06.11.2022, 12:15 ✶
Thes, Eden, Theon
Gerry pojawiła się w rodzinnej posiadłości dopiero wczoraj wieczorem. Jak mogła starała się oddalić wizytę w rodzinnym domu. Wykręcała się tym, że ma ostatnio sporo zleceń, w końcu taka pracowita z niej dziewczyna. Ostatnio jakoś coraz mniej lubiła przebywać w tym miejscu. Czuła, że mur, który zaczęła stawiać między sobą, a rodziną robił się coraz większy. Nie była jednak na tyle wyrodnym dzieckiem, aby nie pojawić się na swoich własnych urodzinach i zaręczynach jej ukochanego brata bliźniaka. Matka chyba zeszłaby na zawał, gdyby się tutaj nie pojawiła. Można mówić o Gerry naprawdę wiele, ale nie była w stanie celowo krzywdzić swoich bliskich, może aktualnie trochę dalekich, jednak to tu się wychowała, to oni ją stworzyli i ukierunkowali.
Wczoraj wieczorem przeszła z matką maraton, dawno nie czuła się tak wyczerpana. Nie sądziła, że przygotowania takiego przyjęcia mogą być tak bardzo męczące. Coraz mniej się sobie dziwiła, że unikała takich spotkań jak ognia. Spała dłużej niż normalnie. Nie nawiedziły jej tej nocy wyjątkowo żadne koszmary. Kto by się spodziewał, że matka posiadała takie umiejętności. Może powinna częściej bywać w tym miejscu?
Ledwo wygrzebała się z łóżka usłyszała krzyk Jennifer. Na brodę Merlina Nie zamierzała zwlekać. Ubrała szybko rzeczy, które przygotowała sobie na to przyjęcie. Nie lubiła się stroić, także tym razem standardowo dla siebie nałożyła po prostu białą koszulę, zielone spodnie, a na wierzch narzuciła marynarkę, jakby trochę za dużą. Czy zabrała przypadkiem marynarkę Theseusa? Być może... Oby nikt tego nie zauważył. No, poza matką, ona na pewno zwróci na to uwagę. Jeleniom i dzikom będzie obojętne, co na siebie założyła, gdy będzie na nie dzisiaj polowała. Zaplotła jeszcze włosy na szybko, żeby nie fruwały na wszystkie możliwe strony.
- Jestem mamo.- odparła, gdy zbiegła ze schodów. Czekała na komentarz, że tłucze się po nich jak słoń, jednak chyba Jennifer za bardzo była zaaferowana wydarzeniem, które przygotowywała. - Zajmę się szampanem, a Ty idź wreszcie zająć się sobą, wszystko jest idealne.- postanowiła jeszcze odezwać się do matki.
Gerry zamierzała dotrzymać słowa i zajęła się organizacją lampek do szampana. Chyba miały stać w tamtym kącie? Jak nie to trudno, Jennifer powinna jej wybaczyć, jakoś nigdy specjalnie nie interesowała się takimi tematami.
Była ciekawa, jak wygląda przyszła małżonka Theona, nie znała tej kobiety, ani jej rodziny, to będzie ciekawe doświadczenie. Jak na razie nie zamierzała się wychylać, wolała dać chwilę bratu, aby zapoznał się ze swoją wybranką. Nie, żeby wierzyła w to że jest szczęśliwy z tego małżeństwa. Wiele ich różniło, ale byli bliźniakami, wiedziała, że mają podobne podejście do pewnych spraw. Theon nie wyglądał na specjalnie zadowolonego, cóż trochę mu współczuła, ale również cieszyła się, że nie padło na nią. Czasem dobrze było być tym młodszym, nawet o te kilka minut. Wiedziała jednak, że to chwilowy spokój, kiedy brat się ożeni przyjdzie czas na nią, a była to wizja, której w ogóle nie przyjmowała do swojej świadomości.
Geraldine przystanęła przy oknie, wypatrywała gości, którzy mieli się pojawić. Czekała na Theseusa, miała nadzieję, że jego towarzystwo pomoże jej jakoś przeżyć ten dzień. Zastanawiała się, czy jej rodzina go nie wykluczy, ale chyba już się przyzwyczaili, że pojawiał się przy niej, od zawsze właściwie. Zaakceptowali go w pewien sposób, może nie był wymarzonym towarzystwem, ale przestali z tym walczyć, mieli świadomość, że nie mają szans, aby na to wpłynąć.
Yaxley zaprosiła na przyjęcie urodzinowe również Eden, z którą od lat polowały, czuła, że to dobry wybór. Na pewno nie będzie się dzisiaj nudzić.
Wczoraj wieczorem przeszła z matką maraton, dawno nie czuła się tak wyczerpana. Nie sądziła, że przygotowania takiego przyjęcia mogą być tak bardzo męczące. Coraz mniej się sobie dziwiła, że unikała takich spotkań jak ognia. Spała dłużej niż normalnie. Nie nawiedziły jej tej nocy wyjątkowo żadne koszmary. Kto by się spodziewał, że matka posiadała takie umiejętności. Może powinna częściej bywać w tym miejscu?
Ledwo wygrzebała się z łóżka usłyszała krzyk Jennifer. Na brodę Merlina Nie zamierzała zwlekać. Ubrała szybko rzeczy, które przygotowała sobie na to przyjęcie. Nie lubiła się stroić, także tym razem standardowo dla siebie nałożyła po prostu białą koszulę, zielone spodnie, a na wierzch narzuciła marynarkę, jakby trochę za dużą. Czy zabrała przypadkiem marynarkę Theseusa? Być może... Oby nikt tego nie zauważył. No, poza matką, ona na pewno zwróci na to uwagę. Jeleniom i dzikom będzie obojętne, co na siebie założyła, gdy będzie na nie dzisiaj polowała. Zaplotła jeszcze włosy na szybko, żeby nie fruwały na wszystkie możliwe strony.
- Jestem mamo.- odparła, gdy zbiegła ze schodów. Czekała na komentarz, że tłucze się po nich jak słoń, jednak chyba Jennifer za bardzo była zaaferowana wydarzeniem, które przygotowywała. - Zajmę się szampanem, a Ty idź wreszcie zająć się sobą, wszystko jest idealne.- postanowiła jeszcze odezwać się do matki.
Gerry zamierzała dotrzymać słowa i zajęła się organizacją lampek do szampana. Chyba miały stać w tamtym kącie? Jak nie to trudno, Jennifer powinna jej wybaczyć, jakoś nigdy specjalnie nie interesowała się takimi tematami.
Była ciekawa, jak wygląda przyszła małżonka Theona, nie znała tej kobiety, ani jej rodziny, to będzie ciekawe doświadczenie. Jak na razie nie zamierzała się wychylać, wolała dać chwilę bratu, aby zapoznał się ze swoją wybranką. Nie, żeby wierzyła w to że jest szczęśliwy z tego małżeństwa. Wiele ich różniło, ale byli bliźniakami, wiedziała, że mają podobne podejście do pewnych spraw. Theon nie wyglądał na specjalnie zadowolonego, cóż trochę mu współczuła, ale również cieszyła się, że nie padło na nią. Czasem dobrze było być tym młodszym, nawet o te kilka minut. Wiedziała jednak, że to chwilowy spokój, kiedy brat się ożeni przyjdzie czas na nią, a była to wizja, której w ogóle nie przyjmowała do swojej świadomości.
Geraldine przystanęła przy oknie, wypatrywała gości, którzy mieli się pojawić. Czekała na Theseusa, miała nadzieję, że jego towarzystwo pomoże jej jakoś przeżyć ten dzień. Zastanawiała się, czy jej rodzina go nie wykluczy, ale chyba już się przyzwyczaili, że pojawiał się przy niej, od zawsze właściwie. Zaakceptowali go w pewien sposób, może nie był wymarzonym towarzystwem, ale przestali z tym walczyć, mieli świadomość, że nie mają szans, aby na to wpłynąć.
Yaxley zaprosiła na przyjęcie urodzinowe również Eden, z którą od lat polowały, czuła, że to dobry wybór. Na pewno nie będzie się dzisiaj nudzić.