Zdziwienie. Zawód. Strach... Widział to wszystko i zacisnął szczękę. Mógł przeprosić. Milczał. Mógł załagodzić sprawę. Milczał. Mógł chociaż obiecać, że nikomu nie rozpowie. Milczał. Nie zrobił nic, żeby go zawrócić, bo... ah, szybka analiza... nie miało to sensu. Zawróci i co powie, skoro zdania nie zmienił? Odpowiedź pozostałaby taka sama. Może to i lepiej... może dobrze zrobił, że skończył to szybko, przecinając linę ratunkową... Może, a może nie. Nie lubił spekulacji, jeśli tak wiele było niewiadomych. Czy zaryzykowałby wszystko, co miał... dla zwykłego pragnienia? Dla tego, co dyktowało rozpalone ciało? Dla morskich oczu i pieśni syreny, która zaciągnęłaby go na dno? Bo co... nikt nie widzi? On by widział i chciał więcej... więcej... aż w końcu i to by się wypaliło jak papieros. Kayden nie lubił hazardu, gdzie wszystkie karty były tajemnicą. Coś wygrasz albo coś przegrasz. Rosyjska ruletka. I strzał w stopę. Sam sobie, bo tylko siebie mógłby wtedy winić.
Nie. Takie proste słowo, a może tak szybko zranić. Zranić? Niby dlaczego? Odmówił zabawy... ale to nie plac zabaw, tylko życie, a w życiu, wszystko ma swoje konsekwencje. Mógł to jednak powiedzieć inaczej... Mógł, zimny drań. Ale nie powiedział. Czy żałował? Tak... do cholery, tak... bo znowu go zalała ta parszywa szarość i znowu było jakoś tak... nijako. Jakoś pusto. Ponuro. Serce powoli się uspokajało, żar stygł, srebro gasło, jak gwiazda na niebie, którą przykryły czarne chmury. Rozsądek również powrócił.
Kayden westchnął bezgłośnie i spojrzał w dół, na dłoń wciąż trzymająca niedopalony papieros. Później na drugą, gdzie wciąż czuł fantomowy dotyk. Nieznany dotyk. Obcy. Taki, który pozostawił wypalone znamię, bo obudził w nim coś, czego budzić nie chciał. Uniósł dłoń, tą drugą... ale potem ją opuścił i rzucił peta na ziemię, przygniatając go butem.
Nie na taką odskocznię dzisiaj liczył.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)