11.08.2023, 19:14 ✶
Philippe z Lecznicy Dusz Brennę zainteresował, owszem, ale chwilowo postanowiła nie ciągnąć tego tematu. Musiała najpierw zorientować się, jak coś takiego działa. I zdecydować, czy bardziej przeraża ją hipnoza i to, że ktoś przy jej okazji zajrzy zbyt głęboko albo zostawi „pamiątkę”, czy to, że kiedyś znajdzie się w sytuacji, w której zostanie zmuszona, by powiedzieć… za dużo.
Być może, w ostatecznym rozrachunku, gdyby zagrożenie stało się jeszcze bardziej realne, bezpieczniejsze byłoby już stare, dobre oblivate.
- Jakieś osiem, dziewięć lat temu, rozmawiałeś z… wujkiem – powiedziała cicho, spoglądając na Godryka. Skoro Mavelle nie zdecydowała się odezwać pierwsza, a nie ustaliły żadnej strategii… Brenna pozwoliła po prostu, aby poprowadziła ją intuicja. – O tym, że postanowiono rzucić klątwę na Crawleyów. Pokazałeś mu mapę, kupioną u Bagshotów. Przedstawiała nasz dom. Salon na mapie był pusty. Ale w tym prawdziwym była Persefona.
Mówiła spokojnie, rzeczowo. Nie wyjaśniała, skąd to wie i to była jedyna mała manipulacja z jej strony. Mavelle mogła nie chcieć przyznać, że ona to widziała. Poza tym... cóż, tak, Brenna nie kręciła, ale chciała "wziąć go z zaskoczenia". Nawet jego reakcja była swego rodzaju podpowiedzią, bo jeżeli sam opis wspomnienia nie zdziwi go, ponieważ nic takiego nie miało miejsca, będą już pewne: Mavelle przyniosła z Limbo echo życia Derwina Longbottoma.
– Nigdy nie pytałyśmy, w jaki sposób ukryłeś Crawleyów… ale teraz chcemy spytać, co to za zaklęcie… i jak głęboko sięga – podjęła. Ta magia chroniła Crawleyów przed klątwami. Osłaniała przed odnalezieniem. Sprawiała, że ich obecność niesamowicie trudno było wykryć. Może Borginowie wierzyli nawet, że Crawleyów dotknęły już jakieś ich zaklęcia?
Ale czy mogła chronić też wspomnienia? Czy omdlenie było skutkiem kolizji dwóch tożsamości? Pamiątką po limbo? Tym, że umysł Mavelle nie radził sobie z nowymi informacjami? Czy może to wspomnienie było zabezpieczone i mogły się spodziewać, że sytuacja się powtórzy?
Bo jeżeli tak, musiały być na to gotowe. Teraz nie były. I omal obie nie zginęły.
Być może, w ostatecznym rozrachunku, gdyby zagrożenie stało się jeszcze bardziej realne, bezpieczniejsze byłoby już stare, dobre oblivate.
- Jakieś osiem, dziewięć lat temu, rozmawiałeś z… wujkiem – powiedziała cicho, spoglądając na Godryka. Skoro Mavelle nie zdecydowała się odezwać pierwsza, a nie ustaliły żadnej strategii… Brenna pozwoliła po prostu, aby poprowadziła ją intuicja. – O tym, że postanowiono rzucić klątwę na Crawleyów. Pokazałeś mu mapę, kupioną u Bagshotów. Przedstawiała nasz dom. Salon na mapie był pusty. Ale w tym prawdziwym była Persefona.
Mówiła spokojnie, rzeczowo. Nie wyjaśniała, skąd to wie i to była jedyna mała manipulacja z jej strony. Mavelle mogła nie chcieć przyznać, że ona to widziała. Poza tym... cóż, tak, Brenna nie kręciła, ale chciała "wziąć go z zaskoczenia". Nawet jego reakcja była swego rodzaju podpowiedzią, bo jeżeli sam opis wspomnienia nie zdziwi go, ponieważ nic takiego nie miało miejsca, będą już pewne: Mavelle przyniosła z Limbo echo życia Derwina Longbottoma.
– Nigdy nie pytałyśmy, w jaki sposób ukryłeś Crawleyów… ale teraz chcemy spytać, co to za zaklęcie… i jak głęboko sięga – podjęła. Ta magia chroniła Crawleyów przed klątwami. Osłaniała przed odnalezieniem. Sprawiała, że ich obecność niesamowicie trudno było wykryć. Może Borginowie wierzyli nawet, że Crawleyów dotknęły już jakieś ich zaklęcia?
Ale czy mogła chronić też wspomnienia? Czy omdlenie było skutkiem kolizji dwóch tożsamości? Pamiątką po limbo? Tym, że umysł Mavelle nie radził sobie z nowymi informacjami? Czy może to wspomnienie było zabezpieczone i mogły się spodziewać, że sytuacja się powtórzy?
Bo jeżeli tak, musiały być na to gotowe. Teraz nie były. I omal obie nie zginęły.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.