05.08.2023, 13:25 ✶
Darcy z pewnym trudem utrzymał spokój, kiedy Victoria zasugerowała, że żywiołak mógł być obrońcą Matki. Bogowie, zdaniem Lockharta, nie powinni się w nic mieszać: powinni siedzieć sobie gdzieś tam, po drugiej stronie i przyjmować pokorne modły kapłanów. Nie nasyłać ludzi na potwory. I wcale nie podobała się mu myśl, że skoro Voldemort namieszał w czymś bogini… to ta postanowiła się zemścić.
W dodatku nie tylko na śmierciożercach.
- Skoro atakował wszystkich… - zaczął, jakby odrobinę nieśmiało, bo w istocie, bał się i swoich wniosków. Chociaż przecież już chodziły mu po głowie wcześniej, po rozmowie z Heather i Erikiem. Po prostu nie chciał, by były prawdziwe. – Być może oznacza to, że po ataku Bogini jest rozzłoszczona na wszystkich czarodziejów.
I przyjdzie im zapłacić za to, co zrobił Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać.
Zamrugał, kiedy Victoria podjęła opowieść. Do wody? Wpadli do wody na środku Polany Ognisk? Zaraz jednak przypomniał sobie te wszystkie pogłoski o Limbo. Miejscu, do którego wszyscy zmierzali, ale w którym nie był dotąd żaden żywy czarodziej. Do tej pory Lockhart chyba nie wierzył, że czwórka czarodziei faktycznie tam trafiła, bo jaki to miałoby sens? A może… może faktycznie miał przed sobą nie żywą kobietę, lecz rodzaj nieumarłego? Jak wampir, ghul, opętaniec?
Darcy sięgnął po szklankę i duszkiem wypił parę łyków wody. Z trudem powstrzymał się przed odsunięciem się. Zdecydowanie nie należał do tych czarodziejów, którym nie przeszkadzały te wszystkie „dziwadła”. Jasnowidze czy aurowidze wywoływali w nim po prostu lekki niepokój, ale już potworów czy umarlaków zwyczajnie się bał.
Bądź profesjonalistą, nakazał sam sobie.
– Trafili więc państwo prawdopodobnie… do Limbo. – Do licha, powiedział to. Na głos. Wciąż nie był pewny, czy wierzy Victorii. Ale… chyba tak. Nie ze względu na nią, a ze względu na to, co mówili uzdrowiciele. Jak to ledwo wyrwano ich śmierci. – Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, otworzył tam drogę…
…a więc wbrew temu, co mówił Longbottom, atak wcale nie miał na celu zastraszenia czy bezmyślnego mordowania ani nawet skompromitowania Ministerstwa Magii. Voldemort chciał wejść do Limbo. Może mógł zrobić to tylko podczas sabatu, na Polanie Ognisk? Darcy pośpiesznie to zanotował, chociaż nie był pewny, ile odważy się napisać. Taki wywiad zwróci na niego oczy świata, ale kto wie, czy nie będą to także oczy zwolenników Czarnego Pana?
– Czy tamten świat w Pani odczuciu mocno różnił się od naszego? – zapytał jeszcze.
Czy widzieliście tam umarłych? – miał ochotę spytać, ale ugryzł się w język. Nie chciał spłoszyć Victorii przed punktem kulminacyjnym. Na inne pytania przyjdzie czas później.
W dodatku nie tylko na śmierciożercach.
- Skoro atakował wszystkich… - zaczął, jakby odrobinę nieśmiało, bo w istocie, bał się i swoich wniosków. Chociaż przecież już chodziły mu po głowie wcześniej, po rozmowie z Heather i Erikiem. Po prostu nie chciał, by były prawdziwe. – Być może oznacza to, że po ataku Bogini jest rozzłoszczona na wszystkich czarodziejów.
I przyjdzie im zapłacić za to, co zrobił Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać.
Zamrugał, kiedy Victoria podjęła opowieść. Do wody? Wpadli do wody na środku Polany Ognisk? Zaraz jednak przypomniał sobie te wszystkie pogłoski o Limbo. Miejscu, do którego wszyscy zmierzali, ale w którym nie był dotąd żaden żywy czarodziej. Do tej pory Lockhart chyba nie wierzył, że czwórka czarodziei faktycznie tam trafiła, bo jaki to miałoby sens? A może… może faktycznie miał przed sobą nie żywą kobietę, lecz rodzaj nieumarłego? Jak wampir, ghul, opętaniec?
Darcy sięgnął po szklankę i duszkiem wypił parę łyków wody. Z trudem powstrzymał się przed odsunięciem się. Zdecydowanie nie należał do tych czarodziejów, którym nie przeszkadzały te wszystkie „dziwadła”. Jasnowidze czy aurowidze wywoływali w nim po prostu lekki niepokój, ale już potworów czy umarlaków zwyczajnie się bał.
Bądź profesjonalistą, nakazał sam sobie.
– Trafili więc państwo prawdopodobnie… do Limbo. – Do licha, powiedział to. Na głos. Wciąż nie był pewny, czy wierzy Victorii. Ale… chyba tak. Nie ze względu na nią, a ze względu na to, co mówili uzdrowiciele. Jak to ledwo wyrwano ich śmierci. – Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, otworzył tam drogę…
…a więc wbrew temu, co mówił Longbottom, atak wcale nie miał na celu zastraszenia czy bezmyślnego mordowania ani nawet skompromitowania Ministerstwa Magii. Voldemort chciał wejść do Limbo. Może mógł zrobić to tylko podczas sabatu, na Polanie Ognisk? Darcy pośpiesznie to zanotował, chociaż nie był pewny, ile odważy się napisać. Taki wywiad zwróci na niego oczy świata, ale kto wie, czy nie będą to także oczy zwolenników Czarnego Pana?
– Czy tamten świat w Pani odczuciu mocno różnił się od naszego? – zapytał jeszcze.
Czy widzieliście tam umarłych? – miał ochotę spytać, ale ugryzł się w język. Nie chciał spłoszyć Victorii przed punktem kulminacyjnym. Na inne pytania przyjdzie czas później.