07.08.2023, 20:03 ✶
Punktualność praktycznie co do sekundy, przez co Bones nie musiała czekać ani chwili dłużej niż to było konieczne – to się ceniło. Świetnie, szybciej będzie miała za sobą to, co musiała skreślić z listy rzeczy do zrobienia… zanim rozwinie ją o kolejne punkty. Bo że te się pojawią, nie miała najmniejszej wątpliwości. W końcu poszukiwanie odpowiedzi nie polegało na zadaniu pytania jednej osobie i uznaniu, że to by było na tyle, prawda?
Skinęła lekko głową, zgadzając się z wyborem Bulstrode. Znaczy, to nie tak, że problemem byłoby zahaczenie o kuchnię, skądże znowu, tylko… znów, po prostu szybciej to będzie miała za sobą.
- Jakby pani jednak zmieniła zdanie, to proszę się nie krępować i dać znać, to nie będzie żaden problem – zapewniła grzecznościowo. Fakt faktem, żeby dojść do kuchni, nie musiała nawet opuszczać tego domku, ba, parteru nawet. Tylko parę kroków za te drzwi i gotowe.
Bones usiadła z powrotem na fotelu, który dopiero co zajmowała, już pozostawiając Florence wybór odnośnie tego, czy skorzysta z wcześniejszego, niewerbalnego zaproszenia czy nie. Sadzać jej siłą przecież nie będzie, to mijałoby się z celem, zresztą, równie dobrze Bulstrode mogła mieć taki styl pracy. Jedni kreślili esy-floresy na marginesach, inni szkicowali, jeszcze inni potrzebowali rozrysować sobie całe mapy, kolejnym najwyraźniej mogło robić dobrze stanie. Ewentualnie uzdrowicielka szykowała się do przystąpienia do oględzin…
Kolejne skinięcie głową. Aczkolwiek „problemy z mówieniem” brzmiało jak bardzo duże niedopowiedzenie – bo to, mimo wszystko, nie tyle był problem z mówieniem co niemożność mówienia o nim. Nawet gorzej.
Nie mogę mówić, pisać, rysować. Nawet wskazać na zdjęcie zwykłego przedmiotu, kwestia kontekstu – wyjaśniła, dość odruchowo unosząc dłoń do gardła. Nie, nie dusiła się, nic z tych rzeczy, po prostu… niemalże to czuła, tę blokadę, gotową do przeszkodzenia w rzucaniu coraz to kolejnych słów na temat Dzbana. Bo Lordem ten skurwysyn to na pewno nie był – Nie bardzo miałam jak tego sprawdzić, ale obawiam się, że to może wpłynąć również na moje zdolności do wykonywania pracy – dodała, dość okrężnie sygnalizując, co na dłuższą metę podejrzewała. Bo przecież nie mogła powiedzieć wprost: „zdolności do skopania Voldemortowi dupy”. Inna sprawa, że wobec różnicy mocy, ta kwestia i tak była dyskusyjna, ale… nie byłaby sobą, gdyby odrzucała myśl o stanięciu z nim ponownie oko w oko.
Uciekanie z podkulonym ogonem? Naprawdę nie w tym przypadku.
- Nic więcej nie zauważyłam – czyli, w teorii, klątwa sprowadzała się do blokowania mówienia o nim… ale czy na pewno? Mogła po prostu nie trafić jeszcze na kolejne ściany bądź jakieś jej mechanizmy jeszcze się nie uruchomiły…?
Skinęła lekko głową, zgadzając się z wyborem Bulstrode. Znaczy, to nie tak, że problemem byłoby zahaczenie o kuchnię, skądże znowu, tylko… znów, po prostu szybciej to będzie miała za sobą.
- Jakby pani jednak zmieniła zdanie, to proszę się nie krępować i dać znać, to nie będzie żaden problem – zapewniła grzecznościowo. Fakt faktem, żeby dojść do kuchni, nie musiała nawet opuszczać tego domku, ba, parteru nawet. Tylko parę kroków za te drzwi i gotowe.
Bones usiadła z powrotem na fotelu, który dopiero co zajmowała, już pozostawiając Florence wybór odnośnie tego, czy skorzysta z wcześniejszego, niewerbalnego zaproszenia czy nie. Sadzać jej siłą przecież nie będzie, to mijałoby się z celem, zresztą, równie dobrze Bulstrode mogła mieć taki styl pracy. Jedni kreślili esy-floresy na marginesach, inni szkicowali, jeszcze inni potrzebowali rozrysować sobie całe mapy, kolejnym najwyraźniej mogło robić dobrze stanie. Ewentualnie uzdrowicielka szykowała się do przystąpienia do oględzin…
Kolejne skinięcie głową. Aczkolwiek „problemy z mówieniem” brzmiało jak bardzo duże niedopowiedzenie – bo to, mimo wszystko, nie tyle był problem z mówieniem co niemożność mówienia o nim. Nawet gorzej.
Nie mogę mówić, pisać, rysować. Nawet wskazać na zdjęcie zwykłego przedmiotu, kwestia kontekstu – wyjaśniła, dość odruchowo unosząc dłoń do gardła. Nie, nie dusiła się, nic z tych rzeczy, po prostu… niemalże to czuła, tę blokadę, gotową do przeszkodzenia w rzucaniu coraz to kolejnych słów na temat Dzbana. Bo Lordem ten skurwysyn to na pewno nie był – Nie bardzo miałam jak tego sprawdzić, ale obawiam się, że to może wpłynąć również na moje zdolności do wykonywania pracy – dodała, dość okrężnie sygnalizując, co na dłuższą metę podejrzewała. Bo przecież nie mogła powiedzieć wprost: „zdolności do skopania Voldemortowi dupy”. Inna sprawa, że wobec różnicy mocy, ta kwestia i tak była dyskusyjna, ale… nie byłaby sobą, gdyby odrzucała myśl o stanięciu z nim ponownie oko w oko.
Uciekanie z podkulonym ogonem? Naprawdę nie w tym przypadku.
- Nic więcej nie zauważyłam – czyli, w teorii, klątwa sprowadzała się do blokowania mówienia o nim… ale czy na pewno? Mogła po prostu nie trafić jeszcze na kolejne ściany bądź jakieś jej mechanizmy jeszcze się nie uruchomiły…?