08.08.2023, 12:55 ✶
– Być może – odparła Florence lakonicznie. Mogła się mylić, mogła być to sprawa tej jakże dziwacznej i skomplikowanej klątwy albo jakiś efekt uboczny bycia „Zimnym”. Bulstrode zmarszczyła brwi, zastanawiając się nad całą sprawą, ale było jeszcze za wcześnie, aby mogła poskładać ze sobą wszystkie elementy.
Pochyliła się więc na razie jedynie nad Mavelle, szepnęła lumos, ukierunkowując światło tak, by padało w jedną stronę, konkretnie: na język. Obejrzała go uważnie, a potem szepnęła kolejne dwa zaklęcia. Rozproszenia spróbowała właściwie tylko po to, by zobaczyć, jaki będzie efekt – na razie nie sądziła, by zdołała złamać klątwę i rzeczywiście, skutku nie było.
Potem odsunęła się i rzuciła serię kolejnych czarów. Te już nie miały diagnozować klątwy, choć Mavelle o tym nie wiedziała. Florence sprawdzała pracę serca, tętno, inne podstawowe funkcje organizmu. Tak, korzystała z okazji, że miała tutaj Zimną. Nie, nie chciała wcale iść z tym do prasy. Jej brat i jej przyjaciele byli dotknięci podobną przypadłością i Florence szukała powodów.
– Nie wydaje mi się, aby to była druga klątwa – dodała z pewnym zastanowieniem. – Zdaje mi się, że jest tu coś, co mogłabym przełamać, ale może to być zaledwie echo przekleństwa… Voldemorta albo jakiś ślad pozostały po limbo. Gdyby zauważyła pani jakiekolwiek nowe, dziwne, niepokojące objawy, sugeruję zasięgnięcie opinii mojej albo innego specjalisty – powiedziała. Wrzuciła woreczek z pyłem z powrotem do torby, przesunęła ją i sama na moment usiadła na fotelu. – Uważam, że klątwę rzuconą przez niego, da się złamać. Ale nie będzie to łatwe i na pewno nie podejmę się tego teraz.
Musiała pogrzebać w księgach, sprawdzić informacje dotyczące klątw. Zasięgnąć opinii ojca, który w końcu był całe lata aurorem. Zajrzeć także do zapisków, które niekoniecznie powinny stać na półkach bibliotek i księgarń.
Jeżeli szło o Florence, uważała, że pewna wiedza jest potrzebna. Jej zakazywanie niewiele da. Ci, którzy zechcą jej użyć w złych celach, i tak znajdą sposób.
Mówiła spokojnie, niezbyt szybko, rzeczowym tonem. Wyraz twarzy miała nieporuszony, jasne oczy patrzyły uważnie, ale nie odbijały się w nich żadne emocje.
– Nie umiem ocenić, co wywołuje pozostałe anomalie. Być może jest to echo pobytu w limbo. A może doszło tam do czegoś, co zaburzyło funkcjonowanie energii w waszych ciałach. I nad tym tematem również się pochylę.
Pochyliła się więc na razie jedynie nad Mavelle, szepnęła lumos, ukierunkowując światło tak, by padało w jedną stronę, konkretnie: na język. Obejrzała go uważnie, a potem szepnęła kolejne dwa zaklęcia. Rozproszenia spróbowała właściwie tylko po to, by zobaczyć, jaki będzie efekt – na razie nie sądziła, by zdołała złamać klątwę i rzeczywiście, skutku nie było.
Potem odsunęła się i rzuciła serię kolejnych czarów. Te już nie miały diagnozować klątwy, choć Mavelle o tym nie wiedziała. Florence sprawdzała pracę serca, tętno, inne podstawowe funkcje organizmu. Tak, korzystała z okazji, że miała tutaj Zimną. Nie, nie chciała wcale iść z tym do prasy. Jej brat i jej przyjaciele byli dotknięci podobną przypadłością i Florence szukała powodów.
– Nie wydaje mi się, aby to była druga klątwa – dodała z pewnym zastanowieniem. – Zdaje mi się, że jest tu coś, co mogłabym przełamać, ale może to być zaledwie echo przekleństwa… Voldemorta albo jakiś ślad pozostały po limbo. Gdyby zauważyła pani jakiekolwiek nowe, dziwne, niepokojące objawy, sugeruję zasięgnięcie opinii mojej albo innego specjalisty – powiedziała. Wrzuciła woreczek z pyłem z powrotem do torby, przesunęła ją i sama na moment usiadła na fotelu. – Uważam, że klątwę rzuconą przez niego, da się złamać. Ale nie będzie to łatwe i na pewno nie podejmę się tego teraz.
Musiała pogrzebać w księgach, sprawdzić informacje dotyczące klątw. Zasięgnąć opinii ojca, który w końcu był całe lata aurorem. Zajrzeć także do zapisków, które niekoniecznie powinny stać na półkach bibliotek i księgarń.
Jeżeli szło o Florence, uważała, że pewna wiedza jest potrzebna. Jej zakazywanie niewiele da. Ci, którzy zechcą jej użyć w złych celach, i tak znajdą sposób.
Mówiła spokojnie, niezbyt szybko, rzeczowym tonem. Wyraz twarzy miała nieporuszony, jasne oczy patrzyły uważnie, ale nie odbijały się w nich żadne emocje.
– Nie umiem ocenić, co wywołuje pozostałe anomalie. Być może jest to echo pobytu w limbo. A może doszło tam do czegoś, co zaburzyło funkcjonowanie energii w waszych ciałach. I nad tym tematem również się pochylę.