05.08.2023, 00:55 ✶
Równie powoli, co chwilę wcześniej Cathal, Ulysses usiadł na podłodze. Zakaszlał, pozbywając się pyłu i kurzu, który dostał się do jego nosa i ust, gdy spadał w dół. Odruchowo zaczął macać swoje ręce, nogi i żebra, by upewnić się, że nic mu nie pękło i niczego sobie nie złamał. Tak, czuł ból, ale był to ten rodzaj bólu, który człowiek odczuwał zawsze po upadku. Na szczęście nie miał nic wspólnego ze złamaniem.
Jednocześnie w umyśle młodego Rookwooda szalała właśnie prawdziwa burza. Analizował co się stało. Jeszcze raz powtarzał w głowie sekwencję, którą nacisnął, upewniając się, że na pewno nie popełnił błędu. Ale chyba… nie, wróć, na pewno, nie popełnił błędu. Zaletą pamięci, którą posiadał było to, że nie musiał bez końca powtarzać doświadczeń, bo pamiętał każde błędne założenie, każdy wynik prowadzący w ślepą uliczkę. Więc albo mechanizm zadziałał prawidłowo i po prostu ściągnął ich w wyznaczone miejsce albo było coś, co pominęli a wtedy – na szczęście – mechanizm nie zadziałał prawidłowo i tylko ściągnął ich w dół zamiast zamordować. Tak czy inaczej żyli, ale krzyk Shafiqa uświadomił Ulyssesowi, że zostali rozdzieleni.
Czy zaczął się martwić o Letę i Pandorę? Odpowiedź na to pytanie byłaby dość złożona i zawierałaby się jednocześnie w słowach: „tak” oraz „nie”. Tak, bo nie miał pojęcia gdzie się podziały. Nie, bo pragmatyczny umysł Ulyssesa uznał, że skoro ich trójka była (chyba) cała to i kobiety z pewnością były całe. Może tylko znajdowały się w analogicznym miejscu, ale… ale gdzieś indziej? Za tą zawaloną częścią korytarza?
Po sprawdzeniu swojego stanu, wciąż siedząc, zaczął szukać w kieszeni spodni różdżki. Wyciągnął ją i po chwili również on rozświetlił nieco ciemność zaklęciem lumos.
- Często się to dzieje? – zapytał Cathala a potem posłał pytające spojrzenie również Sebastianowi.
Podniósł się ostrożnie z ziemi. Posługując się swoją różdżką jeszcze bardziej oświetlił to, co właściwie dało się oświetlić, podniósł leżącą na ziemi pochodnię.
- Jeśli da się ją zapalić to będziemy mogli zrezygnować z lumos – zauważył. A potem o ile się dało, zapalił tę, którą trzymał w ręku i zrobił dwa kroki w stronę niezawalonej części korytarza by sprawdzić gdzie prowadziła.
Jednocześnie w umyśle młodego Rookwooda szalała właśnie prawdziwa burza. Analizował co się stało. Jeszcze raz powtarzał w głowie sekwencję, którą nacisnął, upewniając się, że na pewno nie popełnił błędu. Ale chyba… nie, wróć, na pewno, nie popełnił błędu. Zaletą pamięci, którą posiadał było to, że nie musiał bez końca powtarzać doświadczeń, bo pamiętał każde błędne założenie, każdy wynik prowadzący w ślepą uliczkę. Więc albo mechanizm zadziałał prawidłowo i po prostu ściągnął ich w wyznaczone miejsce albo było coś, co pominęli a wtedy – na szczęście – mechanizm nie zadziałał prawidłowo i tylko ściągnął ich w dół zamiast zamordować. Tak czy inaczej żyli, ale krzyk Shafiqa uświadomił Ulyssesowi, że zostali rozdzieleni.
Czy zaczął się martwić o Letę i Pandorę? Odpowiedź na to pytanie byłaby dość złożona i zawierałaby się jednocześnie w słowach: „tak” oraz „nie”. Tak, bo nie miał pojęcia gdzie się podziały. Nie, bo pragmatyczny umysł Ulyssesa uznał, że skoro ich trójka była (chyba) cała to i kobiety z pewnością były całe. Może tylko znajdowały się w analogicznym miejscu, ale… ale gdzieś indziej? Za tą zawaloną częścią korytarza?
Po sprawdzeniu swojego stanu, wciąż siedząc, zaczął szukać w kieszeni spodni różdżki. Wyciągnął ją i po chwili również on rozświetlił nieco ciemność zaklęciem lumos.
- Często się to dzieje? – zapytał Cathala a potem posłał pytające spojrzenie również Sebastianowi.
Podniósł się ostrożnie z ziemi. Posługując się swoją różdżką jeszcze bardziej oświetlił to, co właściwie dało się oświetlić, podniósł leżącą na ziemi pochodnię.
- Jeśli da się ją zapalić to będziemy mogli zrezygnować z lumos – zauważył. A potem o ile się dało, zapalił tę, którą trzymał w ręku i zrobił dwa kroki w stronę niezawalonej części korytarza by sprawdzić gdzie prowadziła.