Zanuż stal w wodzie i zobacz jak ją hartuje. Jak stop lśniącego żelaza i węgli, które właśnie pochłaniały tęczówkę, nagle traci swoją miękkość, jednocześnie w ogóle jej nie tracąc. Skrzy się jak gwiazda. Płonie własnym, jaskrawym światłem. Pogłębia się i zagłębia w morzu, które błękitem kusi, a czernią dusi bezlitośnie. Tchu mu brakło, kiedy zatapiał się w tych oczach i choć do wody się nie zbliżył, czuł jak zalewają go wzburzone fale, nie dotykając wcale.
To grzech... pokusa? Zakazany owoc. Jak smakował? Jak smakowały te wargi, pożerane przez kogoś innego? Były słodkie jak kokos, czy słone jak ocean? Chciał wiedzieć, a jednocześnie nie chciał wiedzieć wcale. Tak i nie. Tkwił pośrodku, na tym ukropie, który go dopadł i grzał ciało słodką pieszczotą. Chciał odsunąć nie te usta, chciał przyciągnąć do siebie inne ciało, chciał musnąć zagłębienie w szyi, chciał... Nie, nie chciał. Wcale nie chciał... Czy chciał? Już się pogubił... Już stracił wątek...
Czas się zatrzymał, chociaż płynął swobodnie. Zapomniał się, całkowicie stracił rozum, a umysł płatał mu figla. Okrutnego figla, którego był gotów zawitać z otwartymi ramionami. Ramiona... właśnie... ta dłoń na jego piersi. Ten dotyk. Czy serce szalałoby pod tymi dłońmi tak samo? Czy zgubiłoby rytm?
Zgubiło. Kiedy się przybliżył. Kiedy fala obmyła brzeg, nie dotykając go. Zatrzymując tuż przy nim. Bliżej... Choć bliżej... Szczupłe kobiece palce musnęły policzek, rozchyliły wargę, zjechały na szczękę. Nie mógł oderwać srebrnych oczu, a jednocześnie oderwał je, by głodnym wzrokiem spojrzeć na odchyloną szyję. Wsłuchać się w westchnięcie fal... Melodia słodsza od muzyki.
Zatrzymaj się.
Drgnął lekko, jakby ktoś go trzasnął w twarz. Zamrugał, wytrącając myśli z niebezpiecznej drogi. Zalała go fala zimna. Złości. Na samego siebie. Nie. Na niego. Na wszystko. Zmarszczył brwi, stal pękła pod wpływem temperatury, nieodpowiednio nagrzana. Schłodzona, stała się krucha i pękła jak lustro. Ile lat nieszczęścia go teraz czeka...? Odsunął się od Jasmine w tym samym momencie, co Anabelle odsunęła od Laurenta. Sekunda... dwie... Nie słyszał ich słów. Wstał powoli, zanim ktokolwiek miał szansę zawrócić mu w głowie po raz kolejny. - Idę zapalić... - Rzucił cicho na odchodne, grzebiąc w kieszeni w poszukiwaniu papierośnicy. Jasmine zachichotała z zadowoleniem, zapewne myśląc, że udało jej się wytrącić go z równowagi. - Oczywiście. Mała przerwa dobrze nam zrobi~ - Przytaknęła, wstając zgrabnie z siedzenia i podążając za koleżanką z szerokim uśmiechem.
Kay wyszedł na świeże powietrze. Dym nie przegnał jednak tego żaru, wiatr nie zmiótł burzowych chmur, a w myślach wciąż tkwiły kojące, morskie oczy.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)