08.08.2023, 10:46 ✶
Może lepiej, że Victoria nie zdecydowała się na podzielenie niektórymi rzeczami. Nie wspomniała o Matce, o martwej kobiecie, o Voldemorcie, portalu i wspomnieniach - a gdyby to powiedziała, kto wie, czy nie wybuchłaby mu głowa? Teraz i tak miał całą masę informacji, od których dostawał migreny, które przerażały, fascynowały i pozostawiały po sobie myśl: okurwamaćmogębyćsławnyibogaty.
Zastanawiał się, ile z tego było prawdą. A może tylko śnili dziwny sen? Halucynowali? Czy gdyby porozmawiał z innymi Zimnymi, usłyszałby inną historię? Gdzie miał znaleźć specjalistę od takiej tematyki...? Byłoby dobrze przedstawić niezależne opinie ekspertów, do diabła... Ale czy w ogóle istnieli jacyś specjaliści od limbo?
- To wszystko musiało być dla pani trudne - powiedział miękko, zamiast dzielić się swoimi przemyśleniami. - Podziwiam pani odwagę.
Do pewnego stopnia nawet podziwiał. Na tyle, na ile ktoś taki jak on, był w stanie. Bo samoświadomość nie była najmocniejszą stroną Darcy'ego, i chciał wierzyć, że on też by walczył w takiej sytuacji, chociaż rzecz jasna - nigdy by tego nie zrobił. Komuś zapatrzonemu w siebie do tego stopnia, ciężko było podziwiać innych. Raczej odczuwał wobec nich zazdrość.
Chociaż chyba wcale nie zazdrościł Victorii.
Gdy wyciągnęła ku niemu dłoń, dotknął jej ostrożnie. Bardzo pilnował, aby się nie skrzywić ani nie wzdrygnąć, wiedział, czego się spodziewać, a jednak i tak zaskoczył go chłód. To było jak dotykanie lodu.
- Jakby chłód Limbo przyszedł tu z wami - mruknął z zastanowieniem. - Albo wasze ciepło zostało tam.
Oczywiście, nie wiedział, co dokładnie się stało. On szukał po prostu sposobu, w jaki opisać to wszystko w artykule. Dość szybko otrząsnął się jednak z zamyślenia.
- Dziękuję za wywiad, pani Lestrange - powiedział, już rzeczowym głosem, wycofując rękę. - Muszę pomyśleć nad tymi materiałami, chciałbym też zobaczyć, czy uda mi się zasięgnąć opinii specjalistów, poza tym to temat, który powinienem omówić z resztą redakcji Proroka. Na to wszystko potrzebuję kilku dni. Przypuszczam, że ukaże się na przełomie maja lub czerwca. Dostanie Pani ten numer sową - zapewnił jeszcze.
Nie miał więcej pytań. A raczej miał mnóstwo pytań, ale Victoria nie chciała lub nie mogła mu na nie odpowiedzieć. Musiał szukać gdzieś indziej. Na razie pożegnał się uprzejmie, a potem udał do wyjścia, by spod rezydencji teleportować się pod dom Lockhartów.
Zastanawiał się, ile z tego było prawdą. A może tylko śnili dziwny sen? Halucynowali? Czy gdyby porozmawiał z innymi Zimnymi, usłyszałby inną historię? Gdzie miał znaleźć specjalistę od takiej tematyki...? Byłoby dobrze przedstawić niezależne opinie ekspertów, do diabła... Ale czy w ogóle istnieli jacyś specjaliści od limbo?
- To wszystko musiało być dla pani trudne - powiedział miękko, zamiast dzielić się swoimi przemyśleniami. - Podziwiam pani odwagę.
Do pewnego stopnia nawet podziwiał. Na tyle, na ile ktoś taki jak on, był w stanie. Bo samoświadomość nie była najmocniejszą stroną Darcy'ego, i chciał wierzyć, że on też by walczył w takiej sytuacji, chociaż rzecz jasna - nigdy by tego nie zrobił. Komuś zapatrzonemu w siebie do tego stopnia, ciężko było podziwiać innych. Raczej odczuwał wobec nich zazdrość.
Chociaż chyba wcale nie zazdrościł Victorii.
Gdy wyciągnęła ku niemu dłoń, dotknął jej ostrożnie. Bardzo pilnował, aby się nie skrzywić ani nie wzdrygnąć, wiedział, czego się spodziewać, a jednak i tak zaskoczył go chłód. To było jak dotykanie lodu.
- Jakby chłód Limbo przyszedł tu z wami - mruknął z zastanowieniem. - Albo wasze ciepło zostało tam.
Oczywiście, nie wiedział, co dokładnie się stało. On szukał po prostu sposobu, w jaki opisać to wszystko w artykule. Dość szybko otrząsnął się jednak z zamyślenia.
- Dziękuję za wywiad, pani Lestrange - powiedział, już rzeczowym głosem, wycofując rękę. - Muszę pomyśleć nad tymi materiałami, chciałbym też zobaczyć, czy uda mi się zasięgnąć opinii specjalistów, poza tym to temat, który powinienem omówić z resztą redakcji Proroka. Na to wszystko potrzebuję kilku dni. Przypuszczam, że ukaże się na przełomie maja lub czerwca. Dostanie Pani ten numer sową - zapewnił jeszcze.
Nie miał więcej pytań. A raczej miał mnóstwo pytań, ale Victoria nie chciała lub nie mogła mu na nie odpowiedzieć. Musiał szukać gdzieś indziej. Na razie pożegnał się uprzejmie, a potem udał do wyjścia, by spod rezydencji teleportować się pod dom Lockhartów.
Koniec sesji