Nie czekała długo. Ledwie zdążyła usiąść na krześle usłyszała zbiór kilku niecenzuralnych słów wypowiedzianych jakby trochę zbyt głośno. Uniosła głowę, aby spojrzeć sprawcę tego zamieszania. Okazał się nim być Sauriel - właściwie tego się spodziewała. Od zawsze był mocno ekspresyjny. Uśmiech zagościł na jej twarzy, kiedy go zobaczyła. Lubiła spędzać z nim czas, mimo, że powrócili do tych spotkań dopiero niedawno. Przypominał jej czas beztroski, Hogwartu, kiedy wszystko było takie proste, a ona, Fergus i on plątali się po szkole w poszukiwaniu kłopotów. Nora z tego wyrosła, miała jednak wrażenie, że Rookwood praktycznie się nie zmienił, zresztą tak samo jak Ferg, który nadal nie miał problemu z tym, żeby wpaść w jakieś szambo.
Dostrzegła, że Czarny Kot nie wpadł na to, żeby użyć, czegoś takiego jak parasol. Był przemoczony, nie wiedzieć czemu bardzo ją to rozbawiło. Już chciała sięgnąć po różdżkę, żeby go wysuszyć, jednak zauważyła, że sam zajął się problemem. Może nie była z niej jakaś wybitna czarownica, jednak akurat z magią użytkową radziła sobie świetnie. W końcu była z niej prawdziwa przesiębiorczyni. Musiała sobie dawać radę z wszelkimi problemami, jakie pojawiały się w klubokawiarni, bo nie miała obok siebie żadnego mężczyzny. Gdy trzeba było zakasała rękawy i zajmowała się tym wszystkim sama.
Obserwowała go kiedy zmierzał w jej kierunku. Minę miał taką jak zwykle - jakby chciał komuś właśnie strzelić w twarz. Wiedziała jednak, że to tylko pozory, chociaż może nie w stosunku do wszystkich? Miała to szczęście, że udało im się nawiązać nić porozumienia i Sauriel był w stosunku do niej bardzo miły, wolałaby nie sprawdzać jak to jest mieć w nim wroga. - Cześć. - Uśmiech nadal trwał na jej twarzy, naprawdę cieszyła się, że dane im było się dzisiaj spotkać. Dobrze było widzieć go tutaj żywego. Nie wszystkim przecież udało się przeżyć noc Beltane.
- Nie, nie spóźniłeś się. - Spojrzała mimochodem na zegar, który znajdował się nad barem. - Może kilka minut, ale to nic takiego. - Nie przywiązywała wagi do takich pierdół. Wiedziała, że wszyscy aktualnie są zabiegani, mają wiele spraw na głowie. Kilka minut nic nie zmieniało.
- Trzymam się trzymam, przecież widać. - Nie lubiła dzielić się swoimi troskami z innymi, nie chciała być dla nikogo problemem, jakoś łatwiej jej było być tym promykiem słońca, który dawał trochę radości. - Napijemy się czegoś, prawda? - Miała zamiar trochę się dzisiaj znieczulić, a towarzystwo wydawało się odpowiednie. - Na co masz ochotę? - Zapytała jeszcze, kiedy podnosiła się z miejsca, aby udać się w stronę lady.