13.08.2023, 22:50 ✶
Patrick spojrzał w stronę, gdzie leżało „gdzieś tam” Florence. Ciągle trochę był jeszcze skołowany, ale myśli – napierające niechcianym ciągiem na jego głowę, stopniowo zaczęły zwalniać i uspokajać się.
- Mogę spróbować z accio – zgodził się, posyłając kobiecie nawet coś na kształt słabego uśmieszku. Może nie bawił się w tym momencie na tyle dobrze, by naprawdę się śmiać, ale próbował przynajmniej zamaskować przed swoją towarzyszką jaki chaos szalał właśnie w jego głowie – Accio, różdżka Florence! – zawołał, celując zaklęciem w miejsce wskazane przez czarownicę.
Poczekał aż różdżka rzeczywiście do niego przyfrunęła. Zacisnął na niej ręce i odwrócił się w stronę carownicy, by przekazać jej przedmiot. Przez te własne czary, spóźnił się więc nieco z odkryciem, że Florence właśnie miała wizję dotyczącą jego przyszłości? Zmarszczył brwi, w pełnej konsternacji. Walkę podjęły w nim dwie zupełnie skrajne reakcje. Z jednej strony najchętniej by ją teraz rozszarpał. Złapał za ramiona i potrząsnął z całej siły, by zrozumiała, że nie miała prawa zaglądać do przodu, bo mogła tam dostrzec ojca. Z drugiej, chciał się upewnić, że nie było tam ojca.
Westchnął z ulgą, gdy zaczęła mówić o legendach. Dał się ponieść jej palcom na swoich policzkach i obezwładniającej uldze, że widziała tylko (chyba) wampirzycę a nie tkwiący w nim od lat sekret. Wiedział, że kiedyś będzie musiał go jej zdradzić. Tylko jeszcze nie teraz. Teraz nie był na to gotowy. Nie był nawet gotowy na to, by samemu się z nim zmierzyć.
- W porządku. Nic się nie stało – wymamrotał łagodnie. Patrzył w ciemne oczy Florence, czując jak ogarnia go dziwny spokój. W przypływie chwili dotknął lekko ustami jej czoła. Nie w jakimś przesadnie romantycznym geście. Tak, coś skłaniało go ku myśleniu o niej trochę częściej niż normalnie i szukaniu jej towarzystwa, ale tu po prostu zdał sobie sprawę z tego, że chciała jak najlepiej. I nawet nie jak najlepiej dla siebie, ale dla niego. – Twoja różdżka- dodał miękko, oddając jej przedmiot. - A teraz chodźmy do punktu teleportacyjnego. Chyba obydwojgu nam przeszła chęć na puszczanie latawców.
- Mogę spróbować z accio – zgodził się, posyłając kobiecie nawet coś na kształt słabego uśmieszku. Może nie bawił się w tym momencie na tyle dobrze, by naprawdę się śmiać, ale próbował przynajmniej zamaskować przed swoją towarzyszką jaki chaos szalał właśnie w jego głowie – Accio, różdżka Florence! – zawołał, celując zaklęciem w miejsce wskazane przez czarownicę.
Poczekał aż różdżka rzeczywiście do niego przyfrunęła. Zacisnął na niej ręce i odwrócił się w stronę carownicy, by przekazać jej przedmiot. Przez te własne czary, spóźnił się więc nieco z odkryciem, że Florence właśnie miała wizję dotyczącą jego przyszłości? Zmarszczył brwi, w pełnej konsternacji. Walkę podjęły w nim dwie zupełnie skrajne reakcje. Z jednej strony najchętniej by ją teraz rozszarpał. Złapał za ramiona i potrząsnął z całej siły, by zrozumiała, że nie miała prawa zaglądać do przodu, bo mogła tam dostrzec ojca. Z drugiej, chciał się upewnić, że nie było tam ojca.
Westchnął z ulgą, gdy zaczęła mówić o legendach. Dał się ponieść jej palcom na swoich policzkach i obezwładniającej uldze, że widziała tylko (chyba) wampirzycę a nie tkwiący w nim od lat sekret. Wiedział, że kiedyś będzie musiał go jej zdradzić. Tylko jeszcze nie teraz. Teraz nie był na to gotowy. Nie był nawet gotowy na to, by samemu się z nim zmierzyć.
- W porządku. Nic się nie stało – wymamrotał łagodnie. Patrzył w ciemne oczy Florence, czując jak ogarnia go dziwny spokój. W przypływie chwili dotknął lekko ustami jej czoła. Nie w jakimś przesadnie romantycznym geście. Tak, coś skłaniało go ku myśleniu o niej trochę częściej niż normalnie i szukaniu jej towarzystwa, ale tu po prostu zdał sobie sprawę z tego, że chciała jak najlepiej. I nawet nie jak najlepiej dla siebie, ale dla niego. – Twoja różdżka- dodał miękko, oddając jej przedmiot. - A teraz chodźmy do punktu teleportacyjnego. Chyba obydwojgu nam przeszła chęć na puszczanie latawców.
Koniec sesji