Woda. Symbol życia, a w przypadku Ottona była symbolem śmierci. Pochłaniała go, topiła, wlewała się do płuc, a on nic nie mógł zrobić, bo nie nauczył się pływać, bo sparzył się na pierwszej próbie. Słaby, nic nie znaczący, pokonany przez pieprzoną żonkę. Gdzieś w środku czuła satysfakcję, że to ona była powodem do zamordowania tego człowieka, że to ona go pokonała i pozbyła się go ze swojego życia. Będzie musiała udawać załamaną, zatroskaną, zrozpaczoną wdówkę, ale to nie było trudne. Trudne było wepchnięcie go do tego stawu, trudne będzie zatuszowanie swojej i brata winy. W końcu musiała się opanować, nie żałowała go, nie powinna go żałować. Uniosła podbródek widząc jak jego ciało zaczyna unosić się na wodzie, a ona dookoła robi się spokojna. Nie wiedziała ile tu tak stali, ale muszą się sprężać, aby nikt nie zaczynał ich szukać.
Małżeństwo nie było jej teraz w głowie. Ledwo pozbyła się jednego balastu i nie zamierzała wchodzić w kolejne, nie dopuści do żadnych nowych zaręczyn, za sabotuje każdą próbę, którą jej ojciec podejmie w tym kierunku. Nie potrzebowała kolejnego balu, kolejnych lepkich łap na swoim ciele. Teraz każdy kto będzie mógł ją dotknąć będzie idealnie wyselekcjonowanym kochankiem – nie mężem – kimś z kim nic ją nie będzie wiązać. Zero zaręczyn, ślubów i balów matrymonialnych. Będzie musiała wyleczyć się z tragedii i szybkiego owdowienia, będzie udawać, że nie jest gotowa na nowy związek. Kiedyś wyjdzie za mąż, a może umrze samotnie. Druga opcja w tej sytuacji była dla niej bardziej satysfakcjonująca.
Ocknęła się w końcu z zamyślenia. Nie mogła pozwolić Ulyssesowi tak długo czekać na odpowiedź.
– To dobry pomysł – odpowiedziała na wszystkie jego słowa. – Nikt nie musi o tym wiedzieć i przepraszam, że cię w to wpakowałam – ojciec raczej nie pozwoliłby na rozwód, bo wtedy jedna ze stron niszczyłaby drugą i byłoby to kłopotliwe. – Zabierzmy się do pracy – machnęła różdżką przyciągając ciało mężczyzny z wody. Ułożyła je niedaleko nich u stóp i spojrzała na niego czując obrzydzenie. – Mógłbyś go zmienić? – zapytała niepewnie. Nigdy nie była za dobra w transmutacji, a miała wrażenie, że Ulkowi szła ona delikatnie lepiej od niej.