Cisza z jego ust była tak głośnia jak grzmot, który rozchodził się po kościach. Czuł to napięcie, czuł, że rozsadza go od środka. Chciał wyładowania, ale burzowe chmury krążyły i krążyły, nie dając mu spokoju. Od kiedy to słucha serca? Od kiedy to oddaje kontrolę swojemu ciału? Ta grzeszna przyjemność była zbyt skrajna, nawet jak na niego. Zbyt niebezpieczna. Czego się bał? Wszystkiego. Wszędzie były oczy, wszędzie szepty, plotki... a najbardziej się bał, że będzie chciał jej więcej i więcej... bo to był narkotyk. Pokusa. Wąż kusił kobiety, kobiety mężczyzn, a mężczyźni? Że niby bez winy? Że niby tutaj się łańcuszek kończył? Nie... Łańcuch miał dwa końce. Kobieta może kusić, ale mężczyzna też ma swój rozum. A rozum otumaniony, podąży za słodkimi obietnicami jak mucha za świecą. Furtka do różanego ogrodu otwarta i już ciekawość zżera, cóż to za nią można spotkać. Nadgryzione jabłko? Zgnite czereśnie? Czy jadowity wąż?
Dzwon w jego ciele, w samej piersi, za kratami z kości, dudnił głucho, kiedy syrena się odezwała. Kiedy usłyszał melodię. Słowa. Cudowne, bo mówiły to, co chciał usłyszeć. Srebro odszukało morskie głębiny i utknęło w nich, milcząc.
Przy zgaszonym świetle wszystko było wolno. Pod mrokiem ulic, pod nocnym niebem, ciemnością... sekrety wyłaziły na wierzch jak szczury.
Kayden zwęził oczy i wyrównał oddech. Od kiedy to dajesz sobą manipulować? Bo to była manipulacja... Gra na pragnieniach. W rytm serca. Dostał jabłko? Dostał. Chciał spróbować? Chciał. Miał wybór? Miał... Wybrał. - Nie. - Powiedział ostro, choć cicho. Szept stali, która przecięła nocne niebo i utkwiła tuż obok, w murze, dygocąc na prawo i lewo. Nie zaprzeczał. Odmawiał. Nie chciał oddać się kontroli własnego ciała, które zdradziecko lgnęło do tego żaru. Lepkiego i słodkiego jak sam miód. Odmawiał. Odciągnął dłoń, wymykając się z tej drugiej. Nie ważne, że widział te niesamowite barwy w jego oczach, na ciele, w głosie... że chciał je muskać ustami, scałowywać farby z szyi, poczuć rytm bicia obcego serca, który przegnałby jego szarość.
Nie cofnął się, tylko patrzył tym przenikliwym srebrem, nieruchomy jak posąg. Odejdź, syreno... Zanim zatopisz nas wszystkich.
- Nie. - Powtórzył łagodnie, nie spuszczając go z oczu. Nie było w nim niechęci, czy złośliwości. Nie było pogardy tych, którzy wzbraniali się przed własnymi pragnieniami. Bo doskonale wiedział co to spojrzenie znaczyło. Nie próbował się oszukiwać. Ale ugiąć karku też nie zamierzał.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)