15.08.2023, 01:24 ✶
Ulysses zdawał sobie sprawę, że w tej chwili Vesperze nie w głowie były kolejne śluby. Ale wiedział również, że jego podejście do cielesności nie cieszyło się specjalnym uznaniem innych ludzi. On pamiętał później wszystko: spocone ciała, jęki, oddechy, zwykłym ludziom natura z czasem pozostawiała jedynie wspomnienia emocji. I tak samo było ze związkami, inni pamiętali najistotniejsze szczegóły, on pamiętał wszystko, nawet detale, które umykały jego rozmówcom.
On lubił samotność, lubił ciszę, którą dawał mu spokojny wieczór na balkonie i obserwowanie gwiazd. Ale Vespera nigdy nie była typem samotniczki. Może nie dzisiaj, nie jutro i nie za miesiąc, ale wreszcie zacznie poszukiwać towarzystwa innych ludzi. Może znajdzie kogoś interesującego a może ojciec znowu spróbuje wydać ją za mąż. Ulysses miał nadzieję, że kolejny związek będzie jej wyborem. Tylko jej.
Odwrócił się ku zwłokom Ottona. Wyciągnął różdżkę a potem wymamrotał pod nosem zaklęcie transmutacji. I już nie było ciała a zamiast niego na trawie leżał kamień wielkości pięści. Rookwood wyciągnął z kieszeni sporej wielkości chustkę. Owinął nią kamień, pilnując by nie dotknąć go samemu. To wszystko to był zbytek ostrożności, ale nie potrafił się przed nim ustrzec.
- Jestem twoim bratem. Zawsze możesz na mnie liczyć – przypomniał cicho. Może nie zawsze potrafił to okazać, ale nie zmieniało to tego, że naprawdę zależało mu na siostrze. A widok siniaków na jej szyi wstrząsnął nim dużo mocniej niż chciał to pokazać. – Chcesz aportować się sama nad brzeg morza i tam porzucić kamień? – zapytał. – Tylko ściągnij chustkę. Spal ją potem byle incendio – poprosił.
No, chyba że jednak wolała by sam pozbył się zwłok. Na to również był gotowy. Posłał jej pytające spojrzenie.
On lubił samotność, lubił ciszę, którą dawał mu spokojny wieczór na balkonie i obserwowanie gwiazd. Ale Vespera nigdy nie była typem samotniczki. Może nie dzisiaj, nie jutro i nie za miesiąc, ale wreszcie zacznie poszukiwać towarzystwa innych ludzi. Może znajdzie kogoś interesującego a może ojciec znowu spróbuje wydać ją za mąż. Ulysses miał nadzieję, że kolejny związek będzie jej wyborem. Tylko jej.
Odwrócił się ku zwłokom Ottona. Wyciągnął różdżkę a potem wymamrotał pod nosem zaklęcie transmutacji. I już nie było ciała a zamiast niego na trawie leżał kamień wielkości pięści. Rookwood wyciągnął z kieszeni sporej wielkości chustkę. Owinął nią kamień, pilnując by nie dotknąć go samemu. To wszystko to był zbytek ostrożności, ale nie potrafił się przed nim ustrzec.
- Jestem twoim bratem. Zawsze możesz na mnie liczyć – przypomniał cicho. Może nie zawsze potrafił to okazać, ale nie zmieniało to tego, że naprawdę zależało mu na siostrze. A widok siniaków na jej szyi wstrząsnął nim dużo mocniej niż chciał to pokazać. – Chcesz aportować się sama nad brzeg morza i tam porzucić kamień? – zapytał. – Tylko ściągnij chustkę. Spal ją potem byle incendio – poprosił.
No, chyba że jednak wolała by sam pozbył się zwłok. Na to również był gotowy. Posłał jej pytające spojrzenie.