Coś zaskoczyło. Coś kliknęło. Puzzle zostały do siebie dopasowane i ułożone. Poczuł to niemalże fizycznie. Uczucie, które go zaskoczyło, taki hunch, jak to niektórzy mawiali. Potrzebowali się troszkę pościerać, sprawdzić ostrość swoich kantów, żeby w końcu zejść na jakąś nić porozumienia? Czy może to jednak kolejny z przykładów tego, że po prostu temat dobry się wsunął i na chwilę Kayden dał się ukoić, pozwolił się pogłaskać z włosem. Zaraz jednak zacznie się stroszyć, wystarczy jedno słowo czy dwa. Opisanie go wrażliwym z tej strony byłoby całkiem rozsądne, ale jakoś... kiedy widzisz przed sobą szablę nie uznajesz jej za "wrażliwą". Może być piękna, może cię nie ranić, ale pozostawała zimną stalą, w której mogłeś się przejrzeć niemal jak w lustrze. Laurent już mówił o broniach. Odmawianie wrażliwości romantykowi było zaś grzechem, który należało zmyć. Nie, nie rozumiał. Kolejna sprzeczność dopasowana do osoby o nazwisku Delacour. Tak, mógł być romantykiem, pewnie matka w niego to wpoiła. Co zostało mu wpojone z drugiej strony? Dzieciaki czystej krwi przesiąkały swoimi rodzicami, czasami było to upiorne. Czy z drugiej strony miał diabła, który szeptał mu prawdy o tym świecie i jak należało żyć? Że taki żywot, jaki prowadziła jego matka, zdarza się raz na milion i że trzeba wygrać na loterii? Artyści zazwyczaj byli doceniani po śmierci.
- Nie chciałem wyjść na nihilistę z podważaniem tego, co jest potrzebne, co nie... - Nawiązywał tutaj do tego, że już powiedział, że nikogo nie interesują problemy, potem w zasadzie między wierszami zadały pytanie, czy potrzebne jest w ogóle czyjekolwiek zdanie i tak dalej... Zaimponował mu Kayden, że tamto pytanie wyłapał. Bo utknęło ono mu w gardle i nie chciał go zadawać - głównie ze względu właśnie na to, że nie chciał zapaść w pamięć jako osoba, która wszystko podważa i zatapia się w ciemności tego świata. Nie taki wizerunek siebie samego chciał kreować przed ludźmi. - Niepokoi mnie, że tak gładko się ze mną zgadzałeś wcześniej i że teraz mówisz o tym, że zawsze jest cena. Cena, która brzmi w twoich ustach na zbyt drogą. - I nie chodziło o to, że przez to niewartą, nie. Po prostu zbyt drogą. Gorzką. Tak, gorycz tkwiła w Kaydenie i teraz zobaczył ją bardzo wyraźnie. Jak żółć wylała się na czarną farbę i wypaczyła płótno. Takim był człowiekiem? Kiedy przestawał lśnić stalą przesiąkał swoją dezaprobatą wobec tego świata i poddaństwem? Nie, to też nie pasowało do tej osoby - spadanie na kolana. Jego obraz, kiedy stał i spoglądał na Michaela tak mocno zapisał się w głowie Laurenta, że nie chciał o nim zapominać. To jednak nie było dobre. Człowiek powinien być sobą, nie tą jednostką, na którą go malowali inni. - Przykro mi. - Patrzył na Kaydena tak, jakby Kayden mówił o tym, że sam stracił pasję. Choć akurat nie uważał, że to mogło być powodem. Nie bardzo wiedział, co się działo w życiu tego człowieka, ale wyglądał na kogoś, kto coś stracił. Albo kogoś. I nie potrafił tego odnaleźć z powrotem. Poruszyło go to. Żaden mężczyzna nie powinien kończyć na kolanach, złamany przez cokolwiek czy kogokolwiek. Tak, mężczyzna bez celu był jak skorupa, którą należało wypełnić. Napoić. Tego szukał w ramionach tamtej kobiety? Wypełnienia? I znów dwa słowa zabrzmiały jak jedwab opadający na rozgrzane ciało. Chłodny, przyjemny jedwab przynoszący ulgę. Zapewne nie powinien się tak spoufalać, ale nie miał teraz żadnego innego, lepszego słowa. Nie, wróć. Miał. Miał słów całe mnóstwo, mógł powiedzieć wszystko. Ale tylko to wydawało mu się odpowiednie. - Zatracenie się to bardzo niezdrowe uczucie. Zostaliśmy stworzeni do szukania stabilizacji. Osoby, które rozpalają swój świat gwałtownym ogniem przeżywają mocno, szybko, ale potem pozostały popiół jest dla nich tragedią. - Laurent bardzo dużo przypatrywał się ludziom i ich słuchał. Był uwrażliwiony na zmiany w zachowaniu, w głosie - jak widać po ich rozmowach wcale nierzadko odbierał te zmiany źle, jako wycelowane w siebie. A były po prostu reakcjami na siebie samego.
- To prawda. Bez chęci nie ma niczego. - To na pewno były hipotetyczne rozważania? Laurent to podjął, ale jakoś nie wierzył, że to tylko... takie sobie gadanie. Dlatego z taką uwagą spoglądał na plecy Kaydena. - Tylko nie powtarzaj tego Michaelowi. Śmiertelnie się na ciebie obrazi za zrównanie jego inteligencji z psią. - Zażartował delikatnie. - Panie Delacour, z takimi słowami proponuję zacząć od pana samego. Brama tych włości będzie dla ciebie otwarta, jeśli przyjdziesz znowu w poszukiwaniu zgubienia Nudy. - Bo ta panienka za mocno wbija pazury w Twoje ramiona.