To, że Sauriel miał w zwyczaju sobie grabić, aby później przesadzić to bardzo dobrze wiedział. Nie spodziewał się jednak, że na księżniczkę Rookwoodów trzeba czekać niczym jak na jakiegoś Ministra Magii. Dobrze, że jeszcze nie życzył sobie czerwonego dywanu i płatków róż na drodze po której miał stąpać - tego by już nie otrzymał.
Na całe szczęście czas w akompaniamencie ogórków nie mijał tak źle. Co by nie mówić, Borgin i zielone stworki zaczęli się trochę dogadywać na przestrzeni ostatniego miesiąca. Nie było chyba nikogo innego z kim tak często się widywał jak z tymi rozsadami. Wstawał - ogórki. Jadł obiad - ogórki. Szedł spać - ogórki. Nie robił nic - ogórki. Bardzo prosta i przejrzysta zależność. Nic więc dziwnego, że kiedy usłyszał głoś swojego wspólnika to aż klasnął w ręce z zadowolenia. Chwilę później rozłożył je dosyć szeroko jakby co najmniej chciał przywitać jakiegoś wuja z Ameryki... A tu szok. Pani Lestrange... Wróć, państwo Rookwood we własnej osobie. No tego to się nie spodziewał raczej nigdy.
- Ty to jednak mi słodzisz jak nikt inny - zauważył zgodnie z prawdą, unosząc kącik ust w zadowoleniu na tak piękne słowa skierowane w jego stronę - Wierz mi lub nie... Ale z panną... Przepraszam, gdzie moje maniery - poprawił się dosyć szybko - Z panią Rookwood znamy się nie od dziś - dodał, podpierając się pod boki - Cóż... Gratuluję Wam serdecznie. Szkoda tylko, że Sauriel nie raczył powiadomić mnie o ślubie, ani nawet nie zaprosić na wesele. Mam chociaż nadzieję, że dobrze będziecie je wspominać - pokiwał przecząco głową w kierunku swojego przyjaciela - Współczuję Ci, że na miesiąc poślubny ciąga Cię po jakichś działkach ale doceniam, że zgodziłaś się tu przyjść. Każdy ekspert jest w naszym przypadku na wagę złota - przyznał, ruszając w ich kierunku. Tym samym zostawił rozsady na pastwę losu - liczył, że żaden z nich nie spróbuję swoich sił w ucieczce, zwłaszcza, że przybyły posiłki z samego Ministerstwa.
- To też nie tak, że tylko tym się zajmuje. Po prostu każdy mężczyzna powinien zrobić pewne rzeczy w swoim życiu - stwierdził, zdejmując lekko starte rękawice do grzebania w ziemi - Napijecie się czegoś? Trochę mamy do zrobienia... Ale w tak doborowym towarzystwie to nie powinno nam pójść, aż tak źle. Ostatnio z Saurielem poszło nam całkiem sprawnie. Zanim się odwróciłem to wszystko było już gotowe - przyznał, wskazując dłonią na stolik, który stał na zadaszonym ganku. Tym gestem chciał ich zaprosić aby usiedli na chwilę, może przegadali plan działania... ewentualnie skoczyli na jednego czy dwa, wszak robota na trzeźwo to nie praca i o tym bardzo dobrze z Rookwoodem wiedzieli. Borgin jak na fachowca przystało, nie omieszkał zabrać ze sobą encyklopedii ogrodnictwa i kilku numerów "Działkowca" czy "Ogród od A do Z" - wszelkich pomocy dydaktycznych jakie tylko natrafił.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972