Po trwającej kilka chwil rozmowie z Dellianem, zdołał dojść do wniosku, że rozmawia z naprawdę interesującym człowiekiem. Zwłaszcza, kiedy opowiadał mu o swoim talencie do wyczuwania klątw, swojej fascynacji ich łamaniem i motywami czarodziejów parających się nakładaniem klątw. Nie było to nic o czym miałby jakiekolwiek pojęcie. Zawarcie znajomości z wykwalifikowanym klątwołamaczem mogło okazać się przydatne. Pieniądze nie grały tutaj roli. Po prostu nie mógł przewidzieć tego, czy i kogo będzie potrzebować w danej sytuacji. Oczywiście, nie chodziło tylko o sprawy zawodowe. W końcu już wcześniej stwierdził, że Dellian jest przystojny. Mógł również okazać się dobrym przyjacielem, gdyby wyszli poza to jedno przypadkowe spotkanie, które miało miejsce w tym momencie. Trudno orzec, czy dojdzie do następnego.
— Jak wygląda wyczuwanie klątw? Lepiej się nie zastanawiać nad tym, co siedzi w głowach takich ludzi. Czy jak komuś zzielenieją uszy po dotknięciu cukiernicy to już klątwa? — Zapytał z zainteresowaniem. Nie za bardzo potrafił sobie to wyobrazić w praktyce. Czarna magia była dla niego zła i trzymał się od niej z daleka, jak powinien każdy rozsądny czarodziej. W ten sposób nie zamierzał nikogo skrzywdzić. W jakimś stopniu nie obraziłby się za taką klątwę, która sprawi, że jego brat będzie wygadywać głupoty w towarzystwie albo, że będzie mówić ludziom to, co o nich naprawdę myśli. Byłoby to zabawne tak długo, dopóki nie usłyszałby parę słów prawdy na swój temat.
— To dobre nastawienie. — Przyznał z lekkim uśmiechem.
— Od tego zwykle się zaczyna. Od pierwszej lekcji latania i grania w szkolnej drużynie. Choć ja umiałem już latać na miotle przed rozpoczęciem nauki i nie mówię tu o tych dziecięcych miotełkach. Uważam, że zakaz posiadania mioteł przez pierwszoroczniaków jest idiotyczny. Te szkolne są wysłużone, tragicznej jakości. Ciężko też jest przemycić miotłę do szkoły. Wierz mi, próbowałem. — Odparł na słowa swojego rozmówcy. Nie był na tyle wścibski, aby pytać o tego przyjaciela. Albo ze sobą nie rozmawiają od lat albo nie żyje. Jedno i drugie nie należy do miłych. Bycie Nottem zobowiązywało do tego, by umiał latać na miotle od dziecka. Odnośnie tego zakazu to jego stanowisko nie uległo zmianie. Podczas pierwszego roku nauki obowiązywały go tak jak innych uczniów lekcje latania, podczas których niemożebnie się nudził. Po drugie te miotły. Dramat. Jego zdaniem ich jedynym miejscem powinien być składzik woźnego, który będzie nimi zamiatać podłogę. Po zakończeniu swojego wywodu okazało się, że miał już pusty talerzyk. Bawił się widelczykiem, zastanawiając się czy może powinien zamówić coś jeszcze.