09.08.2023, 23:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.08.2023, 08:44 przez Brenna Longbottom.)
Wszystko działo się szybko.
Więzy pofrunęły ku Saurielowi, chwilę później powietrze przeszyło zaklęcie Victorii (a więc żyła, ta myśl przemknęła przez głowę Longbottom niczym błyskawica), a potem nagle rozbłysły światła. Tyle że… w tej chwili to wcale nie pomogło. Oczy Brenny nawykły do mroku – nagle oślepiona zacisnęła odruchowo powieki, a że była wciąż w biegu, wpadła więc z rozpędu na drzwi, które Rookwood zdążył zamknąć jej przed nosem.
I wleciała do środka razem z nimi.
Nastąpił trzask, ból uderzenia, gdy wylądowała na ziemi. Zamrugała, odruchowo się przetaczając – niewykluczone, że po Saurielu. W tej chwili mimo zapalenia światła, absolutnie go nie rozpoznała. Nie zwróciła nawet uwagi na to, kto leży związany na podłodze, chociaż prawdopodobnie powinna. W takich sytuacjach zajęcie się wrogiem stanowiło priorytet, należało zadbać o własne bezpieczeństwo i potem dopiero biec do potencjalnych ofiar. Ale Brenna nie myślała jasno. Sen namieszał jej w głowie, a poza tym, tak jakby, przez ostatnie trzydzieści godzin przespała jakieś trzy godziny i podczas tych trzech godzin zmęczyła się bardziej niż prowadząc pościg na jawie. Dość ciężko było zachować racjonalność w takich warunkach. Upadek zresztą też trochę kobietę zamroczył. Bolało ją ramie i biodro, którymi walnęła o drzwi, zignorowała to jednak, próbując się podnieść. Potknęła się, ale i tak ruszyła w stronę Victorii, która wcześniej umknęła z łóżka.
– Tori? Jak bardzo jesteś ranna? – wykrztusiła, chwilowo ignorując ciemnowłosego mężczyznę na podłodze. Chyba podświadomie zresztą spodziewała się, że ten zaraz znowu zniknie. – Bandaże. Eliksiry. Trzeba opatrzyć panienkę – rzuciła ku skrzatowi, bo już czuła zapach krwi, nie do pomylenia z żadnym innym, a koszulę nocną Victorii pokrywały czerwone plamy. Z trudem łapała oddech. Czy zaraz znowu zostaną gdzieś przerzucone? Czy wciąż śniły? To w ogóle był sen? Zahipnotyzowano ją? A może po prostu wreszcie doszczętnie oszalała? – Przepraszam. Przepraszam, powinnam być szybsza.
Szybciej dobiec do Wielkiej Sali, szybciej rzucić się na niego w bibliotece, szybciej rzucić zaklęcie na polu, szybciej dostać się tutaj…
Więzy pofrunęły ku Saurielowi, chwilę później powietrze przeszyło zaklęcie Victorii (a więc żyła, ta myśl przemknęła przez głowę Longbottom niczym błyskawica), a potem nagle rozbłysły światła. Tyle że… w tej chwili to wcale nie pomogło. Oczy Brenny nawykły do mroku – nagle oślepiona zacisnęła odruchowo powieki, a że była wciąż w biegu, wpadła więc z rozpędu na drzwi, które Rookwood zdążył zamknąć jej przed nosem.
I wleciała do środka razem z nimi.
Nastąpił trzask, ból uderzenia, gdy wylądowała na ziemi. Zamrugała, odruchowo się przetaczając – niewykluczone, że po Saurielu. W tej chwili mimo zapalenia światła, absolutnie go nie rozpoznała. Nie zwróciła nawet uwagi na to, kto leży związany na podłodze, chociaż prawdopodobnie powinna. W takich sytuacjach zajęcie się wrogiem stanowiło priorytet, należało zadbać o własne bezpieczeństwo i potem dopiero biec do potencjalnych ofiar. Ale Brenna nie myślała jasno. Sen namieszał jej w głowie, a poza tym, tak jakby, przez ostatnie trzydzieści godzin przespała jakieś trzy godziny i podczas tych trzech godzin zmęczyła się bardziej niż prowadząc pościg na jawie. Dość ciężko było zachować racjonalność w takich warunkach. Upadek zresztą też trochę kobietę zamroczył. Bolało ją ramie i biodro, którymi walnęła o drzwi, zignorowała to jednak, próbując się podnieść. Potknęła się, ale i tak ruszyła w stronę Victorii, która wcześniej umknęła z łóżka.
– Tori? Jak bardzo jesteś ranna? – wykrztusiła, chwilowo ignorując ciemnowłosego mężczyznę na podłodze. Chyba podświadomie zresztą spodziewała się, że ten zaraz znowu zniknie. – Bandaże. Eliksiry. Trzeba opatrzyć panienkę – rzuciła ku skrzatowi, bo już czuła zapach krwi, nie do pomylenia z żadnym innym, a koszulę nocną Victorii pokrywały czerwone plamy. Z trudem łapała oddech. Czy zaraz znowu zostaną gdzieś przerzucone? Czy wciąż śniły? To w ogóle był sen? Zahipnotyzowano ją? A może po prostu wreszcie doszczętnie oszalała? – Przepraszam. Przepraszam, powinnam być szybsza.
Szybciej dobiec do Wielkiej Sali, szybciej rzucić się na niego w bibliotece, szybciej rzucić zaklęcie na polu, szybciej dostać się tutaj…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.