Nie miał pojęcia o niczym. Prawdę mówiąc, podczas pobytu w rodzinnym domu, nie dochodziły do niego żadne wiadomości z Londynu czy okolic. Stanley odciął się całkowicie od wszelakich mediów. Może i członkowie rodziny wspominali coś o jakichś pogrzebach czy innych wydarzeniach ale o tym mówi się ciągle - codziennie ktoś umiera, codziennie coś się dzieje. Podczas któregoś z posiłków ktoś mógł wspomnieć o tragedii rodziny Avery ale Borgin nie zwrócił na to jakoś szczególnej uwagi.
Może nie ma jej w domu? Dziwił się oczekując pod drzwiami kiedy po dłuższej chwili nikt go do środka nie wpuścił. Zawsze można było coś usłyszeć ze środka - jakaś muzykę, krzątanie się czy jakiekolwiek oznaki życia. Teraz jednak była cisza, co trochę niepokoiło Stanleya. Kiedy już chciał się odwrócić na pięcie aby wrócić do siebie i najpewniej przyjść później, usłyszał dźwięk zamka - drzwi się otworzyły. Głos, który go przywitał nie był jednak tak melodyczny jak zawsze. Brakowało w nim w sumie wszystkiego - z chęciami do życia na samym czele. To ty? Uniósł zdziwioną brew do góry. Trochę już razem przeżyli, bawili się raczej wybornie, czasem się nawet kłócili... Ale nigdy wcześniej nie został przywitany takimi słowami, nawet wtedy kiedy przyszedł do drzwi Stelli pijany jak bela.
- To ja... - odparł, pozwalając sobie potwierdzić, że to rzeczywiście był on. We własnej osobie, nie podrobiony czy nie wymieniony podczas pobytu w rezydencji Borginów. Ten sam Stanley tylko że w dużo lepszym stanie niż jeszcze miesiąc temu - Mogę wejść? - zapytał, rozglądając się wokół po korytarzu jakby chciał się upewnić, że to słowa skierowane do niego czy potrzebował jakiejś zgody lub zaprzeczenia aby przekroczyć próg mieszkania. Prawdę mówiąc nie wiedział czy przyszedł o odpowiedniej porze. Może powinien zrobić w tył zwrot i powrócić na ulicę Horyzontalną? Albo stać uparcie i oczekiwać, aż zostanie wpuszczony - w najgorszym wypadku pozwalając sobie na ewentualne wtargnięcie do środka? Miał dużo czasu, więc mógł sobie na to pozwolić.
Podszedł o krok do drzwi tak aby znaleźć się dosłownie przed nimi. Stanley chciał mieć w razie czego możliwość aby je złapać gdyby Avery próbowała mu je zamknąć przed nosem - Wszystko w porządku? - przekręcił lekko głowę w lewą stronę z zainteresowaniem. Gdyby tylko zdawał sobie sprawę z tego co się stało, wiedziałby, że nic nie jest w porządku, a zadane właśnie pytanie nie należało do najlepszych opcji dialogowych na jakie mógł sobie pozwolić w tym momencie i jest to przede wszystkim pewnego rodzaju faux pas, których tak bardzo chciał unikać w jej towarzystwie.
Im dłużej stał na klatce tym więcej rzeczy mu nie pasowało w tej układance. Po pierwsze nadal tu stał, a po drugie Stella jakby nie była "sobą". Zawsze to była szybka gadka - hej, hej i Stanley już był w środku, zajmując honorowe miejsce na kanapie w salonie. Wesele, aż tak się przedłużyło? W to akurat wątpił. Z ich dwójki to raczej właśnie on był tym bardziej nieodpowiedzialnym w kwestii picia wszelakich trunków alkoholowych. Próbował łączyć wszystkie kropki w całość - zupełnie jakby rozwiązywał w tym momencie jakaś zagadkę z przestępcami. W tym wszystkim najbardziej nie pasował mu fakt, że od wesela minęło już kilka dni, więc nawet poboczne imprezy powinny już się dawno zakończyć. Tutaj musi być jeden element, którego nie dostrzegam Borgin starał się porównać stan Avery do czegoś co już w życiu widział i jedyne co mu przychodził do głowy to była niemoc zebrania się po jakiejś stracie - zupełnie tak samo jak to złapało jednak. Ale czy to mogło mieć rację bytu? Przecież to niemożliwe aby los miał ich tak pokarać.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972