Powodem, dla którego wyruszył zbadać statek widmo, było zlecenie z pracy. Nie było to nic pewnego, jednak zawsze istniała szansa na to, że pośród wszystkich potencjalnych skarbów znajdzie się jakiś artefakt. Najlepiej jeszcze obarczony czekającą na złamanie potężną klątwą. Poza tym to stanowiło pewnego rodzaju przygodę, której będzie mógł doświadczyć na własnej skórze i o której opowie swoim najbliższym przy pierwszej możliwej okazji. Pogoda zdecydowanie dopisywała i gdyby nie praca, którą miał do wykonania, to chętnie zaległby na plaży i później trochę popływał. Podczas następnego wolnego może zabrać rodzinę nad morze, tylko z lepszymi widokami bez tajemniczych statków widmo majaczących na horyzoncie.
Przybył dostatecznie wcześnie, aby móc zająć jedno z miejsc w łodzi, na której pokład weszło całkiem sporo ludzi. Przyglądał się im z dyskretnym zainteresowaniem. Pośród nich dostrzegł przynajmniej dwóch Brygadzistów, patrząc po noszonych przez mężczyzn mundurach.
Po tym jak łódź ruszyła, coraz częściej spoglądał w stronę rosnącego w jego oczach statku widmo. Nie używając magii nie miał świadomości występowania powszechnych w ostatnim czasie związanych z nią problemów. Okręt wyglądał tak jak powinien wyglądać po bardzo długim pobycie na dnie morza. Konstrukcja nie sprawiała wrażenia stabilnej. Jeśli w takim stanie była reja i maszt, co wolał nie myśleć co będzie z pokładem. Wolałby uniknąć sytuacji, w której on zarwie się pod jego ciężarem, gdy tylko postawi na nim stopę.
— To będzie piękny rejs statkiem widmo. — Mruknął. Po dopłynięciu nie zdecydował się na teleportację, jak niektórzy. Sebastian postanowił pójść w ślady tamtych czarodziejów i pochwycił drabinki, po których wspiął się na pokład. Stanął na nim ostrożnie, rozglądając się wokół. Póki co nie wyglądał on na nie iście nawiedzony i jedynie straszył obrazem nędzy i rozpaczy.
Ekwipunek: fiolka eliksiru wiggenowego, rękawice ze smoczej skóry, sakwa ze skóry wsiąkiewki, magicznie zmodyfikowany scyzoryk, kanapki i butelka soku dyniowego od żony