05.11.2022, 23:57 ✶
Z niektórymi byłymi był niestety taki problem, że nie dało się ich gdzieś kulturalnie zaciukać, zakopać i mieć święty spokój. Znaczy, dałoby się, jednakże Mavelle nie należała do osób, które w taki sposób rozwiązują swoje problemy i wolała poszukać innego wyjścia z nadzieją, że w Dolinie Godryka jej nie dopadnie. A nawet jeśli – to nie będzie tu sama, zaś świadomość tego była mocno podbudowywująca.
Aportowanie się wprost przed drzwi niezbyt wchodziło w grę, bo swojego ukochanego motocykla w ten sposób przenieść nie mogła, nawet jeśli dałoby radę to zrobić zresztą rzeczy – niech będzie błogosławiony ten, co opracował zaklęcie znacznie zwiększające pojemność wszelakich toreb.
Stąd też mniej więcej o umówionej porze dało się w końcu posłyszeć dźwięk mugolskiego silnika. A w końcu i dostrzec sylwetkę motocykla oraz samej Mavelle, z każdą chwilą się powiększającą i stopniowo zwalniającą – w końcu nie chciała zaparkować w ścianie posiadłości, prawda?
Ostatecznie się zatrzymała, zamachała ręką do kuzynostwa na powitanie i zsiadła ze swojego mechanicznego rumaka. Utkwiła przy nim na chwilę – w końcu musiała nakłonić go do stania, jak należy, zdjąć kask i… nie, bagaże poczekają. Zdecydowanie poczekają, nigdzie im się nie spieszyło, zatem samej Mavelle jak najbardziej. Nie do wkroczenia do środka, żeby zaanektować pokój i się w nim obwarować, bynajmniej.
I to tak się spieszyło, że zbliżyła się do Longbottomów wręcz truchtem, z uśmiechem wymalowanym na twarzy, żeby koniec końców (o ile żadne z nich nie uciekło przed czułościami Bonesówny) zarzucić im ręce na karku i przyciągnąć do siebie, w ramach równoczesnego tulenia.
- Nawet nie wiecie, jak się za wami stęskniłam – wypaliła. I nic to, że z Brenną dopiero co się widziała – w końcu to tęsknocie na przeszkodzie nie stoi, prawda? - I jestem wam dozgonnie wdzięczna, naprawdę.
Aportowanie się wprost przed drzwi niezbyt wchodziło w grę, bo swojego ukochanego motocykla w ten sposób przenieść nie mogła, nawet jeśli dałoby radę to zrobić zresztą rzeczy – niech będzie błogosławiony ten, co opracował zaklęcie znacznie zwiększające pojemność wszelakich toreb.
Stąd też mniej więcej o umówionej porze dało się w końcu posłyszeć dźwięk mugolskiego silnika. A w końcu i dostrzec sylwetkę motocykla oraz samej Mavelle, z każdą chwilą się powiększającą i stopniowo zwalniającą – w końcu nie chciała zaparkować w ścianie posiadłości, prawda?
Ostatecznie się zatrzymała, zamachała ręką do kuzynostwa na powitanie i zsiadła ze swojego mechanicznego rumaka. Utkwiła przy nim na chwilę – w końcu musiała nakłonić go do stania, jak należy, zdjąć kask i… nie, bagaże poczekają. Zdecydowanie poczekają, nigdzie im się nie spieszyło, zatem samej Mavelle jak najbardziej. Nie do wkroczenia do środka, żeby zaanektować pokój i się w nim obwarować, bynajmniej.
I to tak się spieszyło, że zbliżyła się do Longbottomów wręcz truchtem, z uśmiechem wymalowanym na twarzy, żeby koniec końców (o ile żadne z nich nie uciekło przed czułościami Bonesówny) zarzucić im ręce na karku i przyciągnąć do siebie, w ramach równoczesnego tulenia.
- Nawet nie wiecie, jak się za wami stęskniłam – wypaliła. I nic to, że z Brenną dopiero co się widziała – w końcu to tęsknocie na przeszkodzie nie stoi, prawda? - I jestem wam dozgonnie wdzięczna, naprawdę.
285