Wiedziała, że jest dobra w pojedynkach… ale wśród śmierciożerców byli lepsi. Nie była żadnym herosem. Ani nawet szczególnie potężnym magiem. Miała przede wszystkim swoją determinacją, analityczny umysł i dar krwi, który przekazała jej prababka. Robiła z nich tak dobry użytek, jak mogła, ale stanowiła tylko jeden z trybików dużej machiny.
Nie wierzyła zresztą, że tę wojnę może zakończyć jedna osoba, że istnieje coś takiego jak Wybraniec, namaszczony do walki z Voldemortem. Och, miała w sobie nadzieję: nadzieję, że Dumbledore kiedyś stanie naprzeciwko mrocznego lorda i wytrąci mu różdżkę z dłoni. Ale nawet Albus Dumbledore nie mógł zrobić tego.
– Zawsze możesz się przydać – dodała, uśmiechając się do niej ciepło. – Twój eliksir pomógł uratować jedną z Brygadzistek.
Oraz śmierciożercę. O tym nie wspomniała, bo to nie ucieszyłoby Nory, a ona sama… chyba wciąż trochę się tego wstydziła. Czy to, co zrobiła, decyzja, jaką podjęła, wyjdzie na dobre, czy na złe? Czy z tego człowieka uda się wydobyć jakieś informacje, które pomogą Ministerstwu? Czy może wyłga się, wyjdzie na wolność, znowu kogoś skrzywdzi… i to będzie jej wina? Bo nie dała go zabić? Bo opatrzyła jego rany? Bo podała mu eliksiry, gdy krew i życie ulatywały z jego ciała?
– Nie wiem, Nora. Nie jestem pewna, czy potrzebuje czasu i spokoju, czy wręcz przeciwnie, ludzi u swojego boku – westchnęła. I tego też się wstydziła. Że nie jest tego pewna. I że chociaż starała się do Danielle zaglądać, to chyba poświęcała jej za mało czasu. Czy próbując ogarniać sprawy, związane z Beltane, ale i innymi przestępstwami, kiedy mieli braki w składzie, nie zaniedbywała rodziny i przyjaciół, w tak trudnym dla nich momencie?
Chciałaby pomóc każdemu z nich, i boleśnie odczuwała to, że nie była pewna jak – ani co gorsza kiedy. Przecież nawet Norę odwiedzała teraz rzadziej, akurat gdy ta straciła Salema.
– Chyba. Nie jestem pewna. Tak sądzę – powiedziała na słowa Nory. Coś zwinęło się w jej żołądku, zaschło jej w gardle, gdy Figg zaczęła dopytywać. – Mam zdjęcie – szepnęła, z trudem. Zrobił je ojciec, kiedy on i Godryk zostali wezwani rano do namiotu, do którego poprzedniego dnia, późnym wieczorem, przyniesiono szczątki. Zanim zabrano je do kremacji.
Jeremiah też chciał wiedzieć, co spotkało jego brata.
– O ile jesteś gotowa na nie spojrzeć. To… nie jest przyjemny widok.
- Bez obaw, Nora, nie to miałam na myśli. Doskonale wiem, że nie pokonam ich sama – zapewniła. Szczerze. Brenna była świadoma swoich ograniczeń. Wiedziała, że jest dobra w pojedynkach… ale wśród śmierciożerców byli lepsi. Nie była żadnym herosem. Ani nawet szczególnie potężnym magiem. Miała przede wszystkim swoją determinacją, analityczny umysł i dar krwi, który przekazała jej prababka. Robiła z nich tak dobry użytek, jak mogła, ale stanowiła tylko jeden z trybików dużej machiny.
Nie wierzyła zresztą, że tę wojnę może zakończyć jedna osoba, że istnieje coś takiego jak Wybraniec, namaszczony do walki z Voldemortem. Och, miała w sobie nadzieję: nadzieję, że Dumbledore kiedyś stanie naprzeciwko mrocznego lorda i wytrąci mu różdżkę z dłoni. Ale nawet Albus Dumbledore nie mógł zrobić tego.
– Zawsze możesz się przydać – dodała, uśmiechając się do niej ciepło. – Twój eliksir pomógł uratować jedną z Brygadzistek.
Oraz śmierciożercę. O tym nie wspomniała, bo to nie ucieszyłoby Nory, a ona sama… chyba wciąż trochę się tego wstydziła. Czy to, co zrobiła, decyzja, jaką podjęła, wyjdzie na dobre, czy na złe? Czy z tego człowieka uda się wydobyć jakieś informacje, które pomogą Ministerstwu? Czy może wyłga się, wyjdzie na wolność, znowu kogoś skrzywdzi… i to będzie jej wina? Bo nie dała go zabić? Bo opatrzyła jego rany? Bo podała mu eliksiry, gdy krew i życie ulatywały z jego ciała?
– Nie wiem, Nora. Nie jestem pewna, czy potrzebuje czasu i spokoju, czy wręcz przeciwnie, ludzi u swojego boku – westchnęła. I tego też się wstydziła. Że nie jest tego pewna. I że chociaż starała się do Danielle zaglądać, to chyba poświęcała jej za mało czasu. Czy próbując ogarniać sprawy, związane z Beltane, ale i innymi przestępstwami, kiedy mieli braki w składzie, nie zaniedbywała rodziny i przyjaciół, w tak trudnym dla nich momencie?
Chciałaby pomóc każdemu z nich, i boleśnie odczuwała to, że nie była pewna jak – ani co gorsza kiedy. Przecież nawet Norę odwiedzała teraz rzadziej, akurat gdy ta straciła Salema.
– Chyba. Nie jestem pewna. Tak sądzę – powiedziała na słowa Nory. Coś zwinęło się w jej żołądku, zaschło jej w gardle, gdy Figg zaczęła dopytywać. – Mam zdjęcie – szepnęła, z trudem. Zrobił je ojciec, kiedy on i Godryk zostali wezwani rano do namiotu, do którego poprzedniego dnia, późnym wieczorem, przyniesiono szczątki. Zanim zabrano je do kremacji.
Jeremiah też chciał wiedzieć, co spotkało jego brata.
– O ile jesteś gotowa na nie spojrzeć. To… nie jest przyjemny widok.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.