• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[marzec 1971] Moje wielkie włoskie wesele

[marzec 1971] Moje wielkie włoskie wesele
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
14.08.2023, 17:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.09.2024, 15:14 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Życie to przygody lub pustka

Odkryj wiadomość pozafabularną
Scenariusz Sumy: Należy się za talerzyk

Brenna wcale nie wybierała się tego wieczora na wesele. A jednak, jakimś cudem trafiła do restauracji przy ulicy Horyzontalnej, wypełnionej po brzegi czarodziejami i czarownicami, ubranymi w eleganckie stroje. Pod sufitem fruwały zaczarowane gołąbki – origami, a we wszystkich kątach stały skomplikowane, kwiatowe dekoracje. Ktoś wręczył jej tort (a Brenna zasadniczo nie odmawiała tortu, tu zaś jedli go wszyscy), ktoś inny kieliszek z szampanem (w tym ledwo umaczała usta), a potem pociągnięto ją do grupowego zdjęcia. Zaraz po nim, kiedy podano kolację (tajemnicze, zagraniczne danie, które było bardzo smaczne) jakaś starsza, trochę podpita już czarownica, wyjaśniała jej, że „Robert w ogóle nie zasługuje na Catalinę, bo…” (i wyjaśnienia wygłoszono w takim tonie, że Brenna nagle odkryła, że usiłuje bronić absolutnie nieznanego sobie Roberta i zapewniać, że jest godny absolutnie nieznanej jej Cataliny).
Była początkowo trochę oszołomiona rozwojem sytuacji, ale dość szybko poczuła się całkiem swobodnie. Mimo tego, że nie znała nie tylko Roberta i Cataliny, ale też ich rodziców, rodzeństwa i przyjaciół. Na sali mignęły jej dwie znajome osoby z Ministerstwa i jedna luźno kojarzona z Hogwartu, wciąż jednak większość ludzi (sądząc po akcencie spora część gości była ze Szkocji, a druga ich część z kolei zdawała się pochodzić jakoś z Włoch, co wyjaśniało, dlaczego prawie nikogo nie rozpoznawała), pozostawała dla niej obca. Po prawdzie cała sytuacja zaczynała ją coraz bardziej bawić.
A wszystko zaczęło się od tego, że wyszła po prostu z pokazu nowych perfum w sklepie Potterów i elegancko ubrana zmierzała do punktu aportacyjnego. I ot po drodze wmieszała się w tłum weselników. Dwie pary, które ją zaczepiły, były tak przekonujące w swojej wierze, że Brenna to jedna z gości, że przez chwilę sama zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem faktycznie skądś się nie znają, a ona jakimś cudem o tym zapomniała. Zagadała się z nimi na tyle, że nawet nie spostrzegła, kiedy znaleźli się na progu restauracji i chociaż naprawdę chciała się wycofać, to pociągnęli ją do środka i trochę głupio było nagle oznajmić, że w sumie to ona jest tutaj przypadkiem… I potem to już jakoś poszło…
Wtapiała się w tłum. Nie była ubrana jakoś szczególnie strojnie, ale to tylko pomagało: bo błękitna, elegancka, ale pozbawiona zbyt wielu ozdób szata pozwalała perfekcyjnie utrzymywać się na drugim planie.
Mimo to ucieszyła się szczerze, gdy zobaczyła w tym tłumie kogoś, kogo znała na tyle, by kojarzyć jego imię, nazwisko i zawodów.
- Patrick! – zawołała, przeciskając się przez tłum akurat w momencie, w którym z jakichś powodów zaczęto wzywać wszystkie młode damy na parkiet. Brenna postanowiła to zignorować, bo była młoda, ale w gruncie rzeczy mało kto uznałby ją za damę. – Zupełnie cię ciebie tutaj nie spodziewałam. Mam dla ciebie bardzo, bardzo ważne pytanie… - oświadczyła Brenna, pochylając się ku niemu, by usłyszał ją tylko on. Kolejne słowa wygłosiła może nie szeptem, wszak na sali było bardzo głośno, ale zniżając nieco głos. – Kim są państwo młodzi?
W końcu, skoro się tutaj pojawił, to pewnie wiedział. A ona pomyślała, że skoro już zjadła ich tort i jakąś przedziwną, włoską potrawę, to powinna im później przesłać pocztą prezent.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (1995), Patrick Steward (2053)




Wiadomości w tym wątku
[marzec 1971] Moje wielkie włoskie wesele - przez Brenna Longbottom - 14.08.2023, 17:57
RE: [marzec 1971] Należy się za talerzyk - przez Patrick Steward - 18.08.2023, 23:59
RE: [marzec 1971] Należy się za talerzyk - przez Brenna Longbottom - 19.08.2023, 00:16
RE: [marzec 1971] Należy się za talerzyk - przez Patrick Steward - 19.08.2023, 03:00
RE: [marzec 1971] Należy się za talerzyk - przez Brenna Longbottom - 19.08.2023, 09:23
RE: [marzec 1971] Moje wielkie włoskie wesele - przez Patrick Steward - 19.08.2023, 19:45
RE: [marzec 1971] Moje wielkie włoskie wesele - przez Brenna Longbottom - 19.08.2023, 20:00
RE: [marzec 1971] Moje wielkie włoskie wesele - przez Patrick Steward - 20.08.2023, 00:02

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa