Sięgnął do szuflady. Wyjął notes z czarną okładką i wytłoczonym wzorkiem. Przekartkował do pierwszej pustej kartki i zanotował wszystkie słowa-klucze, które Sarah wymieniła. Brzmiało ciekawie. Wpadało w krąg jego zainteresowań. Przeszłych i obecnych. Najchętniej zabrałby się do tego natychmiast, ale wciąż miał kilka nudnych dokumentów urzędowych do przetłumaczenia. Dla klientów ojca. Na pojutrze.
Martin znał Łacinę, Francuski i Niemiecki. To dużo, nawet na osobę pochodzącą z majętnej rodziny z tradycjami. Sam nigdy nie uważał tego za swoją zaletę. Nie posługiwał się tymi językami w mowie, jedynie od czasu do czasu dokonywał tłumaczeń służbowo lub prywatnie. Ale z perspektywy każdego innego, taki wachlarz lingwistyczny był prawdziwie godny podziwu.
— Poza Wielką Brytanią byłem tylko w Stanach... — odpowiedział po chwili przetrawienia tego faktu w głowie. Pytanie Sarah było naturalną koleją rzeczy. Martin mógł porozumiewać się swobodnie w wielu krajach. A jednak zamiast ludzi, wolał książki w zaciszu swojego pokoju. Może powinien wyruszyć z bratem na jakąś wycieczkę? Albo samotnie ruszyć na zwiedzanie Paryża lub Berlina? To z pewnością dodałoby smaku jego życiu. A gdyby tak zaprosić Daisy? Miałaby wiele ciekawych obiektów do sfotografowania... Ale to nie wchodziło w drogę. Aż tak dobrze się nie znali.