06.11.2022, 00:52 ✶
Nie miewała problemów z porozumieniem się z Alastorem, głównie dlatego, że można było powiedzieć, że ciągnie swój do swego – obydwoje uchodzili z dziwacznych, nie miała tez problemu usadzić go w miejscu kiedy było to potrzebne. Gdy spoglądała na niego, gotowa była przysiąc, że po prostu ktoś zaczarował ich dla tych samych osobowości, dodając do tego wilkołactwo zupełnym przypadkiem. Tego wolałaby swojemu współlokatorowi nie życzyć, wiedząc, jak ciężkie było to w wypadku kiedy cała jej rodzina borykała się z tym od pokoleń, wiedziała jednak doskonale, że nie dało się tego odmienić, przynajmniej nie teraz.
- Dziękuję. Żałuje, że przepływ informacji pomiędzy działami nie jest znacznie lepszy, bo wiele systemów działania jest przede wszystkim dość identyczny. Może przydałoby się usiąść i sprawdzić, czy jest jakiś prosty sposób na wymianę pomiędzy naszymi działami? – Spojrzała na niego z zaciekawieniem, nie wiedząc, jakiej reakcji się spodziewała, ale może jednak nie był to taki zły pomysł. Brygadziści na pewno wypracowali całkiem dobre sposoby zabezpieczania miejsc albo kontroli nad tłumem z czym aurorzy, skupieni o wiele bardziej na ściganiu konkretnych jednostek, nie mieli najczęściej doświadczenia.
Rozglądała się jeszcze po okolicy, oczekując, że zaraz ktoś wyskoczy na nią czy na Erika z jakąś sprawą do załatwienia – w końcu sama dokładnie tak zrobiła z magii ducha winnym Longbottomem – ale o dziwo, ten krótki spacer nie był w tym momencie największą przeszkodą, a kiedy Ashling dostrzegła kawałek szaty znikający za drzwiami, musiała przyznać, że nie była to wcale aż tak zła reakcja na aurora czy brygadzistę…dopóki było się przestępcą. Jedyne o czym mogła pomyśleć w tym momencie to wynoszenie dokumentów, miała więc nadzieję, że nie dochodziło do tego w tej sytuacji.
- Może oboje budzimy wielki postrach i poprzez zgromadzenie się w jednym miejscu wydzielamy odpowiednią aurę? – Nie widziała, co mogło się dziać w tym momencie, czy ktoś się niepokoił, speszył, czy może bardzo chciał skończyć dziś pracę wcześniej i odmówić petentom. A może po prostu ktoś go zawołał? W tym momencie myślała, że sprawa wyjaśni się tuż po otwarciu drzwi, ale nie, to też nie okazało się możliwe.
- Oh, nie nie, ja i rozmowy to nie jest dobry pomysł. Mogę otworzyć drzwi ale jak chcesz mówić to stanę za tobą i będę wyglądać, hm, złowieszczo, nie, nie złowieszczo, tak przekonująco stanowczo ale na przykład, wiesz, no tak, żeby wyglądać, hm, profesjonalnie. – Taką miała nadzieję, chociaż czasem potrafiła wyglądać jak niezadowolony pies. Może to miało pomóc.
- Dziękuję. Żałuje, że przepływ informacji pomiędzy działami nie jest znacznie lepszy, bo wiele systemów działania jest przede wszystkim dość identyczny. Może przydałoby się usiąść i sprawdzić, czy jest jakiś prosty sposób na wymianę pomiędzy naszymi działami? – Spojrzała na niego z zaciekawieniem, nie wiedząc, jakiej reakcji się spodziewała, ale może jednak nie był to taki zły pomysł. Brygadziści na pewno wypracowali całkiem dobre sposoby zabezpieczania miejsc albo kontroli nad tłumem z czym aurorzy, skupieni o wiele bardziej na ściganiu konkretnych jednostek, nie mieli najczęściej doświadczenia.
Rozglądała się jeszcze po okolicy, oczekując, że zaraz ktoś wyskoczy na nią czy na Erika z jakąś sprawą do załatwienia – w końcu sama dokładnie tak zrobiła z magii ducha winnym Longbottomem – ale o dziwo, ten krótki spacer nie był w tym momencie największą przeszkodą, a kiedy Ashling dostrzegła kawałek szaty znikający za drzwiami, musiała przyznać, że nie była to wcale aż tak zła reakcja na aurora czy brygadzistę…dopóki było się przestępcą. Jedyne o czym mogła pomyśleć w tym momencie to wynoszenie dokumentów, miała więc nadzieję, że nie dochodziło do tego w tej sytuacji.
- Może oboje budzimy wielki postrach i poprzez zgromadzenie się w jednym miejscu wydzielamy odpowiednią aurę? – Nie widziała, co mogło się dziać w tym momencie, czy ktoś się niepokoił, speszył, czy może bardzo chciał skończyć dziś pracę wcześniej i odmówić petentom. A może po prostu ktoś go zawołał? W tym momencie myślała, że sprawa wyjaśni się tuż po otwarciu drzwi, ale nie, to też nie okazało się możliwe.
- Oh, nie nie, ja i rozmowy to nie jest dobry pomysł. Mogę otworzyć drzwi ale jak chcesz mówić to stanę za tobą i będę wyglądać, hm, złowieszczo, nie, nie złowieszczo, tak przekonująco stanowczo ale na przykład, wiesz, no tak, żeby wyglądać, hm, profesjonalnie. – Taką miała nadzieję, chociaż czasem potrafiła wyglądać jak niezadowolony pies. Może to miało pomóc.