To, że Anthony był trochę jak wrzód to wiedział od dawna. Zdziwił się jednak, że ten chciał, wręcz domagał się wybrania na statek widmo wraz z nim, Brenną czy Atreusem. Bo o ile oni byli z Brygady Uderzeniowej czy Biura Aurorów, tak młodszy Borgin był tylko komornikiem co umiał liczyć... I skoro tak dobrze szło mu liczenie, powinien liczyć, że nic mu się tam nie stanie, ponieważ Stanley nie miał chęci świecić później oczami przed jego matką.
Wchodząc na łajbę, która miała ich dostarczyć do tego legendarnego statku widmo, skinął głową do wszystkich zebranych, lecz to skierowane do kuzynki było solidniejsze, czego mogła nie zauważyć, wszak mogło to być skierowane do każdego na tej łodzi. Bez słowa zajął miejsce obok swojego kuzyna i oczekiwał na rozpoczęcie całej wyprawy. Borgin ubrany był w mundur brygadzisty, który dużo bardziej pasował do akcji w terenie. No i przede wszystkim była dużo mniejsza szkoda ubrudzić robocze ciuchy, niż swój ukochany płaszcz.
- Jak już będziesz miał zamiar palić to poczęstuj mnie jednym. Później odwdzięczę się tym samym - rzekł do Tośka, widząc jak bawi się zapalniczką. Znali się nie od dziś i Stanley wiedział, że młodszego Borgina już raczek nieboraczek ciągnie za płuco aby tylko nawdychał się trochę nikotyny. Nie to, że sam nie miał na to ochoty, wręcz przeciwnie. Jeszcze jakby dołączył do nich Atreus w tym małym nałogu to byłoby idealnie.
Gdyby tylko potrafił czytać w myślach Anthony'ego to by się chyba załamał i stracił w niego wiarę całkowicie. Na całe szczęście tego nie potrafił, więc i opinia o nim pozostawała nienaruszona do pewnego stopnia. Taak, artefakty... Pokiwał głową na zgodę zanim przewrócił oczami. Nie ważne co było na statku, może i sam Merlin, należało to sprawdzić, ot służba nie drużba - obowiązki wzywały.
Kiedy Brenna zniknęła, a Ian popisał się swoim przebłyskiem inteligencji, wstał aby również się aportować na statek. Nie chciało mu się wspinać po jakichś linach czy innych tego typu rzeczach. Do testów sprawnościowych w Ministerstwie jeszcze było trochę czasu, więc po co miał się wysilać na marne? - Nie możemy? - zdziwił się, lustrując zajaranego kuzyna. Ten to chyba miał tę wyprawę za jakieś egzotyczne wakacje - Skoro tak mówisz to tak chyba musi być. Pozwolisz, że pójdę przodem. Jeszcze Ci się krzywda stanie dziedzic - rzucił pół żartem i poszedł w ślady Brenny, aportując się na statek.
Ekwipunek: paczka papierosów, metalowa zapalniczka, eliksir uspokajający, umundurowanie brygadzisty, nóż
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972