15.08.2023, 21:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.08.2023, 21:27 przez Brenna Longbottom.)
Statek widmo.
W kolekcji dziwnych sytuacji, w które Brenna się dotąd wpakowała, było wiele rzeczy, ale nie znalazł się żaden statek widmo. Nie przygnała jej tutaj jednak ciekawość, a informacja o tym, że prawdopodobnie w stronę tajemniczego statku wyruszyła trójka dzieci. Zgłoszenie dotarło do Ministerstwa i było ze wszech miar niepokojące.
Wiele rzeczy było tu niepokojących.
- Mam złe przeczucia co do tego – westchnęła do Victorii, a potem przesunęła wzrokiem po reszcie osób zgromadzonych w łódce. Całkiem sporo aurorów i Brygadzistów, bo zasadniczo kiedy wysyłasz kogoś szukać zaginionych dzieci, na być może nawiedzonym statku, to zwykle nie wybierasz jednej albo dwóch osób. Z jednej strony dobrze, z drugiej bardzo niedobrze, ponieważ teraz Brenna niepokoiła się też o Danielle, która jako uzdrowicielka również zapragnęła pójść z nimi. Z jakichś tajemniczych powodów, dodatkowo, żołądek skręcał się jej coraz bardziej, a przedziwne uczucie podpowiadało, że szczególnie powinna niepokoić się o Atreusa Bulstrode, bo grozi mu straszliwe niebezpieczeństwo. Normalnie pewnie by się nie przejmowała, wszak był aurorem, do licha, był dobry w walce, nie było powody, aby bać się o niego jakoś szczególnie, w tej chwili jednak rozsądek niezbyt jej słuchał.
Ale starała się absolutnie nie dać tego po sobie poznać. Danielle byłaby obrażona. Poza tym przestraszyłaby Laurenta. To, że chłopak chciał koniecznie dostać się na ten statek, nie było zaskakujące: krew selkie i wezwanie morza robiły swoje. Nie zabraniała mu wpakowania się do ich łódki, bo pewnie inaczej popłynąłby wpław. Z dwojga złego lepiej, aby dostał się tam w towarzystwie.
Ale tak, o niego tez się niepokoiła.
- Erik, skarbie, wspominałeś chyba coś o rejsach statkami. Że o tym marzysz, czy coś, proszę, masz jedyny w swoim rodzaju rejs podejrzanym jachtem widmo – dorzuciła, tym razem zwracając się do brata, a jej spojrzenie powędrowało ku łódkom, wyłaniającym się z mgły. Nie byli tu pierwsi. Cywile, cholera, na tę łódź trafili cywile. Ton miała pozornie lekki, ale spojrzenie czujne, a dłoń wślizgnęła się pod ubranie, by upewnić się, że ma tam długi sztylet oraz eliksir od Nory. Problemy z magią bywały ostatnio kłopotliwe, więc umiejętność szermierki po raz pierwszy mogła przydać się nie tylko do sparingu z Geraldine, która zresztą też pojawiła się na brzegu.
Pytanie czy to, co znajduje się na tym statku, w ogóle będzie można potraktować ostrzem, kastetem albo choćby magią. Zimny dreszcz przebiegł jej po kręgosłupie, gdy zobaczyła, w jakim stanie jest burta. Zerknęła na Laurenta.
– Pewnie nie zdołam cię namówić, żebyś wrócił, co? – spytała, uśmiechając się do niego, a potem wyciągnęła rękę, by na moment spleść ich palce. – Bądź ostrożny, proszę.
A potem puściła jego dłoń i się podniosła.
– Jeżeli będzie bezpiecznie, krzyknę z pokładu – oświadczyła lekko.
I nie pytając nikogo o zdanie, zanim ktoś postanowił ją powstrzymać, aportowała się… bo tak, to było ryzykowne, ale wolała zrobić to sama, zanim ktoś postanowi spróbować pierwszy, a ktoś na pewno by to zrobił, zanim zdążyłaby wejść po linie. Chyba że aportacja okazała się niemożliwa, bo w takim wypadku po prostu ruszyła do drabinki.
Ekwipunek: sztylet, kastet, świece, eliksir od Nory, manierka.
/Jak coś, nie zakładam, że kogoś nie ma w łódce, po prostu nie chciałam gadać do wszystkich, zwłaszcza, jak nie jestem pewna, czy tu są
/
W kolekcji dziwnych sytuacji, w które Brenna się dotąd wpakowała, było wiele rzeczy, ale nie znalazł się żaden statek widmo. Nie przygnała jej tutaj jednak ciekawość, a informacja o tym, że prawdopodobnie w stronę tajemniczego statku wyruszyła trójka dzieci. Zgłoszenie dotarło do Ministerstwa i było ze wszech miar niepokojące.
Wiele rzeczy było tu niepokojących.
- Mam złe przeczucia co do tego – westchnęła do Victorii, a potem przesunęła wzrokiem po reszcie osób zgromadzonych w łódce. Całkiem sporo aurorów i Brygadzistów, bo zasadniczo kiedy wysyłasz kogoś szukać zaginionych dzieci, na być może nawiedzonym statku, to zwykle nie wybierasz jednej albo dwóch osób. Z jednej strony dobrze, z drugiej bardzo niedobrze, ponieważ teraz Brenna niepokoiła się też o Danielle, która jako uzdrowicielka również zapragnęła pójść z nimi. Z jakichś tajemniczych powodów, dodatkowo, żołądek skręcał się jej coraz bardziej, a przedziwne uczucie podpowiadało, że szczególnie powinna niepokoić się o Atreusa Bulstrode, bo grozi mu straszliwe niebezpieczeństwo. Normalnie pewnie by się nie przejmowała, wszak był aurorem, do licha, był dobry w walce, nie było powody, aby bać się o niego jakoś szczególnie, w tej chwili jednak rozsądek niezbyt jej słuchał.
Ale starała się absolutnie nie dać tego po sobie poznać. Danielle byłaby obrażona. Poza tym przestraszyłaby Laurenta. To, że chłopak chciał koniecznie dostać się na ten statek, nie było zaskakujące: krew selkie i wezwanie morza robiły swoje. Nie zabraniała mu wpakowania się do ich łódki, bo pewnie inaczej popłynąłby wpław. Z dwojga złego lepiej, aby dostał się tam w towarzystwie.
Ale tak, o niego tez się niepokoiła.
- Erik, skarbie, wspominałeś chyba coś o rejsach statkami. Że o tym marzysz, czy coś, proszę, masz jedyny w swoim rodzaju rejs podejrzanym jachtem widmo – dorzuciła, tym razem zwracając się do brata, a jej spojrzenie powędrowało ku łódkom, wyłaniającym się z mgły. Nie byli tu pierwsi. Cywile, cholera, na tę łódź trafili cywile. Ton miała pozornie lekki, ale spojrzenie czujne, a dłoń wślizgnęła się pod ubranie, by upewnić się, że ma tam długi sztylet oraz eliksir od Nory. Problemy z magią bywały ostatnio kłopotliwe, więc umiejętność szermierki po raz pierwszy mogła przydać się nie tylko do sparingu z Geraldine, która zresztą też pojawiła się na brzegu.
Pytanie czy to, co znajduje się na tym statku, w ogóle będzie można potraktować ostrzem, kastetem albo choćby magią. Zimny dreszcz przebiegł jej po kręgosłupie, gdy zobaczyła, w jakim stanie jest burta. Zerknęła na Laurenta.
– Pewnie nie zdołam cię namówić, żebyś wrócił, co? – spytała, uśmiechając się do niego, a potem wyciągnęła rękę, by na moment spleść ich palce. – Bądź ostrożny, proszę.
A potem puściła jego dłoń i się podniosła.
– Jeżeli będzie bezpiecznie, krzyknę z pokładu – oświadczyła lekko.
I nie pytając nikogo o zdanie, zanim ktoś postanowił ją powstrzymać, aportowała się… bo tak, to było ryzykowne, ale wolała zrobić to sama, zanim ktoś postanowi spróbować pierwszy, a ktoś na pewno by to zrobił, zanim zdążyłaby wejść po linie. Chyba że aportacja okazała się niemożliwa, bo w takim wypadku po prostu ruszyła do drabinki.
Ekwipunek: sztylet, kastet, świece, eliksir od Nory, manierka.
/Jak coś, nie zakładam, że kogoś nie ma w łódce, po prostu nie chciałam gadać do wszystkich, zwłaszcza, jak nie jestem pewna, czy tu są
/Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.