No właśnie, czego tu się bać? Człowiek jak każdy inny... Może trochę zbyt poważny momentami, chwilami złośliwy i zimny, a czasem... czasem po prostu przez twarz przechodziły mu różne miny, kiedy próbował się bronić przed pieską miłością. Położył mu dłoń na łepku i oplótł ramionami jak kaftan bezpieczeństwa. Srebrne oczy rozszerzyły się ze zdziwieniem na dźwięk lukrecjowego śmiechu. Nie miał jednak czasu tego skomentować albo chociażby pomyśleć o komentarzu. Pies zadarł gwałtownie główkę, żeby uwolnić się z człowieczej rąsi i walnął Kaydena w szczękę, aż mu zęby zadzwoniły. Ten został w takiej pozycji z odchyloną w górę głową i przymknął oczy, błagając o cierpliwość. Po chwili jednak wargi mu zadrżały i subtelnego uśmiechu nie zdołał powstrzymać. - Mhm... miłość. - Mruknął, oddając blondynowi psa z lekką ulgą i rozmasował bolącą szczękę. Charlie od razu powitał nową znajomość z merdającym wesoło ogonkiem i niuchającym noskiem. Uspokoił się przy Laurentym, jakby od razu wyczuwając, że jest w dobrych rękach. Zajął się zapachami, bo oczywiście czuł na nim miliony, więc łebek wciskał w każdy centymetr jego ubrania.
Kayden schował ręce do kieszeni spodni i przyglądał się temu obrazkowi ze słabym uśmiechem i przymrużonymi oczami. Nie krzywym, złośliwym czy sztywnym. Normalnym. Takim, jaki mógł sobie pozwolić jedynie, kiedy nikt nie patrzył. Bo nikt nie patrzył. Laurent unikał jego spojrzenia, co było dość... zrozumiałe. Nie winił go. Właściwie to się tego spodziewał. Spojrzał na matkę, która w pełni zajęta była malowaniem. - Nie... wpadła w swój trans, już tak łatwo się z niego nie wydostanie. Szczególnie że ma przed sobą Michaela. - Zachichotał cicho. - Będzie uwieczniony na płótnie w iście majestatycznej pozie, mogę ci to zagwarantować. - Spojrzał na Charliego, który lizał dłoń Laurenta, machając białą kitą. Spokojny. Nie kręcący się już jak nakręcony bączek. - Padaczce przyda się trochę zabawy... - Oznajmił spokojnie i jakoś zeszły z niego nerwy. Napięcie i niepewność.
Ah, na miłość boską, bądźmy dorośli... To nie koniec świata. Nikt w nikogo kamieniami nie rzuca, nikt nikogo nie linczuje, a przynajmniej on nie zamierzał. A bo to raz zdarzyło mu się być zimnym draniem, a potem musieć spojrzeć tej samej osobie w oczy? Nie raz. I na pewno nie ostatni. Czy miał za co przepraszać? Może i miał... na razie tematu nie poruszał. Czuł, że to nie pora. Patrzył na te blond włosy ze spokojem i miał ochotę go jakoś zmusić, żeby zadarł głowę. Spójrz na mnie. Nie zrobił tego jednak nie ruszył się z miejsca, ale wciąż się lekko uśmiechał. - Masz niesamowitą rękę do zwierząt... - Powiedział. To nie był komplement, a przynajmniej tak nie zabrzmiał. To było raczej stwierdzenie faktu, bo mało kto potrafił Charliego uspokoić. Nawet ojciec sobie z nim nie radził, a u matki mógł robić, co sobie tylko wymarzył. Nawet jeść z talerza. Nie spuszczał Laurenta z oczu, korzystając z okazji, że tego nie widział. Jego ruchy, mimikę, mowę ciała... jakby go studiował. Jakby z niego czytał jak z ciekawej książki. Chciał... zrozumieć. Co w nim było takiego, że tak nim wtedy poruszył. Czy to faktycznie była tylko jego fantazja... czy może jednak nie. Logicznie wyjaśnić coś tak nielogicznego, jak emocje.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)