04.08.2023, 21:31 ✶
Patrick z Erikiem.
Wiedział, że Erik Longbottom był na miejscu. Sam w końcu wziął komentarz i od niego. Wywiad z Erikiem był jednak swego rodzaju manifestem. Oceną działań śmierciożerców. Rozmowa z Victorią… była czymś zupełnie innym. Ona nie komentowała, nie przedstawiała ocen, snuła jedynie opowieść.
I właśnie dlatego na Darcy’m robiło to prawdziwe wrażenie.
Atreus z Brenną.
Przez chwilę szukał imienia w pamięci. Zapewne młodsza siostra Longbottoma, cień wspaniałego Mistera Magii. W końcu gdzie on, tam ona. Darcy miał chęć spytać, jak w takim razie Atreus do nich dołączył… ale nie przerywał. Nie chciał zakłócić porządku opowieści.
Nie komentował tego, czy ich decyzja o zostawieniu śmierciożerców była słuszna, czy nie. Nie jemu to było oceniać – a nawet gdyby miał jakąś ocenę, zachowałby ją dla siebie, bo Lockhart w tej chwili za nic nie chciał zrazić do siebie Lestrange. Za to coś innego przykuło jego uwagę, sprawiło, że zamarł podczas notowania.
– Żywiołak ziemi? – powtórzył. – Atakował i śmierciożerców, i Ministerstwo, jak rozumiem… – powiedział powoli, bo ta część historii zdawała się mu najbardziej fascynująca i nieprawdopodobna zarazem. Do licha, ognie płonące w tle, żywiołak ciskający kamieniami, światła, które trzeba wygasić. To już nie brzmiało jak materiał na wywiad, a na książkę. Darcy żałował, że sam tego wszystkiego nie wymyślił – to byłoby doskonale. Normalnie pomyślałby nawet, że kobieta to ubarwiła: sam pewnie by ubarwił. Z drugiej strony, tutaj było tak wielu świadków, że chyba nie ryzykowałaby, że ktoś zarzuci jej kłamstwo.
– Skąd się tam wziął, pani zdaniem? Czyżby rodzina Macmillanów w jakiś sposób zabezpieczyła Polanę?
Niewystarczający sposób, dokończył w myślach. Ale skoro żywiołak atakował i jedną, i drugą stronę, zapewne nie został stworzony ani przez śmierciożerców, ani przez przedstawicieli Ministerstwa.
Z trudem utrzymywał spokojny, uprzejmy wyraz twarzy. Znów ujął pióro i dopisał parę uwag w swoich notatkach – gdy samopiszące pióro w drugim notatniku zapisywało każde słowo historii. Darcy skupił na niej spojrzenie. Czekał nie tylko na odpowiedź na to pytanie, a przede wszystkim… dalszy ciąg tej historii.
Chciał wiedzieć, co było za czarnym ogniem. Nie tylko dlatego, że był dziennikarzem, ale też dlatego, że jako słuchacz uległ tej historii. I to mimo tego, że nie wiedział, że wbiegli tak naprawdę w ogień, w portal, do innego świata.
Wiedział, że Erik Longbottom był na miejscu. Sam w końcu wziął komentarz i od niego. Wywiad z Erikiem był jednak swego rodzaju manifestem. Oceną działań śmierciożerców. Rozmowa z Victorią… była czymś zupełnie innym. Ona nie komentowała, nie przedstawiała ocen, snuła jedynie opowieść.
I właśnie dlatego na Darcy’m robiło to prawdziwe wrażenie.
Atreus z Brenną.
Przez chwilę szukał imienia w pamięci. Zapewne młodsza siostra Longbottoma, cień wspaniałego Mistera Magii. W końcu gdzie on, tam ona. Darcy miał chęć spytać, jak w takim razie Atreus do nich dołączył… ale nie przerywał. Nie chciał zakłócić porządku opowieści.
Nie komentował tego, czy ich decyzja o zostawieniu śmierciożerców była słuszna, czy nie. Nie jemu to było oceniać – a nawet gdyby miał jakąś ocenę, zachowałby ją dla siebie, bo Lockhart w tej chwili za nic nie chciał zrazić do siebie Lestrange. Za to coś innego przykuło jego uwagę, sprawiło, że zamarł podczas notowania.
– Żywiołak ziemi? – powtórzył. – Atakował i śmierciożerców, i Ministerstwo, jak rozumiem… – powiedział powoli, bo ta część historii zdawała się mu najbardziej fascynująca i nieprawdopodobna zarazem. Do licha, ognie płonące w tle, żywiołak ciskający kamieniami, światła, które trzeba wygasić. To już nie brzmiało jak materiał na wywiad, a na książkę. Darcy żałował, że sam tego wszystkiego nie wymyślił – to byłoby doskonale. Normalnie pomyślałby nawet, że kobieta to ubarwiła: sam pewnie by ubarwił. Z drugiej strony, tutaj było tak wielu świadków, że chyba nie ryzykowałaby, że ktoś zarzuci jej kłamstwo.
– Skąd się tam wziął, pani zdaniem? Czyżby rodzina Macmillanów w jakiś sposób zabezpieczyła Polanę?
Niewystarczający sposób, dokończył w myślach. Ale skoro żywiołak atakował i jedną, i drugą stronę, zapewne nie został stworzony ani przez śmierciożerców, ani przez przedstawicieli Ministerstwa.
Z trudem utrzymywał spokojny, uprzejmy wyraz twarzy. Znów ujął pióro i dopisał parę uwag w swoich notatkach – gdy samopiszące pióro w drugim notatniku zapisywało każde słowo historii. Darcy skupił na niej spojrzenie. Czekał nie tylko na odpowiedź na to pytanie, a przede wszystkim… dalszy ciąg tej historii.
Chciał wiedzieć, co było za czarnym ogniem. Nie tylko dlatego, że był dziennikarzem, ale też dlatego, że jako słuchacz uległ tej historii. I to mimo tego, że nie wiedział, że wbiegli tak naprawdę w ogień, w portal, do innego świata.