Litha. Jeden z istotniejszych dni podczas koła roku czarodziejów. Panny Yaxley miało jednak dzisiaj zabraknąć na sabacie. Właściwie czy on się odbył? Nie interesowała się tematem od momentu dosyć dramatycznego Beltane. Zresztą, miała inne plany na ten wieczór. Po co szukać po raz dwudziesty kwiatu paproci? No, może trochę mniej razy to robiła, ale faktycznie liczba robiła się coraz wieksza.
Bardzo dobrze znała legendę o statku, który pojawiał się raz w roku. Podobno. Nie byłaby sobą, gdyby wreszcie nie postanowiła zainteresować się tematem nieco bardziej dokładnie. Była ciekawa, co może zastać na pokładzie. Może jakieś ciekawe magiczne stwory, które będzie mogła opchnąć czarodziejom, którzy tego potrzebowali. Starała się uzupełniać ich spiżarki o te najrzadsze komponenty. Do tego ponoć, ponoć na statku było dużo złota. Nie, żeby nie była bogata, ale nigdy nie jest się wystarczająco bogatym. Szczególnie, że to złoto ta bezpańsko sobie leżało. Dobrze by było, aby ktoś się nim zaopiekował.
Pojawiła się w okolicy dosyć wcześnie. Zdążyła przycupnąć na brzegu i poobserwować spokojny ocean nim właściciel łódki zaprosił ją na pokład. Wypaliła przy tym z pół paczki papierosów. Czekali na kolejne osoby, które miały zostać przetransportowane tym środkiem transportu dalej.
Gerry gawędziła dłuższą chwilę z mężczyzną i nie zauważyła, że łajba zaczęła się wypełniać kolejnymi osobami, które miały zamiar dotrzeć na statek. Była zbytnio zaabsorbowana rozmową. Wreszcie wyruszyli, dopiero wtedy odwróciła się, żeby zobaczyć, kto również się tutaj znalazł. Ku swojemu zaskoczeniu zobaczyła wiele znajomych twarzy, starała się z każdym przywitać. Ciekawa była, co ich sprowadzało w to miejsce. Nie zadawała jednak pytań. Obserwowała towarzystwo, które wydawało się mieć wyśmienity humor.
Poprawiła kapelusz, który znalazł się na jej głowie. Wyglądała w nim niczym prawdziwa piratka, sama nie wiedziała skąd go właściwie miała. W długim płaszczu zaczynało się jej robić gorąco, jednak wiedziała, że to tylko pozorne i gdy wypłyną dalej będzie zadowolona, że wzięła go że sobą, tak samo jak ciężkie buty ze smoczej skóry. - Coś Ty Tony, ja i przesada? Nigdy. - Odparła posyłając kuzynowi promienny uśmiech. Dobrze było widzieć, że humor mu dopisuje.
Wzrok Geraldine skierował się na Traversa. Na pewno poczuł to spojrzenie na swojej osobie. Jej umiejętność dała o sobie znać. Najwyraźniej poza Erikiem mieli mieć na statku jeszcze jednego wilkołaka. Spojrzała na niebo, żeby się upewnić, że wcale nie ma pełni.
Opuszczony statek zrobił na niej ogromne wrażenie. Ciche westchnięcie na pewno nie umknęło tym, którzy siedzieli obok. - Duży jest, co nie? - Powiedziała do Erika jakby chciała sprawdzić, czy się z nią zgadza. Wpatrywała się w okręt dłuższą chwilę, po czym aportowała się bez słowa. Z nikim się nie umawiała na zwiedzanie statku, czas ją naglił nie chciała, żeby przypadkiem ktoś znalazł coś lepszego od niej.