07.08.2023, 20:20 ✶
Florence kiwnęła głową na zapewnienie Mavelle. Nie siadała, za to położyła na fotelu swoją torbę i ją otworzyła. Ona sama się nie spieszyła, ale po prostu podczas takich wizyt była zainteresowana przede wszystkim badaniem, diagnozą i najlepiej, wdrożeniem właściwego leczenia.
- Podstępna klątwa. Jak rozumiem rzucona szybko, bez specjalnych dodatkowych inkantacji, świec i komponentów? – spytała, spoglądając na Bones przelotnie, po czym wyciągnęła z torby fiolkę i srebrzysty proszek. Z tego, co mówiła Mavelle, próbowała niemal wszystkiego. A klątwa przed niemal wszystkich zabezpieczała. – Zaskakuje mnie, że mógł rzucić takie przekleństwo, a was nie zabił. Może obawiał się rzucić mordercze zaklęcie w Limbo?
Wydawała się niewzruszona taką diagnozą, choć w istocie drżała na samą myśl. Tam był jej brat i jej najlepszy przyjaciel. Mogli nigdy nie wrócić.
Okoliczności rzucenia klątwy były jednak również istotne.
– O ile rozumiem… Voldemort życzy sobie być nazywany Mrocznym Panem albo Czarnym Lordem. Czy te określenia również nie przejdą pani przez usta? – zapytała, obracając się ku Mavelle. Nie, nie chodziło o to, że chciałaby, aby Bones chodziła i tak nazywała Voldemorta, ale to już mówiłoby to i owo o działaniu przekleństwa. Czy miało uniemożliwiać Mavelle mówienie o Voldemorcie w ogólności? Czy nie spodobało mu się coś, co powiedziała, więc chciał ją zmusić do używania jedynego miana, które akceptował? (Nawiasem mówiąc, zdaniem Florence, świadczyło to chyba o jakimś głęboko zakorzenionym kompleksie niższości.)
Florence Bulstrode powinna zapewne drżeć na myśl o klątwie rzuconej przez najpotężniejszego czarnoksiężnika wszechczasów. Zamiast tego jednak skupiała się raczej na tym… jak bardzo chciałaby to zaklęcie złamać. Nawet nie ze względu na Mavelle, a na wszystkie własne ambicje. Nie wątpiła, że będzie to trudne. I wiedziała, że nie uda się jeszcze dzisiaj. Ale zamierzała przynajmniej spróbować znaleźć sposób na przełamanie tej magii.
Przy okazji nie zaszkodzi zebrać informacje o Zimnych.
– Jeśli pani pozwoli… – dodała, a potem wysypała sobie proszek na dłoń i dmuchnęła w stronę Mavelle. Miał pomóc przy zaklęciu diagnostycznym, mającym ujawnić ślady magii, dotykającej danej osoby. Oczywiście, samo w sobie to było jeszcze za mało, ale stanowiło jakiś początek. Machnęła różdżką i proszek, mogłoby się wydawać, znikł. – Hm… – mruknęła Bulstrode z pewnym zastanowieniem, bardziej do siebie niż do kobiety.
- Podstępna klątwa. Jak rozumiem rzucona szybko, bez specjalnych dodatkowych inkantacji, świec i komponentów? – spytała, spoglądając na Bones przelotnie, po czym wyciągnęła z torby fiolkę i srebrzysty proszek. Z tego, co mówiła Mavelle, próbowała niemal wszystkiego. A klątwa przed niemal wszystkich zabezpieczała. – Zaskakuje mnie, że mógł rzucić takie przekleństwo, a was nie zabił. Może obawiał się rzucić mordercze zaklęcie w Limbo?
Wydawała się niewzruszona taką diagnozą, choć w istocie drżała na samą myśl. Tam był jej brat i jej najlepszy przyjaciel. Mogli nigdy nie wrócić.
Okoliczności rzucenia klątwy były jednak również istotne.
– O ile rozumiem… Voldemort życzy sobie być nazywany Mrocznym Panem albo Czarnym Lordem. Czy te określenia również nie przejdą pani przez usta? – zapytała, obracając się ku Mavelle. Nie, nie chodziło o to, że chciałaby, aby Bones chodziła i tak nazywała Voldemorta, ale to już mówiłoby to i owo o działaniu przekleństwa. Czy miało uniemożliwiać Mavelle mówienie o Voldemorcie w ogólności? Czy nie spodobało mu się coś, co powiedziała, więc chciał ją zmusić do używania jedynego miana, które akceptował? (Nawiasem mówiąc, zdaniem Florence, świadczyło to chyba o jakimś głęboko zakorzenionym kompleksie niższości.)
Florence Bulstrode powinna zapewne drżeć na myśl o klątwie rzuconej przez najpotężniejszego czarnoksiężnika wszechczasów. Zamiast tego jednak skupiała się raczej na tym… jak bardzo chciałaby to zaklęcie złamać. Nawet nie ze względu na Mavelle, a na wszystkie własne ambicje. Nie wątpiła, że będzie to trudne. I wiedziała, że nie uda się jeszcze dzisiaj. Ale zamierzała przynajmniej spróbować znaleźć sposób na przełamanie tej magii.
Przy okazji nie zaszkodzi zebrać informacje o Zimnych.
– Jeśli pani pozwoli… – dodała, a potem wysypała sobie proszek na dłoń i dmuchnęła w stronę Mavelle. Miał pomóc przy zaklęciu diagnostycznym, mającym ujawnić ślady magii, dotykającej danej osoby. Oczywiście, samo w sobie to było jeszcze za mało, ale stanowiło jakiś początek. Machnęła różdżką i proszek, mogłoby się wydawać, znikł. – Hm… – mruknęła Bulstrode z pewnym zastanowieniem, bardziej do siebie niż do kobiety.