Chyba każde czarodziejskie dziecko czekało na ten moment. Geraldine podczas wakacji bardzo chętnie wysłuchiwała opowieści braci o tym, jak wygląda czas spędzany w Szkole Magii i Czarodziejstwa. Nie mogła się doczekać, kiedy i ona wreszcie zacznie swoją edukację w Hogwarcie. Zamek o którym opowiadali, duchy, wreszcie nauka - to wszystko ją fascynowało. Wydawało się jej, że wreszcie spełni swoje marzenia. Nie mogła narzekać, pochodziła w końcu z czarodziejskiej rodziny, także była zaznajomiona z magią, jednak wreszcie sama będzie mogła doskonalić swoje umiejętności.
Zaopatrzyła się we wszystkie potrzebne przedmioty - znaczy matka zabrała ją i Theona na zakupy, aby przygotować się w pełni do tego, co miało nadejść. Byli gotowi, posiadali swoje różdżki, podręczniki, kociołki i całą masę innych rzeczy, które były im potrzebne. Najważniejsza była miotła - Geraldine potrafiła już latać. Nie bez powodu od kiedy skończyła pięć lat obserwowała starszych braci i kradła im ich miotły. Uważała, że jest to ważna umiejętność.
Znaleźli się na peronie, na którym miał znajdować się pociąg, który wiózł uczniów do Hogwartu. Matka zaplotła jej dwa warkocze - uważała, że wygląda w nich głupio i niepotrzebnie odkrywają jej piegowatą twarz. Wiedziała jednak, że z Jennifer nie wygra i musiała się z tym pogodzić. Na całe szczęście teraz nie będzie miała jej ciągle na oku. Cieszyło ją to ogromnie - przestanie wysłuchiwać ciągle tych uwag na temat tego, że dziewczynka nie powinna się tak zachowywać.
Była ogromnie podekscytowana tym, że za chwilę odjadą. Zacznie się coś nowego. Dworzec był pełen dzieciaków w różnym wieku. Kolorowy, starsi uczniowie mieli szaty przyozdobione kolorami swoich domów. Czytała o założycielach Hogwartu, była ciekawa do którego domu trafi. Jak do tej pory, każdy z jej rodziny trafiał do Slytherina, ona z Theonem zapewne również znajdą się w tym domu, rodzice jej to powtarzali. W końcu zawsze tak było. Pożegnała się z rodzicami, po czym wsiadła z Nickiem, Theonem i całą bandą do pociągu. Gotowa zacząć kolejny etap w życiu.
Nick zadbał o to, aby znalazło się dla nich miejsce w wolnym przedziale. Usadził ich tam i zniknął - nie dziwiło jej to wcale, w końcu miał swoich kolegów, był starszy, kto by chciał zabawiać swoje młodsze rodzeństwo, kiedy mógł wreszcie spotkać się ze znajomymi po wakacjach.
Zamek zrobił na niej ogromne wrażenie. Był taki wielki. Znaleźli się w wielkiej sali, zbliżała się ceremonia przydziału. Jako jedna z ostatnich, z racji na swoje nazwisko została wyczytana. Udała się na środek, czuła, że wszyscy na nią patrzą. Założono jej tiarę na głowę. Nie trwało to długo, kiedy wykrzyknęła - Gryffindor! - Gerry zamrugała zdziwiona, bo nie tego się spodziewała. Czy tiara mogła się pomylić?
Ruszyła nieco zamroczona do stołu, przy którym siedzieli członkowie domu, w którym miała spędzić następne siedem lat. Nie mogła znaleźć wzrokiem żadnego ze swoich braci, odwróciła się, bo wiedziała, że kolejny będzie Theon, który trafił tak jak mówili rodzice do Slytherinu. Czy z nią było coś nie tak? Nie miała pojęcia, wiedziała jedynie, że jest wyjątkiem od reguły.
Zjadła kolację w towarzystwie nowych kolegów. Wreszcie mogli się rozejść.