11.08.2023, 12:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.08.2023, 12:08 przez Ulysses Rookwood.)
Ulysses drgnął dostrzegając dźwigającego się z ziemi ojca. Kilka sekund trwało, zanim zdołał zdusić panikę, która pojawiła się w jego głowie. Nie zaatakowałby własnego ojca. To nie mógł być ojciec. To nie mógł być ojciec. To nie był nawet rój owadów.
Chester Rookwood nie pojawiłby się w tym miejscu. Nie miał jak. I nie chodziło nawet o to, że Ulysses, Cathal, Sebastian (a za ścianą również Pandora i Leta) byli pierwszymi od wieków ludźmi w tym miejscu. Nie miał jak, bo jego syn bardzo starannie dawkował informacje, które mu przekazywał i nie dopuściłby by ten znalazł się w jednym pomieszczeniu z Cathalem. Tak, źle to brzmiało nawet w głowie Ulyssesa, ale były osoby w jego życiu, których świadomie nie poznawał ze sobą: ojciec, Cathal, Danielle. Trójka najważniejszych ludzi w jego życiu. Trójka tych, których najbardziej kochał, choć w zupełnie różny sposób.
Kompletnie stracił zainteresowanie tym, co działo się za ścianą, zbyt skupiony na oszronionej, zmierzającej w jego stronę sylwetce.
Więc… bogin? Uśpiony tutaj, tkwiący od wieków… bogin?
Czy Ulysses naprawdę miał takiego (nie)farta, że trafił na kolejnego bogina w przeciągu zaledwie kilku dni? Musiał, albo w jakiś niezrozumiały sposób naprawdę zaatakował własnego ojca. I będzie musiał go zaatakować znowu, jeśli nie okaże się przeklętym boginem.
Skupił się, wyobrażając sobie Chestera Rookwooda, dorosłego mężczyznę w średnim wieku i doświadczonego aurora, siedzącego w mugolskim dziecięcym samochodziku i wykrzykującego z entuzjazmem: brum, brum, brum, brum, brum! Kręcił plastikową kierownicą, zamierzając wejść w jakiś wyjątkowo ostry zakręt.
- Riddikulus! – zawołał.
Ale zaklęcie nie zadziałało. Ulysses pobladł jeszcze bardziej. Czuł spływający mu po plecach pot. Strach w nim zwyciężył. Cofnął się o kilka kroków, dość chaotycznie, kompletnie nie patrząc na to, gdzie idzie i jak idzie. Byle dalej od ojca.
Chester Rookwood nie pojawiłby się w tym miejscu. Nie miał jak. I nie chodziło nawet o to, że Ulysses, Cathal, Sebastian (a za ścianą również Pandora i Leta) byli pierwszymi od wieków ludźmi w tym miejscu. Nie miał jak, bo jego syn bardzo starannie dawkował informacje, które mu przekazywał i nie dopuściłby by ten znalazł się w jednym pomieszczeniu z Cathalem. Tak, źle to brzmiało nawet w głowie Ulyssesa, ale były osoby w jego życiu, których świadomie nie poznawał ze sobą: ojciec, Cathal, Danielle. Trójka najważniejszych ludzi w jego życiu. Trójka tych, których najbardziej kochał, choć w zupełnie różny sposób.
Kompletnie stracił zainteresowanie tym, co działo się za ścianą, zbyt skupiony na oszronionej, zmierzającej w jego stronę sylwetce.
Więc… bogin? Uśpiony tutaj, tkwiący od wieków… bogin?
Czy Ulysses naprawdę miał takiego (nie)farta, że trafił na kolejnego bogina w przeciągu zaledwie kilku dni? Musiał, albo w jakiś niezrozumiały sposób naprawdę zaatakował własnego ojca. I będzie musiał go zaatakować znowu, jeśli nie okaże się przeklętym boginem.
Skupił się, wyobrażając sobie Chestera Rookwooda, dorosłego mężczyznę w średnim wieku i doświadczonego aurora, siedzącego w mugolskim dziecięcym samochodziku i wykrzykującego z entuzjazmem: brum, brum, brum, brum, brum! Kręcił plastikową kierownicą, zamierzając wejść w jakiś wyjątkowo ostry zakręt.
- Riddikulus! – zawołał.
Rzut N 1d100 - 5
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut N 1d100 - 11
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Ale zaklęcie nie zadziałało. Ulysses pobladł jeszcze bardziej. Czuł spływający mu po plecach pot. Strach w nim zwyciężył. Cofnął się o kilka kroków, dość chaotycznie, kompletnie nie patrząc na to, gdzie idzie i jak idzie. Byle dalej od ojca.