Och... uraził go? - Oczywiście. - Odpowiedział bez złośliwości, ze spokojem. Nie przyszedł tu drzeć kotów. Ani psów. Właściwie to miał nadzieję, że tym namalowanym abraksanem będzie właśnie Michael. Jakoś miał do niego słabość... I wcale nie, dlatego że mu się odkłonił! No, dobra, może właśnie dlatego... - Nie martw się. Moja matka jest dobra w ubarwianiu rzeczywistości. - Powiedział z lekkim rozbawieniem, ale mówił całkowicie poważnie. - Ale nie sądzę, żeby to było konieczne. Twoje abraksany na pewno wyjdą świetnie. - Co do tego nie miał wątpliwości. Cokolwiek malowała, jej ręka była jak ze złota. Jej dusza śpiewała, kiedy maczała pędzle w farbach. Cieszył się, że mogła wypełnić płótna nieco ładniejszymi barwami. Przez ostatnie tygodnie, jej obrazy były dosyć ponure, a nawet makabryczne. W końcu mogła namalować coś, co wywoływało uśmiech na twarzy.
- Bo dostaje padaczki, jak tylko ktoś go weźmie na ręce... - Mruknął. - Ta rasa ma dużo energii w sobie. Parę godzin na dworze może czasem nie wystarczać... - Nie to, żeby w domu nie miał miejsca. Po prostu Charlie to była taka maszynka do produkowania energii. Nie ważne ile się wybiega, bo bieganie tylko jeszcze bardziej go nakręca. - Herbatę... jeśli mogę prosić. - Odparł, bo wiedział, że wina i tak nie tknie. Nie przepadała za jego smakiem, nawet jeśli była odporna na jego działanie. Podążał za Laurentym i Charliem z rękami w kieszeniach, chwilowo mając kompletnie gdzieś dobre maniery. Miał już o co się martwić i nie dotyczyło to dobrych manier.
Kayden pokręcił głową. - Nie rodzisz się z talentem do malowania... możesz urodzić się z wyczuciem estetyki albo dobrym okiem. Albo po prostu z duszą wrażliwą na piękno. Wtedy po prostu jest ci prościej ten talent opanować. Co nie znaczy, że jest to łatwe... Nic w życiu nie jest łatwe, a już na pewno nie wyrażanie siebie... - Powiedział łagodnym tonem. Łagodnym, bo mówił tu o tym, co sprawiało jego rodzicielce przyjemność. O tym, co wpajała mu od dzieciaka. Nie potrafił być na to obojętnym, czy mówić o tym z kwaśną miną. - Nie znam się... na opiece nad zwierzętami, ale podejrzewam, że działa to podobnie. - Dodał, już trochę innym tonem. Niepewnym, bo nie chciał się wypowiadać na temat, o którym nie miał pojęcia. Wiedział tylko, że w jego przypadku też się ta teoria sprawdzała. Nie urodził się z talentem do starożytnych run, ale z zapałem, by tą wiedzę studiować. - Dlatego... mówię, że masz rękę do zwierząt... coś, co zwierzęta w tobie lubią... - Zakończył dosyć kulawo. No, debaty to by nie wygrał, ale jakoś nie miał dzisiaj nastroju do filozofowania.
Za to najwyraźniej miał nastrój do obserwacji, bo faktycznie śledził Laurenta uważnym wzrokiem. Nie oceniał... po prostu się przyglądał. Patrzył z ciekawością, jak jasne włosy poruszają się, gdy szedł. Jak promienie słońca tańczą w tych jasnych kosmykach, przelewając się między nimi jak miód. Jak miękkie były? Słuchał, jak rozmawia z pracownikami, wyłapując jego barwę głosu. Zerkał, jak uśmiecha się tym swoim anielskim uśmiechem. Zastanawiał się, który z nich był szczery. Czy miał ich kilka? Inaczej uśmiechał się do jednych, czy do drugich mrużył przy tym oczy? A może drgał mu kącik ust? Czy morskie oczy były ciepłej barwy, czy zimnej? Tego nie był w stanie stwierdzić, bo nie patrzył się w jego stronę, kiedy szli ku stajni. Zjechał spojrzeniem na jego posturę. Na jego płynne ruchy. Na dłonie... znów poczuł ten fantomowy dotyk na swoim nadgarstku. Przełknął ślinę i podniósł wzrok na jego profil. W myślach pojawiło mu się greckie imię... Apollo. Wyglądał jak Apollo, z tymi anielskimi rysami twarzy i złocistymi włosami. Przynajmniej tak mu się teraz skojarzył, ale zdecydowanie nie wyglądał tak w klubie. Co w nim więc było? Kayden nie uśmiechał się, nie miał w oczach odłamków lodu, ale też nie słońca, jak jego matka... ale mimo tego jego twarz wydawała się łagodna. Spokojna. Skupiona.
Dopiero kiedy niespodziewanie został przyłapany na obserwacji, przymrużone oczy powiększyły się lekko w zaskoczeniu. Zamrugał, jakby dopiero co się budził z jakiegoś transu... W tych lśniących, morskich oczach zobaczył rozdrażnienie, więc odwrócił powoli wzrok, przełykając ślinę. Nie rozumiał. Kompletnie już nic nie rozumiał.
Z zewnątrz był spokojny, w środku znów coś łomotało uporczywie w jego pierś.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)