Dawno nie poczuł czegoś tak intensywnego, zmysłowego i dziwnego, jak poczuł dziś. To była wolność. Przez kilka minut tego lotu, kiedy dotykały go usta, których nawet nie odczuwał, czuł wolność. Unosił się na lotkach, chyba wykutych ze stali. I kochał. Kochał go przez tych parę minut tak, jak Ikarus kochał słońce. Za blisko. Za mocno. Chyba przez parę sekund ogłuszyły go jego własne westchnienia niesione samym wyobrażeniem tego, co nigdy tutaj nie zaszło.
Został przy tym stoliku sam. O wiele szybciej, niż zdążył się otrząsnąć z uczucia, którym chciał nadal się oplatać. Przeciągać palcami tę roztopioną stal, mruczeć z zadowoleniem jak kot, przymrużać oczy, żeby potem przesuwać palcami po miejscach ucałowanych, które winien całować ten, który znajdował się po drugiej stronie stołu. Chciał stworzyć z tych ust i dotyków całą poezję. Bardziej jednak niż sycić się przeszłością i odtajać po wrażeniach chciał dostać fizycznie to, czego mu odmówiono.
Wyszedł za Kaydenem chwilę po nim. Chłodne powietrze - och, cały Londyn. Nawet kiedy pogoda była piękna zaraz mogło zacząć padać. Ale to chyba nie ta noc, prawda? To była gorąca, letnia noc. A nawet jeszcze nie zaproszono Pani Lato do Anglii. Mimo to zadrżał. Głównie od różnicy temperatur - tego, co było wewnątrz i tego, jakim podmuchem powitała go noc. Pojedyncze osoby przechodziły osobą, wychodziły, wchodziły do klubu. Bardzo pojedyncze. Jakaś dama właśnie rozmawiała w uliczce z dżentelmenem, paliła długą fajkę, chyba przywiezioną zza granicy. Swojego czasu były takie modne... Namierzył go spojrzeniem. Nerwowego? Palącego papierosa, a dym był jak dopełnienie obrazu Rembranta - doskonałe piękno z plamą tego, co przyciągało wzrok i jednocześnie rozmywało wrażenia. Eksploruj dalej i zrozum - wołało do niego płótno. Tylko brakowało mu ramy. Może się nią stań?
Zbliżył się do niego powoli, jak złodziej. A z każdym krokiem jego serce znowu zaczynało przyśpieszać. No zrób to. Mówiły oceaniczne oczy wpatrzone w Kaydena, szukające jego spojrzenia. Zrób.