Czy był chory na umyśle? Bardzo możliwe. Czy był chory fizycznie? Ciężko powiedzieć. Formalnie już nie żył. Czyż śmierć nie uwalnia nas od trosk życia doczesnego?
— Oh, czekolada to bardzo dobry pomysł. Na wzmocnienie. I nie, nie jest mi bliska.
Bardzo ładnie wyrażał się o osobie, która go przygarnęła, wyżywiła, przyodziała i dała dach nad głową, a poza tym finansowała wszelkie jego zachcianki.
— Tak, bardzo dobrze się czuję. Bardzo przepraszam za moje wcześniejsze zachowanie, to było zdecydowanie karygodne - rzekł z uśmiechem i skłonił się głęboko.
Szok był niesamowicie głęboki, ale przynajmniej szybko minął. Ururu wszedł w fazę zaprzeczania, której był mistrzem i bardzo żadko ją opuszczał. Jego umysł wyśmienicie opanował wciskanie niewygodnych wspomnień i faktów w sferę nieświadomości. Traumatyczne dzieciństwo, utrata rodziców, przykrości w Hogwarcie... aż w końcu niezwykłe odkrycie swojego obecnego stanu. W przeciwieństwie do tych poprzednich, fakt bycia nieumarłym da o sobie znać nie jeden raz i Marqueza czekała naprawdę ciężka walka ze swoim największym wrogiem — samym sobą.
Odebrał od Aveliny wszystkie flakoniki i umieścił je w swojej torbie. Wyglądał teraz zupełnie tak, jak tu przyszedł. Jakby żadna tragedia się nie wydarzyła.
— Czy w Londynie jest jakiś warty polecenia sklep z czekoladą? Pamiętam Miodowe Królestwo, ale nie chciałbym wybierać się do Hogsmeade. Może gdzieś w okolicy sprzedają takie same, bądź podobne produkty?
Nie pomyślał teraz, że być może Miodowe Królestwo zmyło się z powierzchni ziemi. Nie pomyślał, bo przecież tak doskonały dostawca słodkości na pewno musiał przeżyć co najmniej kilka pokoleń i nawet Lord Voldemort nie będzie w stanie tego zmienić. Ururu nie odczuwał tak dużej chęci na łakocie, jak inni uczniowie, ale od czasu do czasu wpadał do sklepiku po orzechy zatopione w karmelu lub pomarańczową czekoladę.