06.08.2023, 22:21 ✶
Darcy skinął głową na uwagę Victorii, odrobinę niechętnie. Niestety, przyznawał jej rację. Sam wciąż zastanawiał się przecież, jak ubrać w słowa myśli i uzyskane informacje, aby przypadkiem za mocno nie zirytować zwolenników Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Doskonale pojmował, że i Victoria z tego względu pewnych rzeczy nie mogła – albo nie chciała – powiedzieć.
Może upierałby się bardziej, gdyby nie to, że i tak dostał o wiele, wiele więcej niż oczekiwał, gdy stawał przed tym domem. Musiał teraz spędzić parę dni na tą opowieścią i zastanowić się, w jaki sposób pchnąć ją do Proroka. Mógł przyjąć kilka form, ale musiał wybrać – ta najlepsza dla artykułu… czy dla niego samego? (Ta druga, oczywiście, zagęgały zgodnie obie gęsi jego duszy.)
– Wróciliście więc, kiedy przejście się zamknęło? A może po prostu… limbo was wyrzuciło? – spytał, pro forma, bo wyglądało na to, że Lestrange sama nie jest pewna. – Dwa ostatnie pytania, jeżeli pani pozwoli – dodał jeszcze, chociaż z ich zadaniem nie czekał na zgodę czy ich brak. – Wspomniała pani, że widziała… umarłych. Zechciałaby pani powiedzieć o tym coś więcej?
Spojrzał na nią wyczekująco. To była ta część bardziej przerażająca, ale zarazem bardziej fascynująca niż nawet walka z Voldemortem… której opisu ostatecznie się nie doczekał. (W duchu zresztą zaczął podejrzewać, że nie było żadnej walki. Może Voldemort znikł, zanim oni się pojawili? Albo po prostu rzucił na nich zaklęcie, i to ono wyrzuciło ich z limbo, a Victoria nie chciała się do tego przyznać? Darcy na jej miejscu też w takiej sytuacji by zmyślał. Tak, Lockhart często miewał takie błędne założenia… ale ku jego sprawiedliwości, nie zamierzał przynajmniej umieścić ich w artykule. Chociaż… cóż, może coś zasugeruje. Może. Nie zdecydował jeszcze.)
– I… nazywają państwo… Zimnymi – zaczął, niezależnie od tego, czy wyjaśnienia odnośnie umarłych padły, czy nie. – Czy zauważyła Pani, aby coś się zmieniło? Po tym, jak odwiedziliście Limbo?
Czy nagle ma pani ochotę na krew albo odciętą rękę da się bez problemu przyszyć?
Oczywiście, o to nie zapytał. Tylko pomyślał.
Może upierałby się bardziej, gdyby nie to, że i tak dostał o wiele, wiele więcej niż oczekiwał, gdy stawał przed tym domem. Musiał teraz spędzić parę dni na tą opowieścią i zastanowić się, w jaki sposób pchnąć ją do Proroka. Mógł przyjąć kilka form, ale musiał wybrać – ta najlepsza dla artykułu… czy dla niego samego? (Ta druga, oczywiście, zagęgały zgodnie obie gęsi jego duszy.)
– Wróciliście więc, kiedy przejście się zamknęło? A może po prostu… limbo was wyrzuciło? – spytał, pro forma, bo wyglądało na to, że Lestrange sama nie jest pewna. – Dwa ostatnie pytania, jeżeli pani pozwoli – dodał jeszcze, chociaż z ich zadaniem nie czekał na zgodę czy ich brak. – Wspomniała pani, że widziała… umarłych. Zechciałaby pani powiedzieć o tym coś więcej?
Spojrzał na nią wyczekująco. To była ta część bardziej przerażająca, ale zarazem bardziej fascynująca niż nawet walka z Voldemortem… której opisu ostatecznie się nie doczekał. (W duchu zresztą zaczął podejrzewać, że nie było żadnej walki. Może Voldemort znikł, zanim oni się pojawili? Albo po prostu rzucił na nich zaklęcie, i to ono wyrzuciło ich z limbo, a Victoria nie chciała się do tego przyznać? Darcy na jej miejscu też w takiej sytuacji by zmyślał. Tak, Lockhart często miewał takie błędne założenia… ale ku jego sprawiedliwości, nie zamierzał przynajmniej umieścić ich w artykule. Chociaż… cóż, może coś zasugeruje. Może. Nie zdecydował jeszcze.)
– I… nazywają państwo… Zimnymi – zaczął, niezależnie od tego, czy wyjaśnienia odnośnie umarłych padły, czy nie. – Czy zauważyła Pani, aby coś się zmieniło? Po tym, jak odwiedziliście Limbo?
Czy nagle ma pani ochotę na krew albo odciętą rękę da się bez problemu przyszyć?
Oczywiście, o to nie zapytał. Tylko pomyślał.