05.11.2022, 23:56 ✶
15 sekund to dużo i mało jednocześnie. W teorii przerwa wystarczająca, żeby nie wpaść przypadkiem hurtowo niczym śliwka w kompot, w teorii na tyle krótka, żeby uratować zadek swoim poprzednikom, ale i też na tyle długa, żeby przez ten czas stało się parę złych rzeczy.
Odpukać w niemalowane.
”Jej” 15 sekund zdawało się ciągnąć wręcz w nieskończoność i jednocześnie przyciągać multum strasznych wizji. W ostatniej sekundzie posłała Brennie krzepiący – a przynajmniej miała nadzieję, że taki był – uśmiech i się aportowała.
Z ulgą odnotowała, że wbrew obawom, Patrick – ani ona sama – jak widać, nie władowali się w sam środek śmierciożerców, nie miało to też raczej spotkać kuzynki. I choć na pierwszy rzut oka wyglądało na to, że wszędzie panował spokój, to nie ufała oczom – dlatego też niuchnęła kilka dobrych razy, obracając się w różne strony i tym samym łowiąc zapachy. Węch – niby taki niepozorny zmysł, ale gdy było się Bonesem, znacznie zyskiwał w porównaniu do innych. Dlatego też pokręciła głową, gdy kuzynka się zaoferowała w kwestii propozycji Patricka.
- Jeśli ktoś z nas ma zostać na czatach, to powinnam być to ja – stwierdziła stanowczo, tonem sugerującym, że nie ma co się z nią spierać w tej kwestii. Miała większe szanse na zorientowanie się w sytuacji, gdyby przeciwnicy zaczęli swą bytność tutaj od wizyty w krzakach i robienia rekonensansu; w teorii nie postrzegała śmierciożerców jako osobników na tyle sprytnych, żeby tak się chować, z drugiej strony – niedocenienie przeciwnika mogło mieć naprawdę opłakane skutki.
Prawda, jaką uczyła historia.
- Poczekam na zewnątrz – mruknęła, zwalniając kroku i zostając z tyłu za kompanami, nie decydując się na stanięcie bezpośrednio przed drzwiami Thomas. Już dwie osoby na jedną potrafiły być przytłaczające, a co dopiero trzy. Choć może to nie robiłoby w tym przypadku różnicy, skoro czarownica miała tendencję podskakiwać wtedy, kiedy nie należało; wciąż jednak trzeba było brać poprawkę na fakt, iż nie należało trzymać wszystkich jaj w jednym koszu. Zdecydowanie potrzebny był ktoś w innym miejscu, co dawało szansę na odpowiednio szybką ewakuację… bądź po prostu nie zostanie zaskoczonym ofensywnym zaklęciem.
- A niby o czym? Wiecie, która jest godzina i jaki dziś mamy dzień? Lepiej się wynoście, albo będzie nieprzyjemnie – zagroziła kobieta, nie wyrażając – jak widać – najmniejszej choćby chęci współpracy.
Odpukać w niemalowane.
”Jej” 15 sekund zdawało się ciągnąć wręcz w nieskończoność i jednocześnie przyciągać multum strasznych wizji. W ostatniej sekundzie posłała Brennie krzepiący – a przynajmniej miała nadzieję, że taki był – uśmiech i się aportowała.
Z ulgą odnotowała, że wbrew obawom, Patrick – ani ona sama – jak widać, nie władowali się w sam środek śmierciożerców, nie miało to też raczej spotkać kuzynki. I choć na pierwszy rzut oka wyglądało na to, że wszędzie panował spokój, to nie ufała oczom – dlatego też niuchnęła kilka dobrych razy, obracając się w różne strony i tym samym łowiąc zapachy. Węch – niby taki niepozorny zmysł, ale gdy było się Bonesem, znacznie zyskiwał w porównaniu do innych. Dlatego też pokręciła głową, gdy kuzynka się zaoferowała w kwestii propozycji Patricka.
- Jeśli ktoś z nas ma zostać na czatach, to powinnam być to ja – stwierdziła stanowczo, tonem sugerującym, że nie ma co się z nią spierać w tej kwestii. Miała większe szanse na zorientowanie się w sytuacji, gdyby przeciwnicy zaczęli swą bytność tutaj od wizyty w krzakach i robienia rekonensansu; w teorii nie postrzegała śmierciożerców jako osobników na tyle sprytnych, żeby tak się chować, z drugiej strony – niedocenienie przeciwnika mogło mieć naprawdę opłakane skutki.
Prawda, jaką uczyła historia.
- Poczekam na zewnątrz – mruknęła, zwalniając kroku i zostając z tyłu za kompanami, nie decydując się na stanięcie bezpośrednio przed drzwiami Thomas. Już dwie osoby na jedną potrafiły być przytłaczające, a co dopiero trzy. Choć może to nie robiłoby w tym przypadku różnicy, skoro czarownica miała tendencję podskakiwać wtedy, kiedy nie należało; wciąż jednak trzeba było brać poprawkę na fakt, iż nie należało trzymać wszystkich jaj w jednym koszu. Zdecydowanie potrzebny był ktoś w innym miejscu, co dawało szansę na odpowiednio szybką ewakuację… bądź po prostu nie zostanie zaskoczonym ofensywnym zaklęciem.
- A niby o czym? Wiecie, która jest godzina i jaki dziś mamy dzień? Lepiej się wynoście, albo będzie nieprzyjemnie – zagroziła kobieta, nie wyrażając – jak widać – najmniejszej choćby chęci współpracy.
366/1331