16.08.2023, 12:44 ✶
Lato rozkwitało. Jeszcze pare lat temu (i to dobrych pare lat) Bones zapewne ganialaby po sadzie Longbottomow, zdzierajac sobie kolana. Ale szczeniackie lata minely, zamiast mlodzienczej beztroski, bylo mierzenie sie z prawdziwym zyciem. Zamiast zewu przygody - skupienie na obowiazkach. Bo nie, Bones nie plynelaby teraz w strone "Perly", gdyby nie nazbyt ciekawa mlodziez.
Bylo w tym cos symbolicznego - najkrotsa noc w roku, swieto zwyciestwa jasnosci nad ciemnoscia oraz czas poszukiwania kwiatu paproci. Oczywiscie nadal trwal dzien - kwiat zakwital przeciez noca - wiec o szukaniu go nie moglo byc mowy, zwlaszcza ze znajdowali sie na morzu, nie w lesnych ostepach. Tyle ze kwiat paproci to na dobra sprawe symbol - wiec na upartego mozna by uznac, ze kwiatem dla plynacych na poklad statku byly dzieci. Lub potencjalne skarby. Lub cokolwiek innego.
Bylo cieplo, cieplej niz przed ponad miesiacem, dla niej jednak zmiana aury nie robila zadnej roznicy - wciaz odczuwala niemilosierny chlod, zupelnie jakby caly czas swiat znajdowal sie w objeciach Pani Zimy. Siedziala obok Brenny, w zamysleniu wpatrujac sie przed siebie, jednym uchem lowiac prowadzone obok rozmowy. Wszechobecny zapach morza wypelnial jej nozdrza, mieszajac sie z woniami wspolpasazerow. Pozniej w koncu czuly nos wychwycil rowniez i specficzna won mgly - nie, zeby nie dalo sie jej zobaczyc golym okiem. W tym miejscu bylo cos, przez co wlos niemal doslownie jezyl sie na glowie. Ale Brenna... Och, oczywiscie nie mogla wybrac bezpieczniejszego rozwiazania. A Mav nieszczegolnie chciala jej pozwolic na ryzykowanie w pojedynke.
- Szlag - mruknela i praktycznie bez namyslu sie poderwala i teleportowala w slad za kuzynka.
//Eq: kastet, dlugi noz, manierka z woda, eliksir uzupelniajacy krew
Bylo w tym cos symbolicznego - najkrotsa noc w roku, swieto zwyciestwa jasnosci nad ciemnoscia oraz czas poszukiwania kwiatu paproci. Oczywiscie nadal trwal dzien - kwiat zakwital przeciez noca - wiec o szukaniu go nie moglo byc mowy, zwlaszcza ze znajdowali sie na morzu, nie w lesnych ostepach. Tyle ze kwiat paproci to na dobra sprawe symbol - wiec na upartego mozna by uznac, ze kwiatem dla plynacych na poklad statku byly dzieci. Lub potencjalne skarby. Lub cokolwiek innego.
Bylo cieplo, cieplej niz przed ponad miesiacem, dla niej jednak zmiana aury nie robila zadnej roznicy - wciaz odczuwala niemilosierny chlod, zupelnie jakby caly czas swiat znajdowal sie w objeciach Pani Zimy. Siedziala obok Brenny, w zamysleniu wpatrujac sie przed siebie, jednym uchem lowiac prowadzone obok rozmowy. Wszechobecny zapach morza wypelnial jej nozdrza, mieszajac sie z woniami wspolpasazerow. Pozniej w koncu czuly nos wychwycil rowniez i specficzna won mgly - nie, zeby nie dalo sie jej zobaczyc golym okiem. W tym miejscu bylo cos, przez co wlos niemal doslownie jezyl sie na glowie. Ale Brenna... Och, oczywiscie nie mogla wybrac bezpieczniejszego rozwiazania. A Mav nieszczegolnie chciala jej pozwolic na ryzykowanie w pojedynke.
- Szlag - mruknela i praktycznie bez namyslu sie poderwala i teleportowala w slad za kuzynka.
//Eq: kastet, dlugi noz, manierka z woda, eliksir uzupelniajacy krew