05.08.2023, 00:36 ✶
Spotkanie, przegrupowanie się, zaleczenie ran i blizn na duszy i ciele i ewentualna konwersacja na temat bieżących wydarzeń to był plan na dzisiaj. Nawet jeżeli nieoficjalny to wiadomo było gdzie spora część Śmierciożerców się będzie znajdować. Niezależnie od tego czy uda się im wypracować jakieś wspólne działanie czy też nie, to jednak dobrze było trzymać rękę na pulsie. Dlatego też tego dnia Noémie postanowiła pokazać się w tym, bezpiecznym dla nich miejscu, mimo, że sama nie była ranna ani nie potrzebowała na ten moment żadnej innej pomocy.
Jak tylko pojawiła się na miejscu, to omiotła wzrokiem pomieszczenie, zobaczyła, że nie była pierwsza na miejscu. Dodatkowo Stanley nie wyglądał najlepiej. Skinęła głową obydwu mężczyznom z lekkim uśmiechem, po czym rozsiadła się na biurku, saidając na nim i podciągnęła jedną by postawić ją zgiea w kolanie na blacie.
-Ja jestem dobra w amputowaniu kończyn, ale chyba nie o taki efekt chodzi, n'est ce pas? - Po czym wyjęła z szat lizaka, które rozpieczętowała i włożyła do swoich ust. Noémie mogła sprawiać wrażenie nieco oderwanej od rzeczywistości, a może nie traktującej prawie niczego poważnie i śmiejącej się z osobliwych rzeczy, jednak kiedy przychodziło czas na działanie, zawsze można było na nią liczyć.
-Ja mam różdżkę, ale dzięki rzuciła po czym rozejrzała się po pomieszczeniu i wskazała lizakiem na jedną ze ścian.
-Wiecie czego tu brakuje? Kilku moich obrazów. Od razu pomieszczenie zyskałoby odrobinę charakteru.
Jak tylko pojawiła się na miejscu, to omiotła wzrokiem pomieszczenie, zobaczyła, że nie była pierwsza na miejscu. Dodatkowo Stanley nie wyglądał najlepiej. Skinęła głową obydwu mężczyznom z lekkim uśmiechem, po czym rozsiadła się na biurku, saidając na nim i podciągnęła jedną by postawić ją zgiea w kolanie na blacie.
-Ja jestem dobra w amputowaniu kończyn, ale chyba nie o taki efekt chodzi, n'est ce pas? - Po czym wyjęła z szat lizaka, które rozpieczętowała i włożyła do swoich ust. Noémie mogła sprawiać wrażenie nieco oderwanej od rzeczywistości, a może nie traktującej prawie niczego poważnie i śmiejącej się z osobliwych rzeczy, jednak kiedy przychodziło czas na działanie, zawsze można było na nią liczyć.
-Ja mam różdżkę, ale dzięki rzuciła po czym rozejrzała się po pomieszczeniu i wskazała lizakiem na jedną ze ścian.
-Wiecie czego tu brakuje? Kilku moich obrazów. Od razu pomieszczenie zyskałoby odrobinę charakteru.