10.08.2023, 19:43 ✶
Właściwie przepraszała ich oboje. Victorię bardziej, ale mimo całej nieufności do Sauriela i rodu Rookwoodów w ogólności, była skłonna przyznać, że popełniła błąd.
- Bardzo się cieszę, że byłam - powiedziała Brennie bezwiednie. Choć nie wiedziała, jakim cudem się tam znalazła, i ją dręczyła ta myśl, że gdyby się nie pojawiła, Victoria mogłaby umrzeć uduszona we własnym łóżku. Kto to zrobił? Czy to mógł być Voldemort, chcący ukarać Victorię za to, co zrobiła w limbo…? Za pokrzyżowanie mu planów? - Może to był przypadek, może z jakichś powodów czaił się na nas obie, może jeśli coś zrobił wcześniej, to akurat, kiedy byłyśmy obok siebie w Ministerstwie i jakoś... zostało to na mnie... a może... słyszeliście kiedyś o niciach powiązań?
Ona sama wiedziała o ich istnieniu wyłącznie z jednego powodu: ciotki Naoise. Chociaż ta zmarła, kiedy Brenna była jeszcze mała, to pozostawała obecna w opowieściach, a córka odziedziczyła jej talent. Brenna oczywiście nie do końca to wszystko rozumiała, usłyszała tylko co po trzy...
- Łączą podobno czarodziejów. Byłam dość blisko tego miejsca. Też spałam. Może kiedy byłaś w niebezpieczeństwie... po prostu ta nić mnie tam pociągnęła.
Bo też mieszkała w Dolinie Godryka, akurat zasnęła albo w tę nić było wpisane, że zdaniem Victorii Brenna pomogłaby jej w takiej sytuacji... Ale to były zgadywanki. Teoria równie dobra, jak każda inna.
– Może ktoś z Departamentu Tajemnic będzie wiedział – mruknęła jeszcze, podczas opatrywania. Starała się być ostrożna i zadbać o to, aby Victoria nie cierpiała bardziej niż to konieczne, ale niestety: nie była uzdrowicielką. Niepokoił ją i wzrok Sauriela, który na nich czuła, ale w tej chwili podchodziła do tego podobnie, jak on.
Victoria mu ufała, nie mogła więc po prostu stąd go wyrzucić. Poza tym to był jej narzeczony. Miał większe prawo tutaj być niż ona.
Spojrzała na niego z pewnym zdziwieniem, kiedy zadeklarował, że to ona ma zabrać Victorię do szpitala. Tak, była na to gotowa, mimo tego, jak była ubrana i że w gruncie rzeczy miała wrażenie, że wkrótce zaśnie na stojąco. Ale zdumiewało ją, że Sauriel tak chętnie przekazywał Lestrange „w jej ręce”, kiedy ledwo chwilę temu zdawało się, że najchętniej by ją zabił. Poprawiła koszulę z powrotem na ramionach przyjaciółki i zerknęła na nią pytająco.
Decyzja, czy chce zatrzymać Sauriela, czy czeka je zaraz wizyta w Mungu, należała już do niej. Brenna była gotowa i pomóc w oczyszczeniu tych ran po nożu i potem udać się z Lestrange do kliniki, i... po prostu wyjść, jeżeli Tori chciała, by Sauriel pozostał przy jej boku. Bo ostatecznie, Rookwood chyba faktycznie nie planował zabić swojej narzeczonej, a ona myliła się w ocenie.
- Bardzo się cieszę, że byłam - powiedziała Brennie bezwiednie. Choć nie wiedziała, jakim cudem się tam znalazła, i ją dręczyła ta myśl, że gdyby się nie pojawiła, Victoria mogłaby umrzeć uduszona we własnym łóżku. Kto to zrobił? Czy to mógł być Voldemort, chcący ukarać Victorię za to, co zrobiła w limbo…? Za pokrzyżowanie mu planów? - Może to był przypadek, może z jakichś powodów czaił się na nas obie, może jeśli coś zrobił wcześniej, to akurat, kiedy byłyśmy obok siebie w Ministerstwie i jakoś... zostało to na mnie... a może... słyszeliście kiedyś o niciach powiązań?
Ona sama wiedziała o ich istnieniu wyłącznie z jednego powodu: ciotki Naoise. Chociaż ta zmarła, kiedy Brenna była jeszcze mała, to pozostawała obecna w opowieściach, a córka odziedziczyła jej talent. Brenna oczywiście nie do końca to wszystko rozumiała, usłyszała tylko co po trzy...
- Łączą podobno czarodziejów. Byłam dość blisko tego miejsca. Też spałam. Może kiedy byłaś w niebezpieczeństwie... po prostu ta nić mnie tam pociągnęła.
Bo też mieszkała w Dolinie Godryka, akurat zasnęła albo w tę nić było wpisane, że zdaniem Victorii Brenna pomogłaby jej w takiej sytuacji... Ale to były zgadywanki. Teoria równie dobra, jak każda inna.
– Może ktoś z Departamentu Tajemnic będzie wiedział – mruknęła jeszcze, podczas opatrywania. Starała się być ostrożna i zadbać o to, aby Victoria nie cierpiała bardziej niż to konieczne, ale niestety: nie była uzdrowicielką. Niepokoił ją i wzrok Sauriela, który na nich czuła, ale w tej chwili podchodziła do tego podobnie, jak on.
Victoria mu ufała, nie mogła więc po prostu stąd go wyrzucić. Poza tym to był jej narzeczony. Miał większe prawo tutaj być niż ona.
Spojrzała na niego z pewnym zdziwieniem, kiedy zadeklarował, że to ona ma zabrać Victorię do szpitala. Tak, była na to gotowa, mimo tego, jak była ubrana i że w gruncie rzeczy miała wrażenie, że wkrótce zaśnie na stojąco. Ale zdumiewało ją, że Sauriel tak chętnie przekazywał Lestrange „w jej ręce”, kiedy ledwo chwilę temu zdawało się, że najchętniej by ją zabił. Poprawiła koszulę z powrotem na ramionach przyjaciółki i zerknęła na nią pytająco.
Decyzja, czy chce zatrzymać Sauriela, czy czeka je zaraz wizyta w Mungu, należała już do niej. Brenna była gotowa i pomóc w oczyszczeniu tych ran po nożu i potem udać się z Lestrange do kliniki, i... po prostu wyjść, jeżeli Tori chciała, by Sauriel pozostał przy jej boku. Bo ostatecznie, Rookwood chyba faktycznie nie planował zabić swojej narzeczonej, a ona myliła się w ocenie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.