Gdy się nad nią tak pochylał patrzyła na niego w wyczekiwaniu. Zmarszczyła nawet zirytowana brwi, gdy nie odpowiedział jej na pytanie. Vespera nie lubiła być ignorowana, a zwłaszcza przez swojego brata, który miał jej powiedzieć na co chorowała. Chciała wiedzieć, czy przypadkiem nie ma jakiegoś pasożyta, który zabiera jej siły witalne. Jeśli tak musiałaby się go jakoś pozbyć, a nie chciała iść do szpitala. Nie lubiła szpitali, nie lubiła ich zapachów i tej aury śmierci, która się nad nimi unosiła. Dźgnęła go w brzuch, aby się w końcu obudził z tego letargu.
Zdawała sobie sprawę, że jej brat bywał o nią zazdrosny, że nie lubił, gdy uwodziła mężczyzn, ale nie wiedział, że dziewczyna nie sypiała z każdym napotkanym mężczyzną. Lubiła seks, lubiła doznania, które jej dawał, ale nie każdy był godny na to, aby pójść z nią do łóżka. Partnerów wybierała tak, aby żaden nie przyniósł jej wstydu, aby żaden nie wypaplał na prawo i lewo jaka była rozpustna i łatwa. Nie była, ale dlaczego tylko mężczyznom pozwala się na uwodzenie kobiet, dlaczego ona nie mogła odwrócić tej roli i być tą, która niszczy i zjada każdego na swojej drodze. Być czarnym kwiatem, który pochłania światło każdej napotkanej istoty? Być symbolem zniszczenia i grozy? Chciała taka być, chciała zgniatać mężczyzn i kobiety, którzy stawali na jej drodze.
Nie chciała być słaba, nie chciała rzygać w toalecie, nie chciała słaniać się na nogach i prosić o pomoc. Nie chciała litości i tego, aby ktoś się o nią martwił. Widziała zmianę i szok na jego twarzy, więc podejrzewała najgorsze. Czyżby miała umrzeć? Czyżby zrobiła błąd? Ktoś ją zatruł? Ktoś rzucił na nią klątwę? Nie zdziwiłaby się, bo każdy w jej towarzystwie popadał w obłęd.
– No wyduś to z siebie! – warknęła zirytowana, a gdy zadał jej pytanie o partnera lekko cofnęła głowę otwierając szerzej oczy. – Co to ma do rzeczy? Spałam, chcesz, abym złożyła ci raport z tego dnia? – prychnęła patrząc mu w oczy, a gdy wypowiedział ostatnie zdanie poczuła się tak jakby ktoś przywalił jej w twarz z otwartej dłoni, a potem poprawił szpadlem prosto w brzuch. Zrobiło się jej słabo, ciepło i ciemno przed oczami. Podniosła się, ale jej nogi odmówiły posłuszeństwa, więc wsparła się na umywalce patrząc w podłogę. Analizowała ostatnie dni, szukała czegoś, co by zaprzeczyło jego słowom, ale tylko uświadomiła sobie, że okres się jej spóźniał i to dosyć długo. Jeśli Augustus próbował ją przytrzymać, wesprzeć, czy przytulić odtrąciła go. Nie chciała teraz dotyku.
– T… to nie możliwe – szepnęła do siebie, a szok powoli zaczynał zastępować strach. – Jak? Ja… przecież… kurwa… – spojrzała w końcu na Augustusa. – Trzeba to jakoś potwierdzić… – powiedziała mu czując jak gardło się jej zaciska i znowu robi niedobrze. – Jak ja mu to powiem? – wyglądała tak jakby pytała o to Augustusa i po części tak było, bo nie wiedziała jak miałaby przekazać tą informacje rozwodnikowi.