10.08.2023, 13:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.08.2023, 14:27 przez Brenna Longbottom.)
Sauriel chciał panować nad sytuacją. A ona nie zamierzała, nie mogła na to pozwolić: nie kiedy szczerzył kły, a pomieszczenie wypełniała woń krwi. Nie, kiedy nie rozumiała, co tutaj się stało. Nie gdy był wampirem, silniejszym od nich, i gdyby po prostu pozwoliła mu zrobić wszystko tak, jak chciał… znalazłyby się na jego łasce.
Dlatego na niego skoczyła. I dlatego była gotowa gryźć i drapać, gdyby zaszła taka potrzeba.
Jakaś siła poderwała ją w górę i wilczyca walnęła o ścianę. Brenna w pierwszej chwili chciała walczyć z tą mocą, pewna, że to znowu jakaś wampirza sztuczka, ale głos skrzatki uświadomił ją, że tym razem to ona przystąpiła do akcji. Trzasnęło, i pod ścianą nie było już ciemnego wilka, lecz Brenna. Wcale nie wyglądała groźnie: nie z tą swoją przeciętną, sympatyczną buzią, nie w tym idiotycznym stroju, nie taka rozczochrana, z podkrążonymi oczyma. Ale i tak coś w jej postawie sugerowało, że jest dalej gotowa do walki, gdyby zaszła taka potrzebna. Gdy ich oczy się spotkały, w jej spojrzeniu nie było przerażenia, tylko determinacja. Tak, nie bała się znowu rzucić na wampira. To nie tak, że Brenna nigdy nie czuła strachu: ba wcale nie uważała się za szczególnie odważną. Ale w tej chwili instynkt krzyczał walcz albo giń, a wściekłość i obawa o Victorię przyćmiewały strach o siebie.
– Chętnie będę spokojna – wyrzuciła z siebie w końcu. Odzyskiwała powoli rozum. Nawet była wdzięczna skrzatce, że ta przerwała ich dziką kotłowaninę. Lestrange naprawdę przecież potrzebowała pomocy. Co nie oznaczało, że podejrzliwość Brenny zmalała. Sauriel na pewno nie zrobił niczego, aby przekonać ją, że wcale nie miał morderczych planów wobec swojej narzeczonej. A nawet gdyby? Nie wyglądał teraz jak ktoś, kto opanuje żądzę krwi. – Jeśli przestanie pchać się do Victorii, która jest cała we krwi. I potrzebujemy czegoś do oczyszczenia ran. Zraniono ją nożem. Coś mogło na nim być. Cholera, ten drań też może tu gdzieś być, jeśli to faktycznie nie on.
Rana na plecach powstała od zaklęcia, była na pewno „czysta”, ale kto wie, jakim nożem zadano obrażenia na dłoni i ramieniu? Czy na ostrzu na pewno nie było żadnej trucizny albo po prostu zarazków? Czy coś takiego mogło przeniknąć ze snu do rzeczywistości…? Skoro pojawiły się siniaki i cięcia…
Dlatego na niego skoczyła. I dlatego była gotowa gryźć i drapać, gdyby zaszła taka potrzeba.
Jakaś siła poderwała ją w górę i wilczyca walnęła o ścianę. Brenna w pierwszej chwili chciała walczyć z tą mocą, pewna, że to znowu jakaś wampirza sztuczka, ale głos skrzatki uświadomił ją, że tym razem to ona przystąpiła do akcji. Trzasnęło, i pod ścianą nie było już ciemnego wilka, lecz Brenna. Wcale nie wyglądała groźnie: nie z tą swoją przeciętną, sympatyczną buzią, nie w tym idiotycznym stroju, nie taka rozczochrana, z podkrążonymi oczyma. Ale i tak coś w jej postawie sugerowało, że jest dalej gotowa do walki, gdyby zaszła taka potrzebna. Gdy ich oczy się spotkały, w jej spojrzeniu nie było przerażenia, tylko determinacja. Tak, nie bała się znowu rzucić na wampira. To nie tak, że Brenna nigdy nie czuła strachu: ba wcale nie uważała się za szczególnie odważną. Ale w tej chwili instynkt krzyczał walcz albo giń, a wściekłość i obawa o Victorię przyćmiewały strach o siebie.
– Chętnie będę spokojna – wyrzuciła z siebie w końcu. Odzyskiwała powoli rozum. Nawet była wdzięczna skrzatce, że ta przerwała ich dziką kotłowaninę. Lestrange naprawdę przecież potrzebowała pomocy. Co nie oznaczało, że podejrzliwość Brenny zmalała. Sauriel na pewno nie zrobił niczego, aby przekonać ją, że wcale nie miał morderczych planów wobec swojej narzeczonej. A nawet gdyby? Nie wyglądał teraz jak ktoś, kto opanuje żądzę krwi. – Jeśli przestanie pchać się do Victorii, która jest cała we krwi. I potrzebujemy czegoś do oczyszczenia ran. Zraniono ją nożem. Coś mogło na nim być. Cholera, ten drań też może tu gdzieś być, jeśli to faktycznie nie on.
Rana na plecach powstała od zaklęcia, była na pewno „czysta”, ale kto wie, jakim nożem zadano obrażenia na dłoni i ramieniu? Czy na ostrzu na pewno nie było żadnej trucizny albo po prostu zarazków? Czy coś takiego mogło przeniknąć ze snu do rzeczywistości…? Skoro pojawiły się siniaki i cięcia…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.