— Owszem. Nie jest łatwo wyrwać się ze schematu, gdy większość rodu od lat, jeśli nie pokoleń tkwi w określonych ramach i niezbyt zachęca do wychylania się poza taki układ — rzucił bez większego namysłu. Sam był doskonałym przykładem na to, jak człowiek potrafi na własne życzenie pozostać w granicach owej struktury, ponieważ wydawało mu się, że tego się od niego oczekuje. Skrzywił się lekko, odsuwając na bok te jakże personalne przemyślenia.
Grymas przerodził się w coś na kształt uprzejmego uśmiechu, gdy kobieta nawiązała do kultury wydziedziczeń. Cóż, najwidoczniej miała szczęście. Albo po prostu jej wybór w kwestii zawodu nie był tak drastyczny i godzący w imię rodu Lestrange, jak jej się wydawało. Bywały rodziny, które bardzo poważnie podchodziły do tych spraw. Erik zamyślił się na chwilę, zastanawiając się, co też takiego musiałby zrobić jakiś Longbottom, aby reszta pobratymców się go wyrzekła. Potrafili wybaczyć wiele, ale gdzie postawiona była granica?
— I oby nigdy nie zmienili tej decyzji — odparł życzliwie, unosząc szklaneczkę z resztką whisky w ramach małego toastu.
Po chwili ostatnie krople powitalnego trunku tańczyły mu na języku, a sam zainteresowany po raz kolejny rozkoszował się przyjemnym ciepłem, które wzięło w posiadanie jego ciało. Przekrzywił lekko głowę w bok, przysłuchując się kobiecie.
— Czy to... Uwalniające? — spytał powoli, jakby nie chciał zgubić myśli, która zakorzeniła mu się w głowie. — Mam na myśli akt przelania własnych myśli, samego siebie, na płótno. To forma ekspresji, prawda? Jak muzyka, poezja, praca z drewnem lub rzeźbienie w marmurze. Możliwość ukazania światu cząstki siebie, ale z własnego punktu widzenia, na własnych zasadach.
Nie był pewny, czy poprawnie odczytał przekaz płynący ze słów Loretty, jednak perspektywa, którą odebrał, a następnie przetworzył w swoim własnym umyśle, wydawała mu się na swój sposób piękna. Aż zaczął mieć wrażenie, że gdzieś wewnątrz jego duszy z dawno zwiędniętego owocu została wyciśnięta pojedyncza kropla kreatywności, którą mógłby przekuć w coś wielkiego. Gdyby tylko miał talent, pasję ku temu lub czas, aby zaangażować się w taki projekt.
Chyba bardziej by się sprawdził w komponowaniu estetycznych zbiorów cytatów, ruchomych zdjęć oraz reprodukcji obrazów, które byłyby ze sobą spięte klamrą tematyczną. Ewidentnie urodził się kilka dekad za wcześnie.
Doceniał entuzjazm, z jakim kobieta opowiadała o swoich pracach. Wyczuł ślady tego zacięcia artystycznego już podczas krótkiej wymiany listów, jaką między sobą przeprowadzili, jednak teraz miał szansę doświadczyć go na własnej skórze. Sposób, w jaki opisywała swoje podejście do sztuki, bez wątpienia sprawiał, że nawet największy laik poczułby się momentalnie zanurzony w jej świecie. Erik mógł tylko zgadywać, o ile bardziej intensywne przemowy miały miejsce podczas oficjalnych wernisaży, czy dyskusji z innymi twórcami.
— O, ten obraz kojarzę — pochwalił się z dziecięcym entuzjazmem na wzmiankę o Narodzinach Wenus. — Bardzo klimatyczny i piękna kolorystyka. To znaczy, jeśli dobrze kojarzę.
Zaczerwienił się lekko. Powinien był po prostu pokiwać głową i nie próbować pokazywać, że wie więcej niż w rzeczywistości. Kojarzenie nazwy danej pracy nie równało się od razu posiadaniu szeroko zakrojonej wiedzy specjalistycznej na jego temat. Na szczęście nie musiał dalej kopać sobie grobu, ponieważ przeszli do ustaleń biznesowych. Uśmiechnął się szeroko na wieść, że udało mu się zarezerwować obie prace. Rodzina będzie dumna, co do tego nie miał wątpliwości.
— Zrobimy co w naszej mocy, aby zaprezentować je na aukcji, najlepiej jak tylko potrafimy — zapewnił gorąco, pochylając lekko głowę przed panną Lestrange w geście szacunku. — Rozumiem, że będzie potrzeba jeszcze kilku dni, aby przygotować obrazy do licytacji? Kiedy moglibyśmy się spodziewać przesyłki? Chyba że lepiej, żebym podesłał kogoś za parę dni po bezpośredni odbiór?
Żaden z obrazów nie był jeszcze obramowany, więc Erik automatycznie założył, że proces ich przygotowania do wystawienia przed uczestnikami licytacji może po to potrwać. Być może poddał dziewczynę nagłemu ogniowi pytań, jednak wolał po prostu ustalić tego typu szczegóły, aby ułożyć sobie w głowie odpowiedni plan na najbliższe dni.
Po dokonaniu finałowych ustaleń z malarką i złożeniu obietnicy przesłania zaproszenia na zbliżający się bal charytatywny, Erik opuścił mieszkanie. Czy był zadowolony z tego, jak przebiegła rozmowa z panną Lestrange? Jeszcze jak! Co więcej, pokładał bardzo duże nadzieje w tym, że obie wybrane przez niego pracę zrobią furorę wśród gości. Kto wie, może to dopiero początek owocnej współpracy?
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞