16.08.2023, 14:19 ✶
Liście szeleściły pod butami Brenny, dając znać o jej obecności, nim pojawiła się i ona sama – w szaro białym mundurze Brygady, pozbawionym jedynie charakterystycznej peleryny (wszak po okolicy mogli kręcić się mugole). Dowolny czarodziej mógł ten strój jednak rozpoznać: Brygada Uderzeniowa. Aportowała się w okolicy już jakiś czas temu, rozmawiała z tym i owym, obejrzała parę rzeczy, a wreszcie w rozpaczy wysłała stażystę z powrotem do Ministerstwa, by dopytał o szczegóły, bo najwyraźniej na miejscu nie czekała osoba, która czekać miała, a sama szukała… kogoś, kto będzie w stanie wyjaśnić jej co i jak.
Na widok Kaydena rozpromieniła się podwójnie, bo po pierwsze Brenna nawet lata po Hogwarcie lubiła dręczyć swoich szkolnych kolegów i koleżanki, nieważne w jakich okolicznościach, po drugie – skoro tu był, może będzie mógł udzielić informacji!
- Cześć! – przywitała się, podchodząc do niego. Jak zwykle robiła długie, szybkie kroki: Brenna rzadko poruszała się inaczej niż w błyskawicznym tempie. Gdyby stał tutaj jakiś obcy archeolog, zapewne zaprezentowałaby swoje oficjalne podejście i twarz Uprzejmej, Kompetentnej Brygadzistki, ale że był to Delecour, weszła w tryb Huragan Brenna. – Mam nadzieję, że nie jesteś przypadkowym przechodniem, który postanowił niecnie zakraść się na teren wykopalisk, tylko tu pracujesz? Bo szukam kogoś, kto orientuje się, o co w tym wszystkim chodzi. Brygada ma stąd zabrać artefakt, niewykluczone, że czarnomagiczny. Tyle że gość, z którym rozmawiałam, nie umie mi go wskazać. A ja i mój czarujący asystent Michael… znaczy się mój stażysta, ale chyba można go uznać za czarującego… nie potrafimy się zorientować, który to. Ani gdzie leży. Obawiam się, że przespałam wszystkie lekcje historii magii i to dla mnie tylko kupa starych kamieni.
Tu Brenna wskazała kciukiem na kurhan. Nie miała zresztą nawet pojęcia, czy rzeczony artefakt nadal jest gdzieś w ziemi. Może go wykopali. Tyle że nie umiałaby go odróżnić od stery innych rzeczy, jakie zapewne wydobyto tutaj z ziemi.
– A tak, czekaj, formalności… – dodała jeszcze, wydobywając odznakę, by zamachać mu nią przed nosem. – Detektyw Brygady, Brenna Longbottom, blablabla. Mam cytować przepisy, czy to wystarczy? I może wiesz, gdzie jest Hansington? Bo niejaki Hansington miał podobno na nas czekać i wszystko wyjaśnić, ale postanowił rozpłynąć się w powietrzu.
Na widok Kaydena rozpromieniła się podwójnie, bo po pierwsze Brenna nawet lata po Hogwarcie lubiła dręczyć swoich szkolnych kolegów i koleżanki, nieważne w jakich okolicznościach, po drugie – skoro tu był, może będzie mógł udzielić informacji!
- Cześć! – przywitała się, podchodząc do niego. Jak zwykle robiła długie, szybkie kroki: Brenna rzadko poruszała się inaczej niż w błyskawicznym tempie. Gdyby stał tutaj jakiś obcy archeolog, zapewne zaprezentowałaby swoje oficjalne podejście i twarz Uprzejmej, Kompetentnej Brygadzistki, ale że był to Delecour, weszła w tryb Huragan Brenna. – Mam nadzieję, że nie jesteś przypadkowym przechodniem, który postanowił niecnie zakraść się na teren wykopalisk, tylko tu pracujesz? Bo szukam kogoś, kto orientuje się, o co w tym wszystkim chodzi. Brygada ma stąd zabrać artefakt, niewykluczone, że czarnomagiczny. Tyle że gość, z którym rozmawiałam, nie umie mi go wskazać. A ja i mój czarujący asystent Michael… znaczy się mój stażysta, ale chyba można go uznać za czarującego… nie potrafimy się zorientować, który to. Ani gdzie leży. Obawiam się, że przespałam wszystkie lekcje historii magii i to dla mnie tylko kupa starych kamieni.
Tu Brenna wskazała kciukiem na kurhan. Nie miała zresztą nawet pojęcia, czy rzeczony artefakt nadal jest gdzieś w ziemi. Może go wykopali. Tyle że nie umiałaby go odróżnić od stery innych rzeczy, jakie zapewne wydobyto tutaj z ziemi.
– A tak, czekaj, formalności… – dodała jeszcze, wydobywając odznakę, by zamachać mu nią przed nosem. – Detektyw Brygady, Brenna Longbottom, blablabla. Mam cytować przepisy, czy to wystarczy? I może wiesz, gdzie jest Hansington? Bo niejaki Hansington miał podobno na nas czekać i wszystko wyjaśnić, ale postanowił rozpłynąć się w powietrzu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.